piątek, 16 września 2016

Fa, Greek Yoghurt Almond Scent, kremowy żel pod prysznic

Hej, witam wszystkich bardzo serdecznie!

Dzisiejszy post pewnie będzie dla Was delikatnie zaskakujący. Rzadko zdarza mi się pisać o żelach pod prysznic. Większość z nich działa na mnie, właścicielkę skóry bardzo suchej, podobnie. Żel ma myć, oczyszczać skórę, a jeśli ładnie pachnie to super. Większość żeli pod prysznic moją skórę wysusza i jestem już do tego przyzwyczajona. Po każdej kąpieli pojawia się uczucie ściągnięcia i czasami nawet szczypania czy pieczenia skóry. Jeżeli znacie to nieprzyjemne uczucie to łączę się z Wami w bólu. Tak więc żele pod prysznic zazwyczaj nie robią na mnie wrażenia, ale czasami trafiają się takie perełki, o których nie mogę Wam nie powiedzieć. 






Fa, Greek Yoghurt Almond Scent, kremowy żel pod prysznic

Ten żel podkradłam mojej mamie. I od pierwszego użycia byłam zachwycona! Niesamowity produkt, ale zacznijmy od początku...

Opakowanie bardzo ładne, estetyczne i porządnie wykonane. Biała butelka z subtelną szatą graficzną - nie jest przezroczysta, ale bez problemu można dostrzec ile produktu jest jeszcze w środku. Zamknięcie na "klik", bardzo wygodne i nie ma problemu z otwarciem pod prysznicem.

Konsystencja żelu jest dość rzadka, może spływać z dłoni. Kosmetyk jest bardzo lekki, delikatnie kremowy. W kontakcie z wodą wytwarza delikatną piankę. 

Żel spełnia swoje podstawowe zadanie - świetnie myje i oczyszcza skórę. Robi to dokładnie, a jednocześnie na tyle delikatnie, że moja sucha i wrażliwa skóra nie jest w żaden sposób podrażniona czy wysuszona. Byłam naprawdę zdziwiona, bo rzadko zdarza się, że typowo drogeryjny produkt z SLeS w składzie jest tak przyjazny dla suchej skóry. Po kąpieli nie odczuwam nieprzyjemnego ściągnięcia i wysuszenia. Nie muszę biec z prędkością światła po balsam nawilżający. Skóra nie jest nawilżona, ale żel pozostawia ją w komfortowym stanie. Myślę, że osoby z normalną skórą nie odczuwałyby potrzeby dodatkowego nawilżenia.







Muszę wspomnieć o jeszcze jednym, bardzo ważnym aspekcie. Zapach! To jest to na co zwracam uwagę w żelach. Zapach żelu Fa jest fantastyczny! Połączenie jogurtu greckiego z zapachem migdałów daje niesamowity efekt. Jest tutaj wyczuwalna jogurtowa nuta, ale zdecydowanie dominuje słodki zapach migdałów, mój nos wyczuwa też subtelny dodatek wanilii. Dla mnie ten żel to ciasteczka jogurtowo-migdałowe z dodatkiem wanilii zamknięte w butelce. Zapach tak piękny, że nie można się oprzeć. Dla wszystkich fanów słodkich, ciepłych, otulających zapachów będzie to coś idealnego. Sprawdzi się rewelacyjnie na nadchodzące jesienne wieczory.

Serdecznie polecam, warto wypróbować. Żel jest świetny, a relacja ceny do pojemności i jakości bardzo korzystna. 400 ml kosztuje około 8-10 zł. 







środa, 14 września 2016

Dobre polskie kosmetyki #2 - makijaż

Hej, witam wszystkich bardzo serdecznie!

Zapraszam na drugą część wpisu z dobrymi polskimi kosmetykami. Dzisiaj pokażę Wam produkty do makijażu, ale nie tylko - znajdzie się też jeden kosmetyk do paznokci oraz coś, co teoretycznie ma działanie pielęgnujące, ale właśnie w makijażu sprawdza się najlepiej.
Wszystkie kosmetyki, o których dzisiaj opowiem są polskie, bardzo łatwo dostępne, a ich działanie zasługuje na pochwałę. Dodatkowym atutem jest niska cena - żaden nie kosztuje więcej niż 15 zł. Minusów nie stwierdzono :)







Wibo, Gel Like Top Coat
Potrzebowałam top coat, który przedłużyłby trwałość lakieru. Nie miałam wygórowanych wymagań. Nie oczekiwałam, że lakier będzie trzymał się na moich paznokciach w nienagannym stanie przez tydzień. W szafie Wibo znalazłam produkt, który spełnia wszystkie moje oczekiwania. Top coat jest całkowicie transparentny i nie zmienia koloru/odcieniu lakieru na paznokciach. Producent zapewnia, że lakier ma zapewniać efekt żelowych paznokci i rzeczywiście nadaje im przepiękny połysk, może imitować żele. Dla mnie największym plusem jest fakt, że ten top coat przedłuża trwałość lakieru o 3-4 dni. Mam lakiery, które niestety same z siebie utrzymują się tylko jeden dzień i ten top coat jest ratunkiem w ich przypadku. Przy lakierach, których trwałość sama w sobie to 2-3 dni, mogę spokojnie nie martwić się o manicure przez tydzień. Polecam wypróbować, zwłaszcza że ten produkt to wydatek około 8 zł.






Eveline, SOS Lash Booster, Multifunkcyjne serum do rzęs 5w1
To już moje drugie opakowanie tego serum i jestem pewna, że nie ostatnie. Producent zapewnia, że kosmetyk podwaja objętość rzęs, wydłuża i wzmacnia, odżywia i regeneruje, przyspiesza wzrost oraz zapobiega wypadaniu. Dla mnie to cudowna baza pod tusz. Sprawdza się rewelacyjnie! Kosmetyk ma postać białego tuszu do rzęs, nakładamy go jak typową maskarę. Delikatnie otula rzęsy, rzeczywiście nadaje im zauważalnej objętości, wydłuża i optycznie zagęszcza. Różnica między rzęsami pomalowanymi samym tuszem, a rzęsami potraktowanymi uprzednio serum jest niesamowita. Nie zauważyłam żeby serum przyspieszało wzrost rzęs, ale nie używam go codziennie. Czy odżywia i zapobiega wypadaniu? Moje rzęsy są mocne i nie wypadają, więc może coś w tym jest. Bardzo serdecznie polecam serum jako bazę pod tusz :) Cena około 15 zł.









Wibo, Million Dollar Lips
Lovely, Extra Lasting

Wibo i Lovely - dwie marki kosmetyczne, ale jak wiadomo jeden producent. Oba produkty do ust to matowe pomadki w płynie, które mają charakteryzować się dużą trwałością. Pierwsze co rzuca się w oczy to piękne kolory, które są teraz bardzo modne. Przybrudzone, zgaszone róże to bardzo twarzowe odcienie. Pomadka z Wibo jest troszkę ciemniejsza, ale nadal jest to piękny, subtelny odcień idealny na co dzień. Produkty mają podobne konsystencje - są kremowe, gęste i zastygające. Lovely ma delikatniejszą formułę, która przypomina mi piankę/mus. Na moich ustach trwalsza okazała się pomadka Wibo - prezentuje się świetnie nawet do 8 godzin. Lovely ściera się szybciej, po około 4-5 godzinach. Oba kosmetyki są bardzo trwałe, ścierają się i schodzą z ust równomiernie, nie migrują na zęby i nie wylewają się poza kontur ust. Jeżeli macie suche usta to niestety mogą Wam nie przypaść do gustu - potrafią troszkę wysuszyć i podkreślić suche skórki. Oba kosmetyki kosztują do 10 zł.
Jeżeli jesteście ciekawe jak pomadka Wibo wygląda na ustach - zapraszam tutaj (klik).










My Secret, Matt Eye Shadow
Pojedyncze cienie z firmy My Secret, które mam w swojej kosmetyczce od niedawna, a już zdążyły podbić moje serce. Cienie są matowe, ale nie są przesadnie suche. Pylą się przy nabieraniu z opakowania, więc trzeba uważać. Podczas nakładania na powiekę nie zauważyłam żadnego osypywania. To co zachwyca w tych produktach to ich wspaniała pigmentacja. Wystarczy odrobina do uzyskania krycia i ładnego koloru. Jak widzicie moje egzemplarze to naprawdę jaśniutkie odcienie - 505 (beż) i 512 (delikatny róż). Dobry beżowy cień to podstawa i obowiązkowa baza każdego dobrego makijażu oka. Krycie naprawdę wspaniałe, trwałość na powiekach również mnie zadowala (na moich utrzymują się bez bazy przez 7-8 godzin, z bazą od rana do późnego wieczora). Cena niska, około 6-7 zł za sztukę. Kolor 505 jest bardzo popularny, możliwe że trzeba będzie troszkę za nim pobiegać - zapewniam, że warto.
















Znacie te kosmetyki? Zachęciłam Was do wypróbowania któregoś z nich?
Pozdrawiam :)

sobota, 10 września 2016

Jak szybko pozbyć się wyprysków? Linoderm Acne!

Witam wszystkich bardzo serdecznie!
Dzisiejszy wpis (a tak właściwie kosmetyk, o którym Wam dzisiaj opowiem) będzie przydatny dla osób, które borykają się z trądzikiem i dużymi, bolącymi wypryskami.
Oczywiście w przypadku trądziku, który jest chorobą, należy skorzystać z pomocy lekarza dermatologa. W naprawdę poważnych stanach chorobowych i przy ostrym trądziku tego typu kosmetyki mogą być po prostu zbyt słabe i konieczne będzie zastosowanie silniejszej, odpowiednio dobranej kuracji.
Mimo wszystko warto poznać produkt, który pomoże w walce z wypryskami, a na efekty nie trzeba długo czekać. 







Linoderm Acne, krem punktowy do skóry trądzikowej i łojotokowej

Kosmetyk polskiej firmy Ziołolek, dostępny w aptekach. Właściwości produktu (wg producenta):
- przeciwłojotokowe
- korekcyjne (tuszujące zmiany), matujące skórę
- wzmacniające barierę naskórka przez wpływ na równowagę hydrolipidową
- ochronne
- regulujące procesy prawidłowego rogowacenia i złuszczania naskórka 


Krem powinniśmy nakładać 2-3 razy dziennie w niewielkiej ilości na oczyszczoną skórę. Ważne - nakładamy punktowo, bezpośrednio na zmiany trądzikowe.
Skład: 
Aqua, Petrolatum, Zinc Oxide, Linum Usitatissimum, Sorbitan Sesquioleate Decyl Oleate, Chamomilla Recutita, Paraffinum Liquidum, Potentilla Tormentilla, Cera Alba, Glyceryl Stearate, Cetyl Alcohol, Tocopheryl Acetate, Glycerin Allantoin, Panthenol, Xanthan Gum, lactic Acid, Diazolidynyl Urea, Methylparaben Propylparaben, Propylene Glycol.



Ostatnio, niestety, miałam dobrą okazję żeby przetestować ten krem. Miałam ogromny wysyp, każdego dnia wyskakiwało mi kilka nowych pryszczy. Okazja się nadarzyła, testy zostały podjęte.
Na początek kilka słów o konsystencji. Krem jest lekki, delikatny i bardzo łatwo rozprowadza się na skórze. Nie wchłania się natychmiastowo, musi troszkę na skórze "poleżeć".  Produkt ma delikatnie beżowy kolor, ale nie zgodzę się z producentem w kwestii jego tuszujących/korekcyjnych właściwości. Krem wysycha na mat i traci swój kolor, wchłania się i wtapia w skórę. Nie będzie pełnił funkcji korektora ;)







Kosmetyk rewelacyjnie sprawdza się w przypadku dużych, bolących wyprysków ze stanem zapalnym. Miałam naprawdę sporo takich niespodzianek na twarzy. U mnie krem sprawdził się najlepiej nakładany na noc. Rano widziałam już ogromną różnicę - wypryski były zdecydowanie mniejsze, wysuszone i stan zapalny zażegnany. Po 3 dniach praktycznie nie było śladu po pryszczu, zostawało tylko zaczerwienienie na skórze. Krem nie usuwa przebarwień po wypryskach, nie sprawdził się również w kwestii redukowania zaskórników zamkniętych (małe krostki, podskórne wypryski). Nie polecam stosować tego kremu na większe partie skóry, gdyż ze względu na swój skład (posiada parafinę) może spowodować wysyp małych krostek. Nakładany punktowo na duże, ropne wypryski sprawdza się znakomicie. To zdecydowanie najlepszy punktowy preparat jaki do tej pory używałam. Czy jest wydajny? To zależy ile niespodzianek macie na twarzy. Ja niestety sporo, więc u mnie krem dość szybko się zużywa. Jego cena jest niska (około 8 zł), więc naprawdę warto wypróbować. Bardzo przydatny produkt, polecam mieć pod ręką, sprawdzi się w awaryjnych sytuacjach.


Krem dostępny jest w aptekach, ale z pewnością nie we wszystkich. Warto szukać. Bez problemu  kupicie go online - klik. Nawet za 6 zł! ;)



poniedziałek, 5 września 2016

Dobre polskie kosmetyki #1 - pielęgnacja

Hej, witam wszystkich bardzo serdecznie!

Robiąc porządki w swoich kosmetykach zauważyłam, że ostatnio mam tendencję do wybierania polskich produktów (zwłaszcza tych do pielęgnacji twarzy i ciała). Stąd też pomysł na ten wpis, w którym z przyjemnością mogę polecić Wam kilka świetnych polskich kosmetyków (dodatkowym atutem są ich korzystne ceny). Mam taką małą nadzieję, że ten pomysł przerodzi się w serię postów :)

Dzisiaj opowiem Wam o kosmetykach do pielęgnacji. Niedługo pojawi się druga część z polecanymi (oczywiście polskimi) kosmetykami do makijażu. 





Ziaja Med, Kuracja dermatologiczna AZS, Natłuszczający olejek myjący do kąpieli i pod prysznic
O tym kosmetyku już wspominałam na blogu. Ziaja ma wiele kosmetyków godnych uwagi, ale oczywiście zdarzają się też niewypały. Mnie od pewnego czasu kusi cała seria Med i stopniowo testuję te kosmetyki. Olejek jest świetny. To produkt, który nadaje się do umycia całego ciała, ale także świetnie sprawdzi się do oczyszczania twarzy. Jest bardzo łagodny, delikatny, świetnie oczyszcza i jednocześnie pielęgnuje skórę - nie wysusza jej, a nawet delikatnie nawilża. Świetnie rozpuszcza i usuwa pozostałości makijażu. Skład jest krótki i całkiem przyjemny, podstawą jest tutaj olej z nasion słonecznika. Kosmetyk ma formułę olejku, ale przy kontakcie z wodą zamienia się w bardzo delikatną piankę. Serdecznie polecam, nie tylko osobom ze skórą atopową i wrażliwą. Opakowanie o pojemności 270 ml kosztuje 15-20 zł (w zależności od tego gdzie kupujecie).




Green Pharmacy, Peeling cukrowo-solny "Masło shea i Zielona kawa"
Ta propozycja nie każdemu przypadnie do gustu. Jeżeli jesteście zagorzałymi przeciwnikami parafiny to nie polubicie tego kosmetyku. Ja go bardzo lubię - moja skóra jest bardzo sucha, atopowa, ma duże tendencje do wysuszania i pękania naskórka. Jesienią i zimą sięgam po kosmetyki z parafiną, która tworząc taką delikatną powłokę na skórze zabezpiecza ją i dzięki temu moja skóra nie przesusza się do granic możliwości. Ten peeling zapewnia mi komfortowy zabieg usuwania martwego naskórka. Nie wysusza mojej skóry, tworzy na niej delikatną powłoczkę, nie podrażnia, nie uczula. Jest gęsty, mocno zbity. Nie jest to bardzo mocny zdzierak, ale też nie zaliczę go do delikatnych peelingów. Dobrze usuwa martwy naskórek zostawiając moją skórę w komfortowym stanie. Pachnie cudownie. To dość ciężki, ciepły, maślano-kawowy aromat. Ja takie zapachy uwielbiam. Uwaga - jest to peeling, który zwiera sól, więc nie polecam używać go po depilacji oraz przy jakichkolwiek skaleczeniach, otarciach, rankach (generalnie jeśli naskórek jest uszkodzony). Opakowanie 300 ml kosztuje około 13-14 zł. 




Sylveco, Odżywcza pomadka z peelingiem
Nie jest to kosmetyk niezbędny, ale na pewno przydatny. Bardzo znana peelingująca pomadka, która w moim odczuciu na swoją sławę zasłużyła. Swoje właściwości ścierające zawdzięcza drobinkom cukru trzcinowego. Nie jest to bardzo mocny peeling, ale moim zdaniem wystarczający w przypadku ust. Wygładza, usuwa martwy naskórek, nie ma śladu po suchych skórkach. Jednocześnie pomadka nawilża, odżywia i wspomaga regenerację. Zawiera olej z wiesiołka, wosk pszczeli, masło shea i betulinę. Pomadka ma pojemność 4,6 g i kosztuje około 10 zł. Warto dodać, że jej ważność od otwarcia to tylko 3 miesiące. 




Ziołolek, Linoderm Acne, Krem punktowy do skóry trądzikowej i łojotokowej
Jeśli zapytalibyście mnie jaką mam cerę to odpowiedziałabym - najgorszą ;) Moja skóra jest niezwykle wymagająca i trudno jest mi ją utrzymać w dobrym stanie. Od kilku tygodni mam ogromny wysyp pryszczy i usilnie próbuję się ich pozbyć. Ten kosmetyk pomaga mi w walce z pryszczami. Naprawdę jest moim ogromnym zaskoczeniem. Wytrzymajcie jeszcze chwilę, planuję o nim osobny post. Już teraz mogę Wam go serdecznie polecić jeżeli borykacie się z bolącymi, dużymi wypryskami w stanie zapalnym. Krem ma delikatnie beżowy odcień, ale nie będzie pełnił roli korektora - po chwili na skórze staje się już całkowicie bezbarwny. Tubka o pojemności 15 ml kosztuje około 8 zł.


To już wszystkie polskie perełki kosmetyczne, które na dzisiaj przygotowałam. Jestem ciekawa czy coś z tych kosmetyków znacie lub czy zachęciłam Was do wypróbowania tych produktów. 

czwartek, 1 września 2016

Zakupy, nowości! Bell | Golden Rose | Planeta Organica | Organic Therapy | Fitomed ...

Hej, witam wszystkich bardzo serdecznie!

Miało być dzisiaj denko, ale niestety się spóźniłam. Tak, spóźniłam się - moja mama mnie uprzedziła i nie mogąc już znieść widoku pudełeczka wypełnionego pustymi opakowaniami, po prostu wyrzuciła moje "śmieci". Obiecuję bardziej ich pilnować w tym miesiącu.
Dzisiaj zapraszam Was na post, który bardzo lubicie. Nie tylko Wy, ja też :) Zapraszam na zakupy.





Farmona, Sweet Secret, Migdałowa fantazja (olejek do kąpieli i pod prysznic + masło do ciała) 
To nie jest świeżutka nowość u mnie. Kiedyś były takie zestawy w różnych wariantach zapachowych w Biedronkach. Dostałam, schowałam do szafy i przypomniałam sobie o nim w odpowiednim momencie - właśnie skończył mi się żel pod prysznic i balsam do ciała. Zapach jest przepiękny, słodki, migdałowo-ciasteczkowy. Olejek do kąpieli ma pojemność 500 ml, masło 200 ml. Zestaw kosztował około 16-18 zł. 




Babydream, Puder dla dzieci 
Puder to produkt bardzo uniwersalny, na pewno przyda się w wielu sytuacjach. Ja mam zamiar go stosować w zastępstwie kosmetyku, bez którego do tej pory nie wyobrażałam sobie mojej półki w łazience. Na razie nie zdradzam Wam więcej, będzie osobny post na ten temat już niedługo. Cena około 7 zł, pojemność 100 g.

Linoderm Acne, Krem punktowy do skóry trądzikowej i łojotokowej
Ostatnio moja cera bardzo kaprysi i przechodzę wysyp pryszczy. Poszłam do apteki i poprosiłam o coś do stosowania punktowego. Krem zawiera tlenek cynku, ekstrakt z pięciornika, olejowy wyciąg z rumianku, witaminę F i E, D-pantenol i alantoinę. Kosmetyk jest już w użyciu, z pewnością pojawi się post na jego temat. Cena około 8 zł, pojemność 15 ml.




Planeta Organica, Szampon do włosów z organicznym olejkiem cedrowym
Zużyłam mój delikatny szampon do codziennego stosowania i potrzebowałam czegoś nowego. Robiąc zamówienie na triny.pl zdecydowałam się na ten właśnie kosmetyk. Szampon ma chronić włosy przed utratą wilgoci i zapewniać im połysk. Cena około 12 zł, pojemność 360 ml. 


Organic Therapy, Przeciwzmarszczkowy krem dla skóry wokół oczu
Wiecie, że jestem na etapie poszukiwań dobrego kremu pod oczy. Te okolice są u mnie bardzo suche i wrażliwe, potrzebują wiele troski. Podczas zakupów we wspomnianym wyżej sklepie dorzuciłam do koszyka ten krem. Ma on przywrócić nawilżenie, odnawiać strukturę komórkową, tonizować, skutecznie stymulować regenerację, zapobiegać powstawianiu zmarszczek i usuwać oznaki zmęczenia. Dużo obietnic, zobaczymy jaki będzie efekt w rzeczywistości. Krem kosztuje około 28 zł w cenie regularnej (aktualnie w promocji za około 18 zł), a pojemność wynosi 30 ml.


KTC, Olej musztardowy
Ten olejek "chodził mi po głowie" od dłuższego czasu. Olej z nasion gorczycy, który może być stosowany jako baza do masażu rozgrzewającego oraz do pielęgnacji włosów. Ja będę ograniczała się tylko do włosów. Zapach nie należy do najprzyjemniejszych, ale nie jest bardzo mocno wyczuwalny (przynajmniej z buteleczki). Cena około 15 zł, pojemność 250 ml. Kupiony również na stronie triny.pl




Smart Girls Get More, Kredka do brwi
Pierwszym kosmetykiem tej firmy, który trafił w moje ręce była pomadka do ust. Tak bardzo zaskoczyła mnie swoją jakością, że postanowiłam wypróbować inne kosmetyki. Potrzebowałam kredki do brwi i mój wybór padł na odcień nr 02 Medium. Niestety gama kolorystyczna nie jest zbyt imponująca, ten odcień był jedynym odpowiednio chłodnym dla moich brwi. Kredka kosztuje około 6 zł, informacji o pojemności nie umieszczono na opakowaniu. 


Golden Rose, Miracle Lash Ultra Black Mascara
Tusz do rzęs, który ma nadawać głęboką czerń, dodawać objętości i ładnie definiować rzęsy. Ma silikonową szczoteczkę, która powinna precyzyjnie rozdzielać rzęsy, pogrubiać i wydłużać. Miałam kiedyś inną wersję maskary Golden Rose i byłam zadowolona. Tusz kosztuje 10 zł, pojemność wynosi 9.3 ml. 


Bell, Ms. Perfect, Korektor liftingujący pod oczy
Kosmetyki Bell dostępne w Biedronkach bardzo zaskakują częstotliwością pojawiania się interesujących nowości. Nowa seria kosmetyków Ms. Perfect zachwyciła mnie pięknymi pomadkami w odcieniach nude (ale ja na pomadki mam szlaban). Kupiłam korektor pod oczy w numerze 01 (jest jeszcze jeden ciemniejszy odcień), który jest naprawdę bardzo jasny. Aplikator to zwykła gąbeczka, bardzo wygodna w użyciu. Korektor kosztuje 8 zł, pojemność nie jest podana (podejrzewam, że 6 ml - wnioskuję z wielkości opakowania). 




Fitomed, Mój krem No. 12 oraz Serum olejowe antyoksydacyjne
Przesyłka, którą otrzymałam od firmy Fitomed w ramach współpracy. Do testów wybrałam dwa produkty:
- krem do cery tłustej i trądzikowej zawiera napar z bratka, lukrecji, nagietka, olej z czarnuszki siewnej i olejek z drzewa herbacianego
- serum olejowe antyoksydacyjne zawiera olej z czarnej porzeczki, olej z pestek granatu, olej słonecznikowy, kwas alfa liponowy, witaminy C i E, lipoglicynę.
Krem ma pojemność 50 ml, serum 15 ml. Już jestem w trakcie testów i oczywiście z przyjemnością przedstawię Wam swoją opinię na blogu. 



Znacie moje nowości? Coś Was szczególnie zainteresowało? 

poniedziałek, 29 sierpnia 2016

Ulubieńcy sierpnia 2016

Hej, witam serdecznie w nowym poście!

Koniec miesiąca zwiastuje pojawienie się na blogu ulubieńców. Tym razem kosmetyków nie będzie dużo. Wybrałam tylko te, które rzeczywiście wyjątkowo mi się spodobały i ich działanie zasługuje na pochwałę.




Bania Agafii, ekspresowa maska do twarzy - odświeżająca
Ta maska świetnie sprawdza się w gorące dni. Daje wspaniały efekt chłodzenia, który bardzo doceniłam w upalne dni. Maseczka ma lekko żelową konsystencję. Bardzo przyjemnie odświeża i orzeźwia skórę, natychmiastowo ją pobudza i dodaje zdrowego blasku. Nawilża, ale nie na tyle żeby zaspokoić potrzeby bardzo suchej skóry. Ja cenię tą maseczkę przede wszystkim za wspaniały efekt szybkiego odświeżenia i pobudzenia cery do życia ;) 




Isana, lekki olejek do włosów
Bardzo lubię ten kosmetyk. Doczekał się już swojej recenzji (klik). Rzeczywiście olejek jest lekki i nadaje się do włosów cienkich, normalnych. Użyty w rozsądnej ilości nie obciąży włosów. Bardzo fajnie wygładza, dociąża włosy i chroni ich końce przed uszkodzeniami mechanicznymi i rozdwajaniem. Sprawdza się również stosowany na sucho do wykończenia fryzury. Jest bardzo wydajny i kosztuje niewiele, więc naprawdę warto wypróbować. 



Golden Rose, Matte Lipstick Crayon nr 10
Świetna kredka! Jest recenzja na blogu (klik). Wykończenie jest matowo-satynowe, przepięknie wygląda na ustach. Konsystencja kredki jest bardzo przyjemna, aksamitna i jej aplikacja jest bezproblemowa. Kolor nr 10 to piękny, zgaszony odcień przybrudzonego różu. Bardzo twarzowy, będzie pasował wielu osobom. Kredka zaskoczyła mnie swoją trwałością. Już szykuję się do zakupu innych kolorów :)




Wibo, gel like top coat
Nigdy nie używałam tego typu produktów do paznokci. Szukałam czegoś, co delikatnie przedłuży trwałość lakieru. Top coat z Wibo ma zapewniać efekt żelowych paznokci oraz przedłużać trwałość lakieru, chronić przed odpryskiwaniem i ścieraniem lakieru. Na moich paznokciach sprawdza się bardzo dobrze, rzeczywiście pięknie nabłyszcza dając efekt żelu. Przedłuża trwałość lakieru o 2-3 dni z czego jestem bardzo zadowolona. Warto wypróbować, dobry top coat w niewielkiej cenie.


Czekam na Waszych ulubieńców :) 

sobota, 20 sierpnia 2016

Golden Rose, Matte Lipstick Crayon nr 10

Hej, witam wszystkich bardzo serdecznie!

Golden Rose, Matte Lipstick Crayon to pomadki do ust w formie popularnych ostatnio kredek, które zna już chyba każda z nas - jest o nich bardzo głośno. Ja sięgnęłam po te pomadki (a w zasadzie pomadkę, bo mam tylko jedną sztukę) stosunkowo późno, ale lepiej późno niż wcale! Absolutnie nie żałuję zakupu i już teraz mogę Was zapewnić, że ten produkt pojawi się w ulubieńcach. 








Gama kolorów do wyboru jest naprawdę bogata. Każdy znajdzie coś dla siebie, a wybór nie jest łatwy. Możemy przebierać pomiędzy delikatnymi odcieniami nude, czerwieniami, różami i głębokimi odcieniami wina. Ja zdecydowałam się na jeden z bardziej popularnych kolorów, czyli nr 10. To piękny odcień ciemniejszego, brudnego różu. Sprawdzi się w wielu makijażach, dla mnie idealny kolor na co dzień.

Formuła matowych kredek odpowiada mi zdecydowanie bardziej niż słynnych matowych szminek z serii Velvet Matte. Jest mniej tępa, bardziej kremowa, aksamitna i przez to przyjemniejsza w aplikacji. Pomadka nie jest tak bardzo matowa jak wspomniane wcześniej Velvet Matte, wykończenie kredki w moim odczuciu jest matowo-satynowe. Na ustach prezentuje się pięknie.

Komfort noszenia pomadki na ustach jest bardzo wysoki. Nie wysusza ust, ale też nie nawilża - aczkolwiek przyznam szczerze, że wcale tego od niej nie oczekiwałam. Pigmentacja jest bardzo dobra, wystarczy delikatne pociągnięcie kredką i już mamy głęboki kolor na ustach. Trwałość również zasługuje na pochwałę - na moich ustach produkt utrzymuje się około 6 godzin. Podczas jedzenia i picia oczywiście traci na intensywności, ale usta nadal wyglądają bardzo dobrze. Nie ściera się nierównomiernie, nie znika z ust w niewyjaśnionych okolicznościach.

Jedynym minusem jaki można zauważyć jest fakt, że kredkę trzeba temperować. Musicie zaopatrzyć się w temperówkę z otworem na grube kredki.

Cena pomadki to 11,90 na stronie i wyspach Golden Rose. Pojemność 3,5 g.






Jak Wam się podoba ten kolor? Znacie te pomadki? :)