niedziela, 30 listopada 2014

Przypomnienie o rozdaniu :)

Cześć dziewczyny :)


Chciałabym przypomnieć tym z Was, które jeszcze nie wzięły udziału w rozdaniu, że możecie zgłaszać się do jutra do godziny 23:59. Zgłaszać się można tutaj pod postem (klik).






Żeby wziąć udział w rozdaniu wystarczy tylko zaobserwować mojego bloga. Mam nadzieję, że nagrody Wam się spodobają. Pozdrawiam serdecznie :)

piątek, 28 listopada 2014

Joybox! Otwieramy nowe pudełeczko!

Cześć dziewczyny!

Na rynek właśnie trafiło nowe pudełeczko z kosmetykami - Joybox. Coś Wam się kojarzy? Tak, dobrze myślicie. Pudełeczko stworzone jest pod patronatem gazety "Joy". Czym się ono różni od sławnych już Shinybox i beGlossy? Tym, że od początku wiemy jakie kosmetyki znajdą się w pudełeczku, ba! nawet same wybieramy sobie co ma się w nim znaleźć. Zapraszam na szczegóły :)



źródło: http//:www.joy.pl/joybox


Kilka ważnych informacji o pudełku:
1. Znamy 6 produktów znajdujących się w pudełeczku, gdyż z góry ustalono jakie to będą kosmetyki.
2. Pozostałe 3 kosmetyki wybieramy same według własnych upodobań z pośród 3 dostępnych kategorii (po 1 produkcie z każdej kategorii)
3. Wiemy o każdym produkcie, który znajdzie się w naszym pudełku, więc nie musimy się obawiać, że jakiś produkt okaże się nietrafiony.
4. Całkowity koszt pudełeczka razem z przesyłką to 49 zł - nie ma żadnych więcej opłat.



Ja swoje pudełeczko zamówiłam. Nie dostałam go w ramach żadnej współpracy, zapłaciłam kwotę 49 zł. Chcę Wam przedstawić jak wygląda pudełeczko i jego zawartość na żywo po to, żebyście same zdecydowały czy warto takie pudełeczko zamówić.


Moje pudełeczko






Teraz przejdę do zawartości. 6 kosmetyków, które standardowo znalazły się w każdym pudełeczku będą miały dopisek standard, a te które sama wybrałam dostaną dopisek mój wybór.



Pasta do zębów Signal, White Now Triple Power Gold - 50 ml (standard)
Eveline,Argan&Vanilla Luksusowy krem-serum do rąk i paznokci - miniatura 30 ml (standard)




Bielenda, Professional Formula, Enzymatyczny peeling dotleniający - saszetka 2x5g (standard)
Vaseline, Wazelina - 50 ml (standard)
Giorgio Armani, Black Ecstasy mascara - miniatura 2 ml (mój wybór)




Original Source, Coconut żel pod prysznic - 250 ml (standard)
Annabelle Minerals, Mineralny cień do powiek odcień ICE CREAM - nie podano pojemności (mój wybór)




Balmi, balsam do ust wersja malinowa - 7g (mój wybór)
Bell, Lip Tint - 5,5g (standard)


W pudełeczku znalazła się ulotka o balsamach Balmi. Dostępne będą stacjonarnie w Super-Pharm.



Co myślicie o pudełeczku Joybox? Skusiłybyście się?

środa, 26 listopada 2014

Projekt denko - listopad 2014

Witam serdecznie :)


Dzisiaj czas na projekt denko! Zapraszam :)




Moje denka nie należą do tych imponujących wielkością. Nie zużywam w ciągu miesiąca tak wielu produktów. Myślałam o tym żeby projekt denko pojawiał się rzadziej, może co 2-3 miesiące. Wtedy miałabym do pokazania z pewnością o wiele więcej pustych opakowań. Z drugiej strony, takie comiesięczne wyrzucanie pustych buteleczek jest bardzo mobilizujące :)

Jestem bardzo zadowolona, bo w tym miesiącu udało mi się zużyć również troszkę kolorówki.



Bell, Multi Mineral, korektor z minerałami - recenzja i test tutaj (klik). Na moje potrzeby ten korektor był wystarczający. Miał całkiem niezłe krycie, które dało się stopniować. Stapiał się ze skórą i wyglądał bardzo naturalnie. Miał dość jasny odcień, odpowiedni do jasnych karnacji. MOŻE KUPIĘ PONOWNIE.

Essence, Stay With Me Lipgloss - mój w odcieniu 02 My favorite milkshake. Bardzo ładny, naturalny odcień jasnego różu. Formuła klejąca, ale przez to całkiem dobrze utrzymywał się na ustach. Seria tych błyszczyków została wycofana ze sprzedaży, więc NIE KUPIĘ PONOWNIE.

Essence, lakier z serii Nude Glam - kolor 06 Hazelnut cream pie. Uwielbiam nazwy kosmetyków z Essence i Catrice :D Co do lakieru - był bardzo fajny. Pędzelek wygodny, lakier miał dobre krycie (wystarczała 1 warstwa), szybko wysychał, dobrze utrzymywał się na paznokciach. Jeżeli gdzieś zobaczę lakiery z tej serii to KUPIĘ PONOWNIE.




Biały Jeleń, Hipoalergiczny żel do mycia twarz z aloesem i ogórkiem - recenzja tutaj (klik). Żel przeznaczony do cery mieszanej i normalnej, a jednocześnie wrażliwej. Bardzo dobrze oczyszczał i odświeżał. W trakcie jego używania zmniejszyły się moje problemy z wypryskami. Czasami potrafił lekko przesuszyć skórę. MOŻE KUPIĘ PONOWNIE.

Ziaja, Ulga dla skóry wrażliwej, krem ujędrniający na noc - recenzja tutaj (klik). Ten krem nie przypadł mi do gustu. Na noc ma zdecydowanie za lekką konsystencję, ja wolę bardziej gęste kremy. Poza przeciętnym nawilżeniem nie robił nic - ani nie koił podrażnień, ani nie wygładzał skóry, ani nie ujędrniał. NIE KUPIĘ PONOWNIE.

Baikal Herbals, Szampon do włosów cienkich i słabych 'Objętość i Siła' - recenzja tutaj (klik). Bardzo dobry szampon. Delikatny, nie podrażniał skóry głowy. Dobrze mył, nie obciążał włosów, dodawał im nieco objętości. Ładnie pachniał. Świetny skład. Dla mnie troszkę niewydajny. MOŻE KUPIĘ.

Perfecta, Beauty Mask, głęboko nawilżająca maseczka na twarz, szyję i dekolt - recenzja tutaj (klik). Moja ulubiona maseczka :) Świetnie nawilża, wygładza i sprawia, że skóra jest mięciutka w dotyku. Poprawia wygląd cery, dodaje jej świeżości :) Zużyłam już kilka saszetek i na pewno KUPIĘ PONOWNIE.




Gliss Kur, Ultimate Repair, ekspresowa odżywka regeneracyjna - recenzja tutaj (klik). Bardzo ją polubiłam. Ułatwiała rozczesywanie, sprawiała że włosy były gładkie, miękkie i lepiej się układały. Zauważyłam działanie nawilżające. Włosy były mniej podatne na uszkodzenia mechaniczne, mniej się łamały. KUPIĘ PONOWNIE.

Green Pharmacy, Peeling cukrowy 'Róża piżmowa i Zielona herbata' - recenzja tutaj (klik). Uwielbiam cukrowe peelingi. Ten był naprawdę fajny. Dobrze zdzierał martwy naskórek. Mojej skóry nie podrażniał. Jest oparty na parafinie, więc na pewno nie każdy go polubi. Moja skóra jest bardzo sucha, więc ja lubię ją tak troszkę zakonserwować tą parafiną :D
Dzięki temu nie miałam uczucia ściągniętej i wysuszonej skóry po peelingu. Zapach przecudowny - bardzo intensywnie różany. KUPIĘ PONOWNIE.

Laura Vandini, Cashmere, krem pod prysznic - świetny kosmetyk. Dostałam w zestawie z balsamem od mamy. Piękny zapach wanilii z kokosem, a do tego lekka kwiatowa nutka w tle. Świetnie oczyszczał skórę i jej nie wysuszał. Bardzo wydajny. Jeżeli gdzieś go zobaczę to KUPIĘ PONOWNIE.


Teraz czekam na Wasze denka ! :) Obok zakupów kosmetycznych to moje ulubione posty na blogach :)

poniedziałek, 24 listopada 2014

Jak mieć długie i mocne paznokcie? Szklany pilnik do paznokci!

Hej, witam wszystkich serdecznie :)

Dzisiejszy post przyda się na pewno każdej kobiecie, bo przecież która z nas nie chce mieć pięknych i zadbanych paznokci. Tak, to pytanie retoryczne, bo każdy zna odpowiedź. Niestety, nie zawsze tak łatwo jest zapuścić zdrowe, mocne, długie paznokcie. Niektóre z nas mają już z natury słabe i rozdwajające się paznokcie, czasami mogą one stać się osłabione na skutek choroby czy przez jakiś fatalny lakier do paznokci. Tak czy inaczej, bohater dzisiejszego postu na pewno pozytywnie wpłynie na stan naszych paznokci.





Szklany pilnik do paznokci (mój akurat z Rossmanna, do kupienia za około 15 zł) od kilku miesięcy ma stałe miejsce w mojej kosmetyczce i nie zamierzam z niego rezygnować.

Jaka jest największa zaleta szklanego pilnika? Jest skuteczny, a jednocześnie delikatny. Co to oznacza? Ten pilnik najlepiej ze wszystkich dostępnych na rynku nadaje się do paznokci delikatnych, cienkich, rozdwajających się. Nawet piłowanie bardzo delikatnych i cienkich paznokci nie powoduje rozdwojenia płytki czy jakichkolwiek uszkodzeń. Szklany pilnik o niewielkiej ziarnistości bardzo dobrze zamyka wolny brzeg paznokcia i łuski paznokci - dzięki temu nasze paznokcie są gładsze i mniej łamliwe. Te pilniki można używać nawet na polakierowanych paznokciach - te o równej powierzchni ściernej absolutnie nie naruszą powierzchni pomalowanej lakierem.


Podsumowując:
+ bardzo delikatny, idealnie nadaje się do cienkich, słabych paznokci
+ zapobiega rozdwajaniu się paznokci
+ podczas piłowania nie tworzy tzw. "zadziorów" jak potrafią to robić inne pilniki (papierowe, metalowe)
+ długo zachowuje swoje właściwości, nie ściera się szybko, nie tępi
+ nie szarpie płytki paznokcia,wygładza jej brzegi
+ łatwo można nadać paznokciom pożądany kształt
+ pomaga zapuścić mocne, zdrowe paznokcie
+ bardzo łatwo można go umyć (mydłem i wodą) oraz zdezynfekować

+/- może trzeba poświęcić trochę więcej czasu na piłowanie paznokci niż w przypadku innych pilników, ale uważam, że efekty są tego warte


Ja jestem wielką fanką szklanych pilniczków. Przestałam używać obcinaczy i nożyczek do paznokci, które też powodowały rozdwajanie się i łamanie. Pilniczkiem bardzo łatwo osiągnąć pożądany kształt paznokci.

Uważajcie na szklane pilniczki. Są delikatne, jeżeli zaliczą upadek to niestety będziecie mogły tylko pozbierać kawałeczki i wyrzucić do kosza (ale tylko w przypadku tych naprawdę dobrych, dość kosztownych pilników). Niektóre, wykonane z troszkę grubszego szkła mogą przeżyć taki upadek (najczęściej są to te trochę tańsze, dostępne w drogeriach).


Dziewczyny, tak więc pilniki w dłoń i zaczynamy walkę o piękne i mocne paznokcie! :)

niedziela, 23 listopada 2014

Ziaja 'Liście zielonej oliwki' , oliwkowa maska regenerująca

Cześć dziewczyny :)

Ostatnio dużo choruję. Znowu mnie złapało choróbsko i leżę z zapaleniem ucha. Nie pamiętam już jak to jest być zdrowym, nie mieć kataru i bolącego gardła. Ehh, jesień ma swoje uroki i wady :D

Ziaja ostatnio rozpieszcza nas nowymi seriami kosmetyków. Bardzo głośno było o kosmetykach z serii "Liście manuka", teraz na rynku pojawiła się seria "Liście zielonej oliwki". Poprzednia seria dedykowana była raczej do skóry z niedoskonałościami i trądzikiem, najnowsza skierowana jest do posiadaczek cery suchej, normalnej, wrażliwej.


Niedawno w moje ręce wpadła oliwkowa maska regenerująca z kwasem hialuronowym z serii "Liście zielonej oliwki". Jestem mało maseczkowa, ale próbuję nad tym popracować i częściej używać maseczek. Dzisiaj moja opinia na temat tej z najnowszej serii firmy Ziaja.





Opakowanie to zielona saszetka z białymi napisami z przodu, z tyłu są zielone napisy na białym tle. Na opakowaniu zawarte są informacje o produkcie i skład. Ja raczej nie przepadam za saszetkami.


Zapach jest bardzo przyjemny, delikatny. Subtelny oliwkowo-kremowy aromat. Jeżeli używałyście kremów Ziaji z serii oliwkowej to będziecie wiedziały jak pachnie ta maseczka :) Zapachy są bardzo zbliżone do siebie.


Konsystencja jest bardzo gęsta, treściwa. Lubię takie maseczki. Kiedy nakładam na twarz taką gęstą, konkretną maseczkę mam wrażenie, że lepiej zadba, nawilży i odżywi moją skórę. Może to trochę mylące, ale ta konkretna, bogata konsystencja przekonuje mnie o konkretnym i bogatym działaniu kosmetyku :)




Cena to około 1,50-1,70 zł w zależności od tego gdzie kupicie.

Pojemność to 7 ml.

Działanie
Od producenta:
Polecamy oliwkową maseczkę intensywnie regenerującą. Zawiera esencję z liści zielonej oliwki oraz kwas hialuronowy. Skutecznie wygładza i odnawia naskórek. Dodaje skórze blasku i energii. Działa kojąco na podrażnienia.

Skład:


Moja opinia...
Nie lubię kosmetyków w saszetkach, ale to tylko moja mała uwaga. Zdecydowanie wolałabym tą maseczkę w tubce, w większej pojemności i cenie - kupiłabym na 100%.
Zapach bardzo ładny, delikatny. Oliwkowo-kremowy, przyjemny dla nosa.
Maska bardzo pozytywnie zaskoczyła mnie swoim działaniem. Maska zawiera panthenol, który łagodzi podrażnienia i daje skórze ukojenie. Kwas hialuronowy sprawia, że nawilżenie naszej twarzy utrzymuje się dłużej. Esencja z liści zielonej oliwki działa pobudzająco, odświeżająco na skórę. Moja twarz była pięknie nawilżona i ukojona. Ponadto skóra była niesamowicie gładka, jędrna i ładnie napięta (w pozytywnym znaczeniu, mam nadzieję,że wiecie co mam na myśli). Wiadomo, że odświeżenie i pobudzenie nie utrzyma się przez kilka dni, ale za to nawilżenie i gładka cera nie są tylko chwilowe - takie efekty utrzymują się u mnie przez 3 dni, do czasu aplikacji kolejnej porcji maseczki. Jedna saszetka wystarcza na około 3 użycia, jest więc całkiem wydajna. Bardzo serdecznie polecam tą maseczkę. Warto spróbować, cena niewielka - jeżeli nawet nie przypadnie wam do gustu to niewiele stracicie.

środa, 19 listopada 2014

ZAKUPY! Rossmann (promocja 1+1) , Hebe, Natura

Cześć dziewczyny :)

Dzisiaj ostatni dzień promocji w Rossmannie. Ja nie szalałam, właściwie to moje zakupy były w większości nieplanowane. Potrzebowałam tusz do rzęs, wybrałam Miss Sporty, Studio Lash 3D Volumythic, który jest bardzo podobny do sławnej już maskary Curling Pump Up z Lovely. Tą drugą miałam i byłam bardzo zadowolona, więc postanowiłam wypróbować tusz z Miss Sporty. Kosztował około 14 zł. Nie potrzebowałam nic więcej, ale szkoda było nie skorzystać z promocji skoro drugi kosmetyk i tak byłby gratis. Wybrałam więc kredkę do ust również Miss Sporty, Instant Lip Colour&Shine, która normalnie kosztuje około 10 zł. Niestety nie widzę na opakowaniu żadnego oznaczenia kolorystycznego. Moja kredka jest w lekko fioletowym odcieniu. Dzisiaj będąc z mamą w Rossmannie zauważyłam nowość w szafie Lovely. Jest to Sculpting Powder, czyli puder w 3 odcieniach - lekko beżowy matowy, bronzer z małymi drobinkami i połyskujący róż. Puder bardzo fajnie się zapowiada, kosztował około 17 zł. Do tego jako gratis wybrałam błyszczyk z Eveline, seria Lovers w odcieniu 610, który w cenie regularnej kosztuje około 14 zł. Jak widzicie nie szalałam na zakupach i raczej zdecydowałam się na tanie produkty.




U mojego chłopaka złożyłam zamówienie na bananową maskę do włosów z firmy Kallos. Niestety w moim mieście nie ma Hebe, więc musiałam go poprosić o ten zakup. Maska pachnie cudownie, jak syrop bananowy. Intensywny zapach dla fanów bananów (rymuję! :D ). Maski Kallos nie są drogie, za 1000 ml zapłacimy około 11 zł. W Naturze wybrałam sobie eyeliner Glam Specialist z My Secret w kolorze nr 1 (czarny). Nie jestem mistrzem w dziedzinie rysowania kresek i dopiero się uczę :) Cena eyelinera to około 8 zł.




Piszcie na co Wy skusiłyście się podczas promocji w Rossmannie i nie tylko w tej drogerii :)

poniedziałek, 17 listopada 2014

Jak radzić sobie z cerą trądzikową? Kilka ważnych wskazówek :)

Witam serdecznie :)

Wiele z Nas boryka się z trądzikiem. Nie jest to tylko problem młodych, dojrzewających osób. Bardzo wiele kobiet w dojrzałym już wieku nadal walczy z trądzikiem. Postaci trądziku mamy wiele, ale niezależnie od tego czy cierpicie z powodu trądziku zaskórnikowego, grudkowo-krostkowego czy ropowiczego - warto do swojej pielęgnacji wprowadzić kilka drobnych, ale bardzo istotnych zmian. Nie jestem lekarzem ani kosmetologiem, wszystko co piszę wynika z mojego własnego doświadczenia z cerą trądzikową.

Najważniejsze to konsultacja dermatologiczna. Nikt lepiej niż lekarz nie może stwierdzić jak nam pomóc. On musi zobaczyć naszą twarz na żywo, przyjrzeć się zmianom skórnym i dobrać odpowiednie kosmetyki czy leki (najczęściej metodą prób i błędów).


Lekarze dermatolodzy najczęściej stosują kilka grup leków, do których zaliczyć można antybiotyki, retinoidy, nadtlenek benzoilu, kwas azelainowy. Antybiotyki i nadtlenek benzoilu działają przede wszystkim przeciwzapalnie i przeciwbakteryjnie. Pamiętam, że ja w wieku nastoletnim bardzo długo używałam maści, która zawierała głównie nadtlenek benzoilu. Retinoidy działają przeciwłojotokowo i przeciwzaskórnikowo (na zaskórniki zamknięte i otwarte). Dwa ostatnie składniki działają najczęściej wysuszająco na naszą skórę. Ten efekt uboczny powoduje, że wiele osób rezygnuje z leczenia trądziku. I tutaj dwie ważne rady, bardzo banalne, ale niezwykle istotne. Cierpliwość i systematyczność - wiem, że trądzik jest uciążliwy i każdy chce się jak najszybciej go pozbyć, ale trzeba pamiętać, że nic nie zniknie jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Trzeba wielu miesięcy systematycznej pielęgnacji i leczenia żeby zobaczyć pozytywne rezultaty. Druga ważna sprawa - poza lekami i maściami, kremami od lekarza musimy stosować jeszcze inne kosmetyki. Delikatne, takie które nie będą naruszały skóry, na którą już i tak działają silne lecznicze preparaty. Do mycia twarzy trzeba używać żeli delikatnych, bez SLS w składzie. A całą twarz traktujemy kremem nawilżającym, który jest niekomedogenny (czyli nie zawiera składników zapychających pory). Błędem jest stosowanie (zazwyczaj przez młode osoby) kosmetyków drogeryjnych, które w nazwie mają napis 'ANTYBAKTERYJNY', "PRZECIW TRĄDZIKOWI', a w rzeczywistości opierają się na bazie alkoholu, który tylko wysusza niedoskonałości, a zarazem całą naszą skórę. Tak więc jeżeli stosujesz leki i maści na trądzik od dermatologa NIE UŻYWAJ już dodatkowo żadnych kosmetyków na bazie alkoholu, przeciwtrądzikowych. Skup się na nawilżaniu cery i delikatnym oczyszczaniu.


Higiena otoczenia jest bardzo ważna. Osobny ręczniczek do twarzy może nie wystarczyć, bo przecież na nim także gromadzą się zanieczyszczenia i bakterie. To co ja mogę polecić to jednorazowe ręczniczki. Takie zwykłe, papierowe. Delikatnie przykładamy go do mokrej, umytej twarzy (nie trzemy tylko czekamy aż ręczniczek wchłonie wilgoć z twarzy) i wyrzucamy. To najbardziej higieniczny sposób, nie ma obaw , że dotykamy twarz materiałem zawierającym bakterie i zanieczyszczenia - każdego dnia używamy czysty papierowy ręczniczek, a następnie go wyrzucamy.
Warto też często zmieniać poszewki poduszek, na których śpimy. Mają one bezpośredni kontakt z naszą skórą, więc siłą rzeczy gromadzą się na nich bakterie.


Jeżeli cera jest trądzikowa z ropnymi zmianami to lepiej zrezygnować z peelingów mechanicznych. Nie tylko z gruboziarnistych, ale też z drobnoziarnistych. Peelingi z drobinkami, przy których musimy pocierać twarz sprawiają, że nasze ropne zmiany roznoszą się po całej twarzy i możemy być pewni ,że zanieczyszczą nawet "zdrowe" partie naszej twarzy i w niedługim czasie spowodują powstanie nowych pryszczy. Warto przerzucić się na delikatne peelingi enzymatyczne. Stosujemy je podobnie jak maseczkę do twarzy - nakładamy na twarz i po kilku minutach spłukujemy. Enzymy zawarte w tych peelingach rozpuszczają martwy naskórek, a jednocześnie nie podrażniają skóry i nie roznoszą zmian trądzikowych. Fajnym sposobem jest peeling z płatków owsianych. Jest delikatny i skuteczny. Sok wytworzony z połączenia płatków owsianych i wody jest bardzo cenny dla naszej skóry, ma działanie nawilżające. O peelingu z płatków owsianych przeczytacie tutaj (klik).


Mam nadzieję, że kilka moich rad spróbujecie zastosować u siebie. Walka z trądzikiem to długa i wyboista droga do przebycia, ale mam nadzieję, że sobie poradzicie :) Ja też przechodziłam przez trudne okresy mojej cery, bywały momenty całkowicie załamujące, ale na szczęście jest już lepiej. Dzielcie się swoimi doświadczeniami i radami. Pozdrawiam :)

niedziela, 16 listopada 2014

Malina i wanilia w kremowym żelu pod prysznic z Bebeauty

Cześć dziewczyny :)


Ależ dzisiaj okrutnie zmarzłam. Niedawno wróciłam do domu i marzę o gorącej herbacie, a jeszcze lepiej o gorącej i pachnącej kąpieli. To nawet dobrze, bo dzisiaj jesteśmy w temacie kąpielowym :) A raczej prysznicowym, bo pogadamy sobie o kremowym żelu pod prysznic z Bebeauty, czyli z Biedronki. Niedawno w Biedronkach można było kupić żele w trzech zapachach (czekolada, cytryna, malina z wanilią). Ja zdecydowałam się na tą ostatnią wersję i jestem nią zachwycona!




Opakowanie to duża, biała butla z pompką. Wersja malinowo-waniliowa ma czerwone elementy kolorystyczne. Na butelce widzimy malinę i laski wanilii, które kuszą obietnicą słodkiego zapachu. Butelka nie jest przezroczysta, więc nie możemy wzrokowo kontrolować zużycia produktu.



Pompka działa bez zarzutu, nie zacina się. Do umycia całego ciała używam 2-3 pompek.


Zapach żelu przypomina mi trochę malinową Mambę :) Jest bardzo słodki, ale czuć w nim nutę wanilii. To zapach słodki, a jednocześnie ciepły i otulający. Podczas mycia unosi się bardzo ładny aromat w łazience, bo zapach jest naprawdę intensywny.


Konsystencja żelu jest naprawdę kremowa. Żel jest bardzo gęsty, porównywalnie do balsamu do ciała. Dobrze się pieni i łatwo spłukuje.



Pojemność jest bardzo duża, bo aż 750 ml.

Cena wynosi 7,99 zł.


Działanie
Producent zapewnia, że delikatna kremowa piana otuli skórę, a cudowny zapach pozwoli na chwilę zapomnienia. Formuła żelu bogata jest w ekstrakt z malin, który wzmacnia i odświeża skórę oraz ekstrakt z wanilii - działa relaksacyjnie i łagodząco. Systematyczne stosowanie żelu zadba o skórę, sprawiając że stanie się ona wyjątkowo miękka, nawilżona i aksamitnie gładka.

Skład:



Moja opinia...
Butelka jest naprawdę duża, więc może być trochę nieporęczna. Dobrze, że jej powierzchnia jest matowa (z przodku tylko napisy oraz owoc maliny i laski wanilii są bardziej śliskie), więc nie ma dużego ryzyka, że wyślizgnie się z mokrych rąk.
Duży plus za pompkę, która działa bez zarzutu. Dozuje średnią ilość żelu, ja zazwyczaj używam 3 pompek do umycia całego ciała (a jestem osobą całkowicie przeciętną pod względem wzrostu i wagi).
Żel przepięknie pachnie. Słodko, ale nie mdląco. Czuć dużą przewagę maliny, ale wanilia też jest wyczuwalna. Zapach jest ciepły i otulający, idealny na zimne wieczorne kąpiele. Zapach powoduje, że jest nam ciepło, otula i rozgrzewa.
Żel jest naprawdę bardzo kremowy. Swoją konsystencją przypomina biały krem czy balsam do ciała. Dobrze rozprowadza się na ciele i tworzy miłą, delikatną piankę. Dobrze oczyszcza i odświeża. Nie podrażnia, nie uczula. Moja skóra jest bardzo sucha, więc po prysznicu odczuwam minimalne uczucie wysuszenia skóry, ale nie jest to duży dyskomfort. Na pewno nie muszę w panice biegać w poszukiwaniu balsamu do ciała.
Żel jest bardzo wydajny, bo już niewielka ilość wystarcza do dokładnego umycia całego ciała. Skóra po jego zastosowaniu jest czysta i miękka. Z tym nawilżeniem i aksamitną gładkością to bym nie szalała, bo to zadanie balsamu czy masła do ciała, a nie żelu. Ten produkt mogę polecić jak najbardziej, jest przyjemny w użyciu (zapach, konsystencja), jest tani, ma dużą pojemność, może delikatnie wysuszyć suchą skórę.

czwartek, 13 listopada 2014

Nowość z firmy Wibo - pomadki Glossy Temptation - zamiennik słynnych Eliksirów?

Cześć dziewczyny :)

Jestem taka podekscytowana pisząc ten post, że nie nadążam klikać w klawiaturę komputera chcąc nadążyć za moimi myślami. Wiecie, że pomadki, błyszczyki, szminki, tinty, lakiery do ust - wszystkie te produkty kocham! Kosmetyki kolorowe do ust to zdecydowanie najbardziej liczna kategoria kosmetyków jaką możecie u mnie spotkać. Od miesiąca już wyczekiwałam nowości z firmy Wibo - pomadek Glossy Temptation, które zajęły miejsca sławnych Eliksirów.




Pomadka do ust z kolagenem. Zaprojektowana by uwodzić. Doskonałość kremowej konsystencji zapewnia nieskazitelny blask i połysk. Usta są nawilżone, przepełnione kuszącym i zmysłowym wyglądem. Komfort i elegancja na 100%. Dostępna w 6 kolorach od Listopada 2014.

(zródło - google)

Pomyślicie sobie : wariatka! Tak się podnieca zwykłą szminką. A tak, podekscytowana jestem strasznie i już spieszę pokazać Wam dwa kolory, które dzisiaj zakupiłam. Nie, nie ma tak dobrze - obie szminki nie są moje. Kolor nr 6 należy do mojej mamy, moja jest pomadka nr 3.




Opakowanie jest bardzo ładne, proste, klasyczne. Pomadka ma czarne, całkowicie matowe opakowanie z przezroczystą wstawką w środku. Tak się zastanawiałam i pomyślałam, że może Wibo posłuchało wielu dziewczyn narzekających na niezbyt reprezentacyjne i trwałe opakowania Eliksirów. Tak czy siak, opakowania nowych pomadek są bardzo ładne, wykonane porządnie i solidnie.




Na opakowaniu pomadki umieszczono nazwę serii, producenta oraz termin ważności - niestety tylko 6 miesięcy od otwarcia. Jest też naklejka z numerem partii i kolorem.



Kolor nr 6, który wybrała moja mama, to piękny brudny róż. To dość ciemny i zdecydowany odcień różu.
Kolor nr 3 to bardzo ładny róż z domieszką koralu. Śliczny, dziewczęcy, pięknie ożywia cerę.


Moją pomadkę w kolorze 3 pokażę Wam na ustach. Nie chciałam chamsko używać pomadki mojej mamy, więc mam nadzieję, że zgodzi się ją zaprezentować na potrzeby bloga i niedługo dorzucę zdjęcie koloru 6.




Zauważyłam, że nowe pomadki z serii Glossy Temptation są bardzo podobne do Eliksirów. Sztyfty mają podobną formułę, nawet kolorystyka jest bardzo zbliżona. Jak myślicie, to stare dobre Eliksiry zamknięte w lepszym opakowaniu czy zupełnie nowe, odrębne produkty ?
Pomadki można już kupić w Rossmannach za cenę 8,50 zł za sztukę. A teraz w trakcie promocji można nabyć 2 sztuki w tej cenie.

środa, 12 listopada 2014

Żel do mycia twarzy Green Pharmacy - dobry, ale nie bez wad...

Cześć dziewczyny :)


Dzisiaj opowiem Wam o delikatnym żelu do mycia twarzy z firmy Green Pharmacy, który przeznaczony jest dla skóry tłustej i mieszanej. Kosmetyki Green Pharmacy zazwyczaj dobrze się u mnie sprawdzają (miałam już szampon, balsam do włosów i peeling). Ten żel do twarzy odziedziczyłam po siostrze, która mimo że ma skórę trądzikową i problemową, to jest ona także podatna na wysuszenia i podrażnienia. Pod tym względem moja cera jest mniej wymagająca, więc z chęcią zabrałam się za testowanie tego kosmetyku.



Opakowanie jest ładne i praktyczne. Ma pompkę, która działa bez zarzutu, nie zacina się. Dozuje małą ilość produktu, ja żeby umyć twarz potrzebuję dwóch pompek :)
Cała buteleczka jest ciemnobrązowa , ale półtransparentna - dzięki temu dobrze widać ile kosmetyku znajduje się w środku. Etykieta na opakowaniu zawiera informacje o produkcie w języku polskim i angielskim. Opakowanie zdobi motyw roślinny, który jest uzasadniony - żel zawiera ekstrakt z zielonej herbaty.




Zapach jest bardzo ładny, ziołowy. Subtelny, orzeźwiający, delikatnie czuć w nim herbacianą nutkę.

Konsystencja jest żelowa. Produkt jest całkowicie przezroczysty, bezbarwny. Jest dość rzadki w swojej konsystencji, spływa po dłoni co dobrze widać na zdjęciu. Nie pieni się zbyt mocno, tworzy raczej bardzo delikatną piankę.




Pojemność jest duża, bo żel ma aż 270 ml.

Cena jest niska, jak to w przypadku produktów Green Pharmacy. Żel kosztuje około 7-8 zł.


Działanie
Od producenta:
Delikatny, nie zawierający mydła żel przeznaczony do codzienniego oczyszczenia twarzy i szyi. Dzięki specjalnie dobranym komponentom oraz wodzie o najwyższym stopniu czystości, jest wspaniale tolerowany przez skórę, nie ściąga i nie wysusza, doskonale usuwa resztki makijażu oraz inne zanieczyszczenia.Ekstrakt liści zielonej herbaty neutralizuje toksyny i stymuluje naturalne procesy odnowy skóry. Dzięki współdziałaniu d - pantenolu i alantoiny żel wykazuje wyraźne regenerujące i łagodzące działanie na skórę.

Skład:


Moja opinia...
Opakowania kosmetyków Green Pharmacy bardzo mi się podobają. Przywołują na myśl domowe specyfiki przechowywane kiedyś w apteczkach naszych babć. Buteleczka ma ciemny kolor, ale jest w pewnym stopniu transparentna , więc można kontrolować poziom zużycia. Pompka jest dużym ułatwieniem, chociażby z tego względu, że żel ma dość rzadką konsystencję i z łatwością można byłoby go wylać za dużo.
Żel ładnie pachnie. Jest to typowo ziołowy zapach, bardzo delikatny i miły.
Kosmetyk tworzy delikatną piankę, łatwo się spłukuje. Dobrze zmywa pozostałości makijażu (zawsze najpierw używam płynu micelarnego do demakijażu). Świetnie oczyszcza twarz z potu, sebum, zanieczyszczeń. Sprawia, że skóra jest matowa - dla posiadaczek przetłuszczającej się skóry to ważne. Odświeża, dodatkowo zapach potęguje uczucie świeżości. Odrobinę wygładza skórę, która staje się bardziej miękka w dotyku po umyciu. Żel jest bardzo wydajny, a stosunek ceny do pojemności to rewelacja. Zdawałoby się, że ten żel to ideał, gdyby nie jeden DUŻY minus. Jeżeli stosujemy ten żel codziennie to po krótkim czasie (kilka dni) bardzo przesusza skórę. Jest ona nieprzyjemnie ściągnięta, szczypie i potrzebuje dużej dawki nawilżenia. Nie polecam więc stosować go w codziennej pielęgnacji, ja najczęściej używam go 3 razy w tygodniu, na przemian z innym, delikatniejszym żelem.

Znacie ten kosmetyk? Lubicie?

wtorek, 11 listopada 2014

Kokosowe masełko do ust Nivea

Witajcie Kochane :)

Jak przyjemnie pospać sobie do 10 i nie spieszyć się nigdzie. Pogoda za oknem nie sprzyja wyjściu (u mnie pada deszcz od rana), więc miło posiedzieć sobie pod kocem, popijać cytrynową herbatkę i przeglądać blogi. I delektować się pięknym zapachem, który mam tuż pod nosem. Tuż pod nosem, bo na ustach ! O moje usta dba kokosowe masełko do ust z Nivea.




Jak tylko dowiedziałam się, że w sprzedaży pojawią się nowe wersje zapachowe tych masełek : borówka i kokos - od razu wiedziałam, na który skuszę się w pierwszej kolejności. Wszystko co kokosowe kocham od wielu lat. Moje oczy świeciły się jak latarnie wieczorową porą kiedy zobaczyłam to kokosowe cudo w Rossmannie.


Opakowanie to mała, poręczna puszeczka. Oryginalnie zapakowana jest w plastikowo-kartonowe opakowanie, dzięki czemu mamy pewność, że żadne wścibskie paluszki nie grzebały wcześniej w naszym masełku. Puszeczka jest urocza, biało-niebieska z połówkami kokosa, które dla mnie są wielkim wabikiem :D Plus za to, że otwór ma odpowiednio dużą średnicę żeby można było spokojnie wydobyć masełko bez potrzeby nadmiernego grzebania palcami w kosmetyku.




Konsystencja bardzo przypomina mi wazelinę. Masełko jest miękkie, ale nie na tyle żeby miało się roztopić. Z łatwością można wydobyć odpowiednią ilość kosmetyku.




Zapach jest piękny. Dla mnie, wielkiego wielbiciela kokosów, ten zapach to poezja dla zmysłów. Kokos jest słodki, subtelny. Nie jest zbyt nachalny, nie drażni nosa. Szkoda, że nie można zjeść! :D


Pojemność wynosi 16.7 g .

Cena około 10 zł.




Działanie
Od producenta:
Zapewnia codzienną pielęgnację i ochronę przed pękaniem wrażliwej skóry ust. Jego natłuszczająca konsystencja zapewnia ochronę przed słońcem, mrozem i wiatrem.
Nawilżająca formuła z Hydra IQ zawierająca masło shea i olejek z migdałów zapewnia intensywne nawilżenie i długotrwałą pielęgnację.

Moja opinia...
Opakowanie ma znaczenie. I w tym przypadku nie zawodzi. Puszeczka jest śliczna i swoim wyglądem kusi, zachęca do użycia kosmetyku. Jak już wspominałam, dobrze że otwór jest na tyle duży, że nie trzeba grzebać i grzebać żeby wydobyć masełko. Niektórzy nie lubią tego typu opakowania, przy którym aplikacja przebiega za pomocą palców. To mało higieniczne, ale ja zawsze aplikuję masełko czystymi, umytymi rękoma i nie mam żadnych problemów z zachowaniem higieny.
Zapach jest śliczny, to słodziutki kokos. Aż ślinka cieknie :D
Teraz najważniejsza kwestia, działanie. Masełko bardzo dobrze nawilża i odżywia. Moje usta są podatne na przesuszenia i nie mają ze mną lekko. Masełko zawiera parafinę (której w kosmetykach do twarzy staram się unikać, ale w produktach do ust mi nie przeszkadza), która dodatkowo tworzy barierę ochronną przed czynnikami zewnętrznymi. Dzięki temu bardzo dobrze chroni usta nawet w trakcie trudnej pogodny (wiatr, mróz, deszcz, śnieg). Masełko zostawia na ustach delikatnie białą powłoczkę i nadaje ładny, subtelny blask ustom. Moje usta są bardzo miękkie, gładkie i świetnie nawilżone. Zero suchych skórek, zero pękania i wysuszenia. Masełko jest bardzo wydajne. Dodatkowo pojemność jest naprawdę duża, więc spokojnie wystarcza na kilka miesięcy, a nawet pół roku codziennego użytkowania.
Masełka Nivei bardzo lubię. Wcześniej miałam karmelowe i malinowe (oddałam chłopakowi) i jestem pewna, że pozostałe wersje również wypróbuję.

poniedziałek, 10 listopada 2014

Idealny jesienny lakier do paznokci - Astor, Lacque Deluxe

Cześć :)


Dzisiaj pogoda prawdziwie jesienna. Szaro, deszczowo, zimno. Pewnie większość z Was nie lubi jesieni i tęsknicie za latem. Ja natomiast jesień uwielbiam i o tej porze roku mam najwięcej energii.

Jesień rządzi się swoimi prawami. Nie tylko zmienia się pogoda, zmieniamy się także my. Wyciągamy z szaf ciepłe swetry i jesienne botki. Na ustach lądują wyraziste pomadki w kolorze ciemnego różu, wiśni, śliwki czy czerwieni. A paznokcie? Chętniej nosimy ciemne odcienie. Ja dzisiaj pokażę Wam lakier, który jest stworzony do noszenia go na paznokciach właśnie jesienią.




Lakier do paznokci z firmy Astor, seria Lacque Deluxe w odcieniu 303 TAUPE to ostatni już kosmetyk, który dostałam do testów w ramach współpracy z drogerią ezebra.pl (klik).


Buteleczka jest zgrabna, poręczna. Zakrętka wyprofilowana. Pędzelek jest świetny: długi, elastyczny, włosie jest zbite. Bardzo wygodnie się nim maluje. Wystarczą dwa pociągnięcia pędzelkiem i cała płytka paznokcia jest pokryta.




Lakier jest gęsty, kremowy. To czysty kolor, bez jakichkolwiek drobinek. Nie tworzy smug, bardzo łatwo można nim równomiernie pokryć płytkę paznokcia. Lakier jest świetnie kryjący, paznokcie na zdjęciach pomalowane są jedną warstwą lakieru.




Kolor jest bardzo ładny i idealnie nadaje się na jesień. Niektórzy nie klasyfikują lakierów pod względem pór roku, ale powiedzcie same, że taki kolor raczej nie skusiłby Was latem lub wiosną, prawda? Odcień głębokiego, ciemnego, zimnego brązu z domieszką ciemnej oliwkowej zieleni i szarości. Zależnie od światła kolor wygląda trochę inaczej. To piękny odcień, pasujący do każdego stroju i na każdą okazję. Nie jest wyzywający, ale na pewno zdecydowany.




Kilka słów od producenta:

To pierwszy lakier Astor gwarantujący intensywny, głęboki kolor i olśniewający połysk aż do 10 dni.
Wzbogacony niepowtarzalną mieszanką włókien Lycra, wapnia, keratyny oraz złota, lakier Lacque DeLuxe nie odpryskuje, nie pęka i aktywnie wzmacnia płytkę paznokcia.
Innowacyjny, dwukrotnie gęstszy pędzelek pokrywa całą powierzchnię paznokcia i pozwala uzyskać doskonały efekt juz za pierwszym pociągnięciem.


Potwierdzam, że lakier ma bardzo intensywny i głęboki kolor już po jednej warstwie. Pędzelek jest gęsty, długi i zbity przez co malowanie paznokci jest bardzo łatwe i przyjemne. 10 dni nie wytrzymuje na paznokciach, absolutnie. U mnie to około 3 dni w dobrym stanie, uważam że to niezły wynik. Nie odpryskuje i nie pęka, delikatnie ściera się na końcówkach paznokci. Nie wiem czy wzmacnia paznokcie, tego pewnie dowiem się po dłuższym czasie stosowania regularnie tego lakieru. Buteleczka jest duża, pojemność lakieru to aż 12 ml. Można go kupić tutaj (klik) za 4,89 zł.


Podoba Wam się taki odcień ?


Fakt otrzymania kosmetyku do testów nie wpłynął na moją opinię.

niedziela, 9 listopada 2014

Gumka do włosów invisibobble - hit czy kit?

Cześć :)

Dzisiaj pogadamy sobie o gumkach invisibobble. Miałyście już z nimi do czynienia? Ja dostałam swoją gumkę do przetestowania w ramach współpracy z drogerią ezebra.pl (klik). Kiedy wyjęłam ją z koperty z przesyłką to nie sądziłam, że będę ją testować na sobie. Na początek poprosiłam o pomoc moją siostrę, posiadaczkę długich, kręconych i mocno plątających się włosów. Dominika z chęcią podjęła się testowania tego wynalazku :)




Siostra przez tydzień używała gumki invisibobble i dokładnie opowiedziała mi swoje odczucia. Następnie gumkę testowałam na swoich włosach, mam więc porównanie. Jeśli macie włosy podobne do mojej siostry, czyli długie, mocno kręcone i bardzo podatne na plątanie i kołtuny to ta gumka może Was rozczarować. Dominika nie mogła zsunąć gumki z włosów, ponieważ gumka mocno szarpała i ciągnęła kosmyki. Trzeba było bardzo delikatnie ją zdejmować. Na moich, zdecydowanie bardziej prostych włosach nie było tego problemu.

Gumka invisibobble bardzo dobrze trzyma włosy, żadne pasemko nie wysunie się z fryzury. W przypadku kucyka, kiedy ciasno zwiążemy włosy nie ma problemu z ciągnięciem czy nawet bólem co często zdarza się przy tradycyjnych gumkach. Jeżeli macie grube, ciężkie włosy to ta gumka nie da sobie rady z wysokim kucykiem, który niestety opadnie. Lepiej wtedy sprawdzi się przy niższych upięciach.




Gumka nie zostawia odgnieceń na włosach nawet po całym dniu noszenia związanych włosów. Jest bardzo plastyczna, rozciągliwa, elastyczna. Po zdjęciu jej z włosów widać różnicę w jej rozmiarze, jest bardziej rozciągnięta niż na początku. Po niedługim czasie wraca jednak do swojej pierwotnej formy.




Jeżeli macie grube, ciężkie, kręcone włosy, które są podatne na plątanie to nie polecam tej gumki. W przypadku bardziej prostych czy lekko falowanych włosów będzie to dobry wybór. Gumka ciekawie i oryginalnie wygląda na włosach, świetnie utrzymuje fryzurę bez uczucia ściskania, szarpania, ciągnięcia czy bólu. Polecam jednak nie zsuwać jej szybko jednym ruchem z włosów, a raczej rozplątać i zdjąć tak jak się zakładało :)

Gumkę invisibobble można zakupić tutaj (klik). Do wyboru różne kolory :)


Fakt otrzymania produktu do testu nie wpłynął na moją opinię.

piątek, 7 listopada 2014

Nowości Inglot, Organique, Ziaja

Cześć :)


Wybrałam się z moją mamą na zakupy. Nie zamierzałam sama nic kupować, poszłam raczej w charakterze towarzysza dla mamy. Towarzysza i doradcy, bo moja mama zawsze pyta mnie o zdanie w kwestiach kosmetyczno-ubraniowych. Mama z zakupów zadowolona, a ja też, bo dostałam prezent :)



Od mojej mamy dostałam pomadkę z Inglota, z serii Q10 Lipstick w nr 33. Pomadka ma prześliczny kolor przybrudzonego różu, bardzo naturalny,zbliżony do mojego odcienia ust. Pomadki z tej serii kosztują 26 zł.
Przy zakupach poczynionych przez mamę w sklepie firmowym Ziaji załapałam się na oliwkową maskę regenerującą z kwasem hialuronowym z nowej serii 'Liście zielonej oliwki'. Maseczki są w świetnej cenie, jeśli dobrze pamiętam to około 1,50 zł.
Ostatnia rzecz to mój zakup. Skusiłam się na olej kokosowy z Organique. Opakowanie 100 ml kosztowało 42 zł. Ten kosmetyk chodził mi po głowie już od dłuższego czasu. Zamierzam używać go na twarz, na pewno też wypróbuję na włosy.




A tu jeszcze sama pomadka i jej prześliczny kolor. Naprawdę bardzo mi się podoba, jest idealna na co dzień :)



Lubicie pomadki z Inglota? Ja miałam jedną i była bardzo nieudanym zakupem :/