niedziela, 28 września 2014

Ziaja, Bio Olejki, krem na dzień i na noc do skóry suchej i zmęczonej z olejkiem z awokado

Witam wszystkich bardzo serdecznie!

Tanie i dobre? Nie tym razem. Buuu :( A już myślałam, że będę mogła pochwalić się Wam jaki to fajny krem do twarzy kupiłam za niewielkie pieniądze. A tu niemiłe zaskoczenie...




Ziaja,krem na dzień i na noc do skóry suchej i zmęczonej z bio olejkiem z awokado kupiłam w sklepie firmowym Ziaja za około 10 zł. Zanim poszłam na zakupy poczytałam sobie opinie innych dziewczyn na wizażu i stwierdziłam : ok, skoro tak dużo osób zachwala to ja też wypróbuję! Jak pomyślałam tak zrobiłam.

OPAKOWANIE jest charakterystyczne dla kosmetyków firmy Ziaja. Proste, minimalistyczne, białe. Na zakrętce logo firmy. Z tyłu informacje o produkcie i skład.

KONSYSTENCJA kremu jest bardzo gęsta, treściwa. Powiedziałabym nawet, że ten krem jest tłusty. Podczas rozsmarowywania na twarzy zostawia lekko białą powłoczkę.






ZAPACH jest przyjemny, lekki, otulający. Pachnie trochę kremowo, trochę słodko - właśnie jak awokado.

CENA około 10 zł.

POJEMNOŚĆ wynosi 75 ml.

DZIAŁANIE
Od producenta:
Regenerujący krem z naturalnym olejem awokado. Odżywia i przynosi ulgę przesuszonej skórze.
Likwiduje uczucie szorstkości. Przywraca wypoczęty, zdrowy wygląd.

Skład:

MOJA OPINIA...
Opakowanie jest proste i szału nie robi, ale mi się podoba. Jest minimalistyczne, praktyczne i to wystarczy. Zapach ma ładny, krem połączony z awokado, bardzo otulający i miły zapach. Na skórze nie utrzymuje się długo, właściwie wcale.
Tak, ja wiem - parafina w składzie. Z parafiną mam różne doświadczenia, w niektórych kremach zapychała i powodowała pogrom na twarzy, przy innych kremach tak się nie działo. Zaryzykowałam i żałuję. Od kilku dni mam dużo bolesnych, ropnych wyprysków na brodzie, czole i policzkach (tylko nos się uchował). Jestem przekonana, że to sprawka tego kremu,bo nie używałam ostatnio nic innego nowego do twarzy.
Krem nie nawilża spektakularnie. Powiedziałabym raczej, że bardziej natłuszcza niż nawilża. Jest tłusty, wchłania się długo i zostawia na twarzy tłusty film, więc nie polecam stosowania na dzień tylko na noc. Nawilżenie po nocy? Średnie, przeciętne. Moja skóra nie wygląda na bardziej odżywioną, nawilżoną ani zdrową. Nie polecam. Zastanawiam się ile czasu zajmie mi doprowadzanie swojej cery do porządku.

sobota, 27 września 2014

Ulubiony szampon - Isana 2w1 szampon z odżywką

Cześć :)

Szampon to kosmetyk podstawowy, którego nie może zabraknąć w naszej pielęgnacji. Ja raczej nie piszę nigdy o szamponach osobnych recenzji, bo wychodzę z takiego założenia, że szampon to tak naprawdę ma tylko włosy umyć. Pomijam tutaj specjalistyczne szampony, z ukierunkowanym działaniem. Ale te zwykłe, których używa się na co dzień to co więcej mogą zrobić?

Dzisiaj jednak będzie recenzja szamponu. Masz włosy cienkie, delikatne, skłonne do przetłuszczania? A jak jeszcze na dodatek lubią się plątać po myciu i tworzyć kołtuny to ten post jest właśnie dla Ciebie !


Isana, 2in1 Volumen, szampon z odżywką



OPAKOWANIE jest prawie przezroczyste, lekko rozbielone, w mlecznym kolorze. Bez problemu widzimy ile szamponu znajduje się w środku. Opakowanie zgrabne i poręczne, nie wyślizguje się z mokrej dłoni. Szata graficzna bardzo prosta, z przodu pani z gładkimi włosami, z tyłu etykieta z informacjami producenta i składem.


Zamknięcie na "klik", w kolorze fioletowym. Otwór jest idealnej wielkości, można wydobyć odpowiednią ilość szamponu bez obaw, że wyleje się za dużo.


KONSYSTENCJA jest dość gęsta i ma perłowe zabarwienie. Zazwyczaj omijam takie szampony, bo mogą obciążać włosy. W tym przypadku nic takiego się nie dzieje. Mimo swojej konsystencji i faktu, że to szampon 2w1, z dodatkiem odżywki, nie obciąża włosów.


ZAPACH jest bardzo ładny, delikatny. Zapach przypomina charakterystyczną woń kosmetyków fryzjerskich, ale z nutką słodkiego aromatu. Nie drażni, nie jest duszący.

CENA regularna to około 5-6 zł, w promocji około 3-4 zł.

POJEMNOŚĆ to 400 ml.

DZIAŁANIE
Od producenta:
- do włosów delikatnych i prostych
- z kompleksem witaminowo-pielęgnacyjnym
- nie zawiera silikonów i parabenów
Tolerancja przez skórę
- potwierdzona dermatologicznie
- wartość pH przyjazna dla skóry
- produkt nadaje się do codziennego użycia

Skład:



MOJA OPINIA...
Opakowanie ma proste, nie powala urodą, ale jest poręczne i nie narzekam. Zamknięcie na zatrzask, bardzo porządne.
Zapach jest delikatny, mi osobiście bardzo przypadł do gustu. Nie jest jednak trwały, nie utrzymuje się na włosach.
Szampon dobrze myje, oczyszcza w łagodny sposób. Moje włosy lubią się plątać już podczas mycia i tworzyć jeden wielki, mokry kołtun. Przy tym szamponie nie mam takiego problemu. Włosy nie plączą się, nie mam kołtunów. Mimo swojej lekko perłowej i dość gęstej konsystencji szampon nie obciąża nawet przetłuszczającej się skóry głowy (jestem posiadaczką takowej). Włosy ładniej się układają, są miękkie. Dodaje troszkę objętości, włosy są puszyste. Szampon dobrze się pieni, nie ma problemu ze spłukaniem. Jest wydajny, w dużej pojemności i bardzo niskiej cenie. Nie podrażnił mnie i nie uczulił. Polecam :)

piątek, 26 września 2014

Skromne nowości - kosmetyki MUA

Witam wszystkich :)

Chciałam Wam pokazać skromne nowości. Tylko trzy sztuki. Ograniczam ostatnio zakupy jak tylko mogę, oszczędzam :)




Znacie firmę MakeUp Academy? Pewnie wiele z Was dobrze zna ich kosmetyki, niegdyś były bardzo popularne w blogosferze. Bardzo mnie kusiły od dłuższego czasu. Ile to ja zdjęć obejrzałam na różnych blogach... W końcu zdecydowałam się na co nieco :) Kosmetyki kupiłam w sklepie Minti Shop (klik).



MUA TRIO paletka cieni EMOTIONS
Bardzo ładne, wypiekane cienie w formie mozaiki. Odcienie bardzo neutralne, beżowo-brązowe. Kosztowała 12-13 zł.



MUA LIPSTICK,pomadka do ust kolor 7 i kolor 16
Siódemka to koral z domieszką makowej czerwieni. Śliczny, bardzo twarzowy. Szesnastka to koral z dużą dawką pomarańczy. Każda pomadka kosztowała 5,90 zł.

Dajcie znać jaki kosmetyk chcielibyście zobaczyć w teście :)
Pozdrawiam :*

środa, 24 września 2014

Projekt denko - wrzesień 2014

Witam serdecznie i zapraszam na projekt denko :)


Do końca września jeszcze trochę czasu, ale ja już raczej nic nie zużyję w tym miesiącu. Jak tylko napiszę ten post to biegnę wyrzucić puste opakowania i będę miała więcej miejsca w moim (i tak już małym) pokoju. Zaczynamy :)


Diplona, Shampoo your volume profi, szampon zwiększający objętość włosów - recenzja tutaj (klik). Dobrze myje, nie obciąża włosów. Są lekkie, puszyste. Duża pojemność w niskiej cenie. KUPIĘ
Soraya, Bio Repair, delikatny płyn micelarny - słabo radzi sobie z makijażem. Wcale nie jest delikatny, moje wrażliwe oczy podrażniał, powodował szczypanie i łzawienie. NIE KUPIĘ
Joanna, Keratyna, odżywka do włosów - 'Keratyna' to stosunkowo nowa seria do pielęgnacji włosów firmy Joanna. Odżywka średnia - może być, ale szału nie ma. Lekko nawilża, lekko wygładza. Dla mnie efekt nie jest wystarczający i muszę się wspomóc odżywką w spray'u. Ten produkt przeznaczony jest do włosów szorstkich, matowych, łamliwych, zniszczonych. Na pewno nie do mocno zniszczonych, bo będzie po prostu za słaby. Blasku matowym włosom też nie przywróci. MOŻE KUPIĘ




Catzy, Healing, szampon przeciwłupieżowy z pirytionianem cynku 1% - w przypadku łupieżu tłustego może się sprawdzić, natomiast jeżeli borykacie się z łupieżem suchym lub po prostu łuszczy się wam skóra głowy z powodu wysuszenia i przypomina to łupież to odradzam. Bardzo gęsty, wydajny. NIE KUPIĘ
Perfecta SPA, Masło do ciała wygładzające 'Lody Melba' - recenzja tutaj (klik). Bardzo fajne, gęste masło. Dobrze nawilża, skóra jest miękka i gładka, delikatnie pachnąca. Zapach boski! Obecnie często widuję te masełka na promocji za 8-9 zł. Koniecznie wypróbujcie! Ja na pewno KUPIĘ (może wypróbuję inną wersję zapachową :))
Bebeauty, zmywacz do paznokci z lanoliną i gliceryną - zużyłam już wiele buteleczek tego zmywacza i będę używać nadal. Dobrze i szybko zmywa każdy lakier, jest wydajny i tani. KUPIĘ




Green Pharmacy, jedwab w płynie - recenzja tutaj (klik). Uwielbiam ten kosmetyk! Skład ma wspaniały, same olejki i ekstrakty. Wspaniale zabezpiecza końcówki, moje w końcu przestały się łamać. Wygładza, sprawia, że włosy lepiej się układają i pięknie błyszczą. KUPIĘ
Nivea, Fruity Shine 'Strawberry' - ładnie owocowo pachnie, nadaje lekki kolor czerwony (jak po półtransparentnym błyszczyku), ale średnio nawilża. NIE KUPIĘ
Oeparol, krem regenerujący pod oczy z olejem z nasion wiesiołka - recenzja tutaj (klik). Bardzo gęsta, treściwa konsystencja. Pięknie nawilża, regeneruje naskórek, ale... bardzo podrażnia moje oczy i dlatego NIE KUPIĘ




Nivea, Sensitive, krem na noc do cery wrażliwej - nie zawiera alkoholu i substancji zapachowych. Krem rzeczywiście nie pachnie, ma tłustą konsystencję. Średnio nawilża, powiedziałabym że przeciętnie. Miałam wrażenie jakby nie do końca się wchłaniał i pozostawiał tłustą warstwę na skórze. Zaczerwienień i podrażnień nie redukuje. NIE KUPIĘ
Marion, Nature Therapy, spray regenerujący do włosów z octem z malin i koktajlem egzotycznym - recenzja tutaj (klik). Nie zawiera parabenów, SLSów i SLESów. Wyraźnie wzmocniła moje cienkie włosy, nie obciążała. Pięknie pachnie malinami. KUPIĘ

To już wszystko, całe moje wrześniowe denko :) Pozdrawiam :)

poniedziałek, 22 września 2014

Balea, mleczko do włosów mango i aloes - hit czy kit?

Cześć dziewczyny!

Dzisiaj będzie aromatycznie, pięknie pachnąco, kusząco... Dzisiaj będzie o kosmetyku do włosów z Balea.

Moje włosy przy skórze głowy są przetłuszczające się, a niżej to już tylko suchość widać. Niestety mocno się puszą i muszę czymś je ujarzmić. Nie zawsze mi się to udaje. Dzisiaj chciałam Wam opowiedzieć trochę o kosmetyku, który bardzo mnie zaskoczył i, co tu ukrywać, zadowolił !



OPAKOWANIE to biała buteleczka z pomarańczową etykietą i pompką w bardziej intensywnym odcieniu oranżu. Opakowanie nie jest przezroczyste, ale można się postarać i zobaczyć ile mniej więcej produktu znajduje się w środku. Pompka działa bez zarzutu.

Pompka ma funkcję zamknięcia i otwarcia ("close", "open"), wystarczy przekręcić ją w odpowiednią stronę.


ZAPACH jest piękny! Bardzo wyrazisty, słodki, owocowy. Pachnie wspaniale dojrzałym mango. Cudowny zapach, który po wmasowaniu we włosy utrzymuje się na naszych pasmach przez dłuższy czas.

KONSYSTENCJA jest lekka, jak mleczko. Kosmetyk nawet wyglądem przypomina mleczko, bo jest biały. Mimo swej lekkości mleczko nie spływa z dłoni, nie jest zbyt wodniste.


POJEMNOŚĆ to 200 ml, a CENA to w przeliczeniu około 10-12 zł(czeski DM).


DZIAŁANIE
Od producenta:
Ochrona przed wysuszeniem oraz łatwiejsze rozczesywanie. Mleczko Balea Mango + Aloe Vera odżywia włosy i wygładza ich strukturę od zewnątrz. Suche, zniszczone włosy zyskują więcej blasku i stają się zdrowsze. Produkt wegański.

Skład:

MOJA OPINIA...
Opakowanie jest bardzo ładne i praktyczne. Pompka bardzo ułatwia aplikację kosmetyku. Porcja jaką dozuje jedna pompka jest mała, więc na moje włosy potrzebuję około 4-5 pompek.
Zapach jest śliczny. To dojrzałe, soczyste, słodkie mango. Aloesu nie wyczuwam. Zapach utrzymuje się na włosach przez kilka godzin.
Mleczko ma fajną konsystencję. Nie za ciężką, nie za lekką. Nie mam zbyt wielkich obaw, że obciąży mi włosy. Nakładam od połowy długości w dół. Kosmetyk znacznie ułatwia rozczesywanie włosów. Moje lubią się plątać i kołtunić, zawsze mam problem z ich rozczesaniem. Dzięki temu mleczku grzebień sunie po włosach jak nóż po maśle :) Bardzo ładnie wygładza i ujarzmia włosy. Zapobiega ich puszeniu. Ja jestem niezwykle zadowolona, wreszcie moje włosy nie odstają na wszystkie strony jak przesuszone siano.
Mleczko doskonale nadaje się także do zabezpieczania samych końcówek włosów. Świetnie je wygładza i chroni przed rozdwajaniem się i łamaniem. Włosy są miękkie i miłe w dotyku.
Mimo, że używam tego mleczka sporo (prawie codziennie) to i tak zostało mi go jeszcze dużo, produkt jest bardzo wydajny.
Jeżeli macie możliwość zakupu tego mleczka to ja serdecznie polecam :)

sobota, 20 września 2014

Pasja - to co daje radość i szczęście ...

Cześć :)

Dzisiaj post bardziej prywatny, nie będzie tutaj nic związanego z kosmetykami.
Chciałabym porozmawiać dzisiaj z Wami o tym co daje Wam szczęście, co sprawia że czujecie się spełnione, macie więcej chęci do życia i optymistycznego nastawienia. O tym co sprawia, że jesteście naładowane pozytywną energią i każdy dzień witacie z uśmiechem. O to chcę zapytać Was, a przy okazji opowiedzieć trochę o sobie.

Jestem osobą bardzo energiczną. Często nie mam jak wyładować tej energii. Sport to najlepszy sposób żeby to zrobić, a przy okazji poczuć się lepiej. Nie od dziś wiadomo, że wysiłek fizyczny powoduje uwalnianie się endorfin, potocznie znanych jako "hormony szczęścia".

Kocham zwierzęta, więc postanowiłam połączyć dwie cechy charakteru i zapewne nie zaskoczę Was tym co będzie dalej. Przygodę z jazdą konną rozpoczęłam dość późno, bo dopiero w wieku 15 lat. Coraz częściej widuje się już dzieci 6-letnie jeżdżące konno. A potem niestety moje plany zostały pokrzyżowane przez bardzo ciężką chorobę, z którą zmagałam się przez 3 lata. Jazda konna musiała pójść w odstawkę. Niedawno, w pełni sił, wróciłam do tego co kocham, co sprawia mi przyjemność, daje poczucie własnej siły. Bo jazda konna to często też ból, pot, łzy, pokonywanie własnych słabości, ciągła współpraca z istotą dziesięciokrotnie od nas cięższą i silniejszą.


Fajnie jest kiedy przychodzisz sobie do stadniny, dostajesz przygotowanego do jazdy konia. Czyściutkiego, osiodłanego, posłusznego. Ale nie zawsze jest tak pięknie. Czasami są miejsca gdzie konie mają trudny charakter. Gdzie samemu się konia szczotkuje, czyści mu kopyta. Miałam takiego konia, który przy każdej próbie wyczyszczenia mu kopyt polował na mnie i musiałam robić uniki żeby nie kopnął mnie w twarz. Konia, który stał grzecznie przy czesaniu grzywy przez 5 minut, a potem zaczynał gryźć. Konia, który próbował przygnieść mnie swoim ciałem kiedy wprowadzałam go do boksu. Konia, który nieustannie próbował mnie zrzucić z siodła, stawał dęba, wjeżdżał w przeszkody wyrzucając mnie z siodła prosto na drewniane płoty. Często było źle, ale często było też pięknie.


Pięknie jest, kiedy koń po skończonej jeździe nie tylko da się pogłaskać, ale też sam od siebie położy łeb z czułością na moim ramieniu. Kiedy idzie za mną, wiernie za nogą jak pies, do boksu. Kiedy ufamy sobie na tyle, że on nie boi się ze mną robić różnych nowych rzeczy i wyruszać w nowe tereny, a ja nie boję się włożyć mu ręki do pyska żeby wyjąć wędzidło. Moja wielka miłość, to co daje mi radość i sprawia, że czuję że żyję.

A co dla Was jest takim szczęściem w życiu? Co daje Wam siłę i radość? Co powoduje, że zapominacie o problemach i uśmiech gości na Waszych twarzach? :)

piątek, 19 września 2014

Biały Jeleń, hipoalergiczny żel do mycia twarzy z aloesem i ogórkiem

Cześć!

Jakiś czas temu moja cera zaczęła być bardziej problematyczna niż dotychczas. Jest mieszana, ze skłonnością do wyprysków. Od niedawna doszedł kolejny problem, mianowicie moja skóra stała się bardzo wrażliwa i podatna na wysuszenia. Jest kapryśna, wymagająca. Z jednej strony potrzebuję dobrego oczyszczenia twarzy z zaskórników, a z drugiej strony kosmetyki przeznaczone do cer zanieczyszczonych wysuszają moją twarz.

Pewnego dnia, będąc na zakupach, weszłam do małej osiedlowej drogerii. Chciałam się tylko rozejrzeć co tam mają ciekawego. Zauważyłam żel do mycia twarz Biały Jeleń. Przeznaczony jest do cery normalnej i mieszanej. Zachęciło mnie to, że żel jest także do skóry skłonnej do alergii, wrażliwej. Nie kosztował wiele, około 7,50.


OPAKOWANIE
Przezroczysta buteleczka z białą nakrętką. Widzimy dokładnie ile żelu znajduje się w środku, więc bez problemu możemy kontrolować zużycie. Szata graficzna bardzo prosta, bez zbędnych udziwnień. Tylna etykieta z jednej strony (zewnętrznej) zawiera informacje o produkcie, a z drugiej strony (wewnętrznej, widzianej podczas patrzenia z przedniej strony opakowania) zawiera motyw aloesu i ogórka.

Wygodny dozownik z małym otworem.

ZAPACH
Zapach jest bardzo delikatny, subtelny. Na pewno nie będzie dla nikogo drażniący. Żel pachnie bardzo świeżo, według mnie przeważa zapach aloesu.

KONSYSTENCJA
Produkt jest żelowy, swoją konsystencją przypomina trochę galaretkę. Ma bardzo delikatne zielone zabarwienie, widoczne tylko w opakowaniu, przy większej ilości żelu. Na dłoni jest bezbarwny.


POJEMNOŚĆ
200 ml

CENA
Około 7,50 zł.

DZIAŁANIE
Od producenta:

Hipoalergiczny żel do mycia twarzy z aloesem i ogórkiem przeznaczony jest do oczyszczania skóry normalnej i mieszanej. Delikatnie usuwa makijaż i zanieczyszczenia oraz zapobiega rozwojowi bakterii. W efekcie skóra twarzy jest dokładnie oczyszczona, odświeżona, gładka i miękka.
Przebadany dermatologicznie wśród osób z alergiami skórnymi.
Zawiera:
- ksylitol i laktitol - składniki utrzymujące prawidłową równowagę ekosystemu mikroflory skóry,
- ekstrakty z aloesu i ogórka - zapewniające odpowiedni poziom nawilżenia i uczucie odświeżenia,
- alantoina i pantenol - łagodzące podrażnienia skóry i stymulujące jej naturalne procesy regeneracyjne.

Skład:

MOJA OPINIA
Żel ma fajny dozownik z małym otworem, dzięki temu nie wyleje się go za dużo na dłoń. Konsystencja jest przyjemna, lekko galaretowata. Żel słabo się pieni, ale dla mnie nie jest to problemem. Zapach ma bardzo lekki, świeży i delikatny. Jeżeli lubicie zapach aloesu to na pewno będziecie zadowolone. Co do samego działania to mam mieszane uczucia. Lubię ten żel, ponieważ dobrze myje, oczyszcza twarz z zanieczyszczeń, sebum, a także z resztek makijażu. Od czasu kiedy go regularnie używam mam o wiele mniej wyprysków. Z tego jestem bardzo zadowolona. Obecnie nie mam już dużego problemu z wypryskami, od czasu do czasu wyskoczy jeden na czole czy brodzie. Porów nie oczyścił z zaskórników, ale tego nawet nie oczekiwałam, bo jeszcze nie znalazłam takiego produktu, który dałby sobie radę z moimi zaskórnikami na nosie. Nie podrażnia, nie uczula. Wydajność jest raczej słaba, ja używam go od prawie 4 tygodni i mam zużyte mniej więcej pół buteleczki. Teraz coś za co nie lubię tego żelu : zdarza się, że przesuszy skórę. Nie jest to jakieś okropne uczucie ściągnięcia skóry kiedy biegniemy jak najszybciej po krem. No ale jednak zdarza mu się lekko przesuszać partie twarzy skłonne do wysuszenia, w moim przypadku policzki. Jeżeli macie skórę skłonną do przesuszeń to uważajcie. Jeżeli nie, to mogę śmiało polecić ten żel do codziennego użytku. Bardzo przyjemny, dobrze odświeża, działa antybakteryjnie, zmniejsza powstawanie wyprysków i jest tani.

czwartek, 18 września 2014

Szybkie i proste ciasto czekoladowe z gruszkami

Witam serdecznie :)

Jakiś czas temu pisałam, że chciałabym wprowadzić na bloga dział z postami kulinarnymi. Pomysł był taki żebyśmy dodawali tutaj przepisy, które wypróbujemy ja z moim chłopakiem. Dziś mieliśmy czas, chęci i pomysł na ciasto, na które serdecznie Was namawiam, bo jest pyszne. Nie jest bardzo słodkie, raczej deserowo-wytrawne (jak czekolada :D) z dodatkiem gruszek. Bardzo łatwe i szybkie w przygotowaniu.

Potrzebne składniki (na blaszkę około 21-24 cm)
- Składniki suche:
2,5 szklanki mąki (przesianej)
4 łyżki kakao (przesianego)
1 łyżka cynamonu (przesianego)
1 szklanka cukru
1,5 łyżeczki proszku do pieczenia (przesianego)
- Składniki mokre:
3 jajka
3/4 szklanki oleju
3/4 szklanki mleka (lub jogurtu lub maślanki)
Dodatkowo:
8 małych lub 4 większe gruszki (ważne żeby nie były zbyt miękkie)
polewa czekoladowa do dekoracji
papier do pieczenia (ewentualnie tłuszcz i bułka tarta do formy)


Przygotowanie:

Do miseczki wsypujemy przesianą mąkę.

Następnie dodajemy przesiane kakao.

Dosypujemy przesianą łyżkę cynamonu.

Wsypujemy cukier.

Dodajemy proszek do pieczenia.

Teraz wszystkie suche składniki mieszamy...

... aż uzyskamy taki efekt.

Teraz czas na składniki mokre. Najpierw wbijamy do czystej miseczki jajka, dokładnie je mieszamy. Dodajemy olej i mleko i wszystko mieszamy aż składniki się połączą. Potem składniki mokre dodajemy do suchych i dokładnie mieszamy.

Powstanie gęsta masa, którą wylewamy do blaszki wyłożonej papierem do pieczenia (lub posmarowanej tłuszczem i wysypanej bułką tartą).

Następnie myjemy gruszki, obieramy je ze skórki i kroimy w niezbyt grube paski.

Układamy gruszki na cieście. Potem pieczemy ciasto w piekarniku nagrzanym do 160-180 stopni przez 50-60 minut. Pieczemy do suchego patyczka.

Ciasto zaraz po upieczeniu.

Dekorujemy według uznania. Ja polewam niewielką ilością polewy z mlecznej czekolady.

Mój pomocnik i pierwszy tester ciasta :D

Smacznego! :)

Jeżeli wypróbujecie to koniecznie dajcie znać jak Wam wyszło ciasto :)

wtorek, 16 września 2014

Małe zakupy - kilka nowości kosmetycznych

Witam serdecznie :)

Lubię Wasze posty z zakupami. Są to chyba jedne z moich ulubionych postów na blogach. Ja rzadko robię duże zakupy jednorazowo i tak się zastanawiałam dzisiaj czy pisać posta z tymi pięcioma nowymi kosmetykami czy nie... No, ale niech będzie. Jest tu coś z czego cieszę się szczególnie i od tego zacznę :)

Nivea, kokosowe masełko do ust :) Uwielbiam wszystko co kokosowe. Na to masełko czekałam długo, stanowczo za długo :)

Nivea, nawilżający krem przeciwzmarszczkowy pod oczy. Był to jeden jedyny krem pod oczy bez parafiny w składzie w Naturze.
Balea, krem do rąk 'papaja i maślanka' - na szczęście nie czuć maślanki :D

Marion, jedwabna kuracja 'świetlisty połysk'. Potrzebowałam czegoś do zabezpieczania końcówek, a ta mała buteleczka była w promocji za 2,99 zł - aż krzyczała do mnie "weź mnie" :D
Sensique, zmywacz do paznokci o zapachu orchidei. Zmywacz z Biedronki się skończył, pomyślałam że mała przerwa od niego dobrze mi zrobi :)

To już wszystko, jak widzicie nie ma tego wiele. Jeżeli używaliście któryś z tych kosmetyków to koniecznie dajcie znać jak się u Was sprawdzał :)

P.S Szymon się oburzył i kazał mi uzupełnić wpis i dodać, że zmywacz, jedwabną kurację z Marionu i krem z Balea dostałam od niego.

niedziela, 14 września 2014

Ulubione kolory lakierów na jesień !

Cześć dziewczyny :)

Zbliża się już jesień, więc niektóre z Nas odstawią na półeczkę lakiery w kolorach barbie pink, zieleni, mięty, żółci... Na salony wprowadzimy za to odcienie bardziej klasyczne, ciemniejsze, pasujące do jesiennej aury. Każda z nas sięga po kolory takie jakie nam osobiście odpowiadają. Ja na swoich paznokciach rzadko noszę ciemne kolory typu czerń, bordo, granat. Przedstawię Wam dzisiaj kilka (no dobra, troszkę więcej niż kilka) lakierów, które tej jesieni będą gościć na moich paznokciach.


W szeregu zbiórka! Baczność!

Parami wystąp!

Na początek lakiery z firmy Golden Rose. Na pewno każda z Was dobrze je zna! Są tanie i dobre. Mam dwa odcienie z serii proteinowej. Gołębia szarość (nr 348) oraz mleczna czekolada (nr 266), którą pokazywałam tutaj (klik).


Odcienie "nude" na paznokciach to dla mnie elegancja w dyskretnym i szykownym wydaniu. Pasuje do wszystkiego. Lakier z firmy Life (nr 21, dostępne w Super-Pharm) ma rzadką konsystencję, do pełnego krycia potrzeba 2-3 warstw. Piękny beż z domieszką szarości, na paznokciach trzyma się 4 dni, potem lekko ściera się na końcach. Drugi odcień cieplejszego już beżu to Essence, seria nude glam (nr 06 hazelnut cream pie). Gęsty, już jedna warstwa ładnie kryje. Trwałość do 3 dni.


Żeby nie było nudno, szaro i buro, zafundujmy sobie delikatną brzoskwinkę! Catrice, limitowana edycja Hidden World (nr C02) to bardzo delikatna brzoskwinia opalizująca złotymi drobinkami. Trwałość podobna do lakierów Essence. Następnie mamy nieco żywszy odcień morelowo-brzoskwiniowy, powiedziałabym że nawet z nutą pomarańczy. Jest to Delia, Coral Prosilk (nr 148). Trwałość 3-4 dni. Lakier do pełnego krycia wymaga 1-2 warstw.


A na koniec prawdziwy smaczek, bo klasyka gatunku! Czerwień zawsze jest hot! Sensique (nr 168) to malinowa czerwień z dodatkiem koralu w minimalnej ilości. Jedna warstwa daje pełne krycie. Trwałość? Około 4 dni. Następnie mamy lakier z My Secret (nr 119). To typowa krwista czerwień. Piękna. Lakier jest dość rzadki, do pełnego krycia trzeba 2-3 warstw. Trwałość podobna jak lakieru Sensique. Ostatnia, najciemniejsza czerwień to Cleme Makeup (Oh la la Isabelle). Ciemna malina z nutką bordo. Krycie osiąga po 1-2 warstwach. To moja nowość, na razie ją testuję. Trwałością mnie zadziwia, nawet 5 dni w dobrym stanie!

A jakie kolory zagoszczą jesienią na Waszych paznokciach ?