poniedziałek, 8 października 2012

Orzech i bursztyn dla pięknej opalenizny ?

Należę do osób z bardzo jasną karnacją w chłodnym odcieniu. Marzę o pięknej opaleniźnie, ale słońce chyba mnie nie lubi. Każdego lata desperacko próbuję złapać jak najwięcej promieni słonecznych, które chociaż odrobinę opalą moją bladą twarz. Tłumaczy to moją miłość do wszelkiego rodzaju kosmetyków brązujących, które pomogą zachować opaleniznę na dłużej.






Brązujący krem Bielendy miał  zapewnić efekt naturalnej opalenizny bez efektu smug.  Producent obiecuje:
- nawilża i wygładza
- jednolity koloryt
- stopniowa opalenizna

Krem na gęstą konsystencję, ale jest leciutki i bardzo szybko się wchłania. Miły i delikatny zapach nie drażni noska. Rzeczywiście kosmetyk dobrze nawilża, skóra jest wygładzona. Niweluje oznaki zmęczenia, ładnie rozświetla cerę i nadaje jej zdrowy, świeży wygląd.
Nie mam problemów z przebarwieniami, skóra ma jednolity koloryt.
Niestety, krem nie nadaje skórze opalenizny. Nie zauważyłam żadnego działania brązującego.

Reasumując, jest to dobry krem nawilżający.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz