piątek, 30 stycznia 2015

Joanna, Argan Oil, Serum do końcówek włosów

Dzisiaj jeszcze zostajemy w temacie włosów. Kosmetyk zabezpieczający końcówki to obowiązkowa pozycja w mojej codziennej pielęgnacji włosów. Wypróbowałam już różne, dzisiaj opowiem Wam o jednym z nich. Zapraszam na recenzję serum do końcówek włosów z serii Argan Oil firmy Joanna.





Opakowanie to niewielka tubka stojąca na brązowej zakrętce. Opakowanie ma beżowo-kremowy kolor (kosmetyk jest tego samego koloru). Patrząc pod źródło światła widzimy ile kosmetyku znajduje się w środku. Zamknięcie na "klik" jest porządne i nie otworzy się w nieodpowiednim momencie. Z tyłu wszelkie niezbędne informacje o produkcie: obietnice producenta, skład,data ważności.





Zapach jest przyjemny, delikatny. Charakterystyczny dla kosmetyków, które mają zawierać olejek arganowy. Dla mnie ten zapach ma w sobie coś z kawy i karmelu - jest to miłe połączenie zapachowe, nie drażni nosa.


Konsystencja tego kosmetyku jest bardzo gęsta, kremowa. Serum wygląda jak typowy krem o lekko beżowym kolorze. Łatwo się rozprowadza i dobrze rozsmarowuje na włosach.




Pojemność to 50 g.

Cena około 7-8 zł.

Działanie
Od producenta:
Serum na końcówki włosów Argan Oil przeznaczone jest do włosów suchych i zniszczonych wymagających szczególnej pielęgnacji. Receptura serum zawiera niezwykle cenny we właściwości pielęgnujące olejek arganowy uzyskiwany z upraw ekologicznych i posiadający certyfikat Ecocert.
Serum regeneruje nawet najbardziej zniszczone i przesuszone końcówki, redukuje łamliwość i wygładza włókna włosów przywracając im zdrowy połysk i miękkość.
Dlatego jeśli marzysz o pięknych, mocnych i wyjątkowo zdrowych włosach nie musisz już wydawać fortuny, gdyż jeden z najbardziej cenionych w pielęgnacji składników jest już dostępny w nowej linii Joanna Argan Oil.
Dzięki Serum Argan Oil dotychczasowa pielęgnacja włosów, będzie przyjemnością, która stanie się Twoim orientalnym rytuałem.


Skład:



Moja opinia...
Serum ma bardzo wygodne opakowanie: niewielkie, poręczne, stojące na zakrętce - dzięki temu produkt spływa w dół i nie trzeba się męczyć z jego wydobywaniem. Łatwo można skontrolować stan zużycia, wystarczy skierować tubkę pod źródło światła i trochę wytężyć wzrok.
Zapach ma ładny, powiedziałabym że neutralny. Jest delikatny i niezbyt wyczuwalny, więc nie powinien nikomu sprawiać problemu podczas używania. Na włosach raczej nie utrzymuje się długo.
Konsystencja jest gęsta, jak krem. Podczas wmasowywania we włosy staje się lżejsza, dlatego bez problemu można to serum na włosach rozprowadzić. Nie obciąża, nie przeciąża, nie przetłuszcza.
Serum lekko zabezpiecza końce, wyglądają odrobinę lepiej - dla moich suchych i skłonnych do rozdwajania końcówek to trochę za mało. Końcówki nie są gładkie, każdy włosek odstaje w inną stronę i nie wygląda to zbyt dobrze. Końcówki są trochę "zlepione" i nawet te rozdwojone i połamane włoski wyglądają trochę lepiej,ale bez szału. Kosmetyk nie zapobiega puszeniu jak obiecuje producent - włosy w dolnych partiach nadal są przesuszone i napuszone, nie ma wygładzenia. W dotyku końcówki są takie jakie były przed zastosowaniem kosmetyku - trochę sztywne, szorstkie - serum nie nadało im miękkości i gładkości. Nie nadał też blasku. Nie zregenerował włosów, ale na to nie liczę - na zniszczone włosy pomogą tylko nożyczki ;)
Jest to kosmetyk bardzo wydajny, bo wystarczy niewielka ilość żeby pokryć końcówki.
Podsumowując: będzie to dobry kosmetyk dla mniej wymagających włosów. Jeżeli , tak jak ja, macie końce bardzo suche i bardzo podatne na rozdwajanie i łamanie to on będzie zdecydowanie za słaby. Dla bardzo suchych i bardzo zniszczonych włosów, czyli takich dla jakich ten kosmetyk jest dedykowany - nie, za słaby.

środa, 28 stycznia 2015

Jak dodać objętości włosom? Moje sposoby!

Każda z Nas chce mieć fryzurę pełną pełną objętości. Powiedzmy sobie szczerze, wizja przyklapniętych włosów, które smętnie zwisają przy twarzy nie wywołuje u nas entuzjazmu. Co innego włosy przypominające lwią grzywę: ful objętość, mega gęstość. Opowiem Wam dzisiaj w kilku punktach co ja robię żeby moje włosy nabrały więcej objętości :) Żeby nie być gołosłowną posłużę się zdjęciami.

Startujemy ze świeżo umytymi włosami, które są lekko wilgotne. Wyglądam wtedy tak:



1. Szampon nadający objętość lub taki, który przeznaczony jest do włosów cienkich. Takie szampony mają zazwyczaj bardzo lekką konsystencję i nie obciążają włosów. Ja używam teraz szamponu z Babydream, który właśnie tak działa: jest bardzo leciutki, delikatny i dodaje moim włosom objętości.

2. Uniesienie u nasady można uzyskać na wiele różnych sposobów, ja wybieram do tego celu wcierkę z Joanny z serii Rzepa, kuracja wzmacniająca. Wzmacnia włosy, przyspiesza ich wzrost, ogranicza wypadanie, przedłuża świeżość fryzury i dodatkowo nieco je unosi i odbija włosy od nasady przez co optycznie zwiększa ich objętość.




3. Koczek na całą noc - wieczorem, z lekko wilgotnych włosów robię koczka. Takiego zwijanego dookoła. Rano rozpuszczam włosy i widzę, że są uniesione i zyskały na objętości. Ten koczek to niezawodna metoda, spróbujcie.



4. Trochę pianki nie zaszkodzi i dodatkowo nada objętości włosom na całej ich długości. Niewielką ilość, wielkości orzecha włoskiego, wgniatam we włosy. Pianka Taft ma też właściwości utrwalające i lekko usztywnia włosy.



5. Lakier dla doskonałej trwałości - jeżeli fryzura ma mieć objętość przez cały dzień trzeba ją utrwalić odrobiną lakieru (mój z firmy Artiste). Najlepiej żeby nie sklejał włosów, wtedy będą one wyglądały naturalniej. Żeby uzyskać więcej objętości u nasady można delikatnie spryskać dłonie lakierem i wetrzeć lakier w nasadę włosów.



6. Suszenie głową w dół daje bardzo dobre efekty, chociaż ja rzadko to stosuję (zazwyczaj moje włosy schną naturalnie. Najlepiej na jeszcze mokre włosy zastosować jakiś produkt unoszący włosy u nasady lub dodający objętości i suszymy :)

7. Tapirowanie, ale bardzo lekkie. Mi zdarza się wtedy, kiedy chcę podpiąć włosy u góry, a resztę mieć rozpuszczoną. Można lekko podtapirować dolne pasma włosów żeby unieść je u nasady , wtedy efekt będzie bardzo naturalny.

8. Cieniowanie włosów nie sprawdzi się u każdego. Ja mam bardzo delikatnie wystopniowane włosy, dzięki temu lepiej się układają i zyskują na objętości.



To moje sposoby na objętość włosów :) Znacie, wypróbujecie?

wtorek, 27 stycznia 2015

Projekt denko - styczeń 2015

Cześć :) Witam serdecznie i zapraszam na denko.




Niestety znowu nie udało mi się zużyć nic z kolorówki, a już myślałam, że w tym miesiącu pochwalę się zużyciami z kategorii makijażu :) Mam nadzieję, że uda się to już ostatecznie za miesiąc :)

A teraz przechodzę już do zużyć :)



Mrs.Potter's, Balsam 'Odbudowa i nawilżanie' z aloesem i jedwabiem - balsam przeznaczony do włosów suchych i zniszczonych. 500 ml kosmetyku kupiłam za 11 zł. Balsam miał bardzo rzadką konsystencję, trzeba go było użyć w sporej ilości żeby zauważyć efekty. Działanie miał średnie - przeciętnie nawilżał, przeciętnie wygładzał, rzeczywiście włosy trochę lepiej się układały. Nic poza tym. Tej wersji NIE KUPIĘ PONOWNIE, ale może wypróbuję jakąś inną.

Joanna, Naturia, odżywka do włosów w spray'u 'awokado i kiełki pszenicy' - działanie miała bardzo fajne: ułatwiała rozczesywanie, wygładzała włosy, lekko nawilżała, w widoczny sposób wzmacniała (przy dłuższym stosowaniu włosy były mniej podatne na łamanie i rozdwajanie się). Tylko zapach mi trochę przeszkadzał, był specyficzny. Jest też niestety mało wydajna przy codziennym używaniu. MOŻE KUPIĘ PONOWNIE, ale tym razem inną wersję.




Lirene, Emolient, odżywcze serum SOS - bardzo polubiłam ten kosmetyk. To bardzo gęsty, treściwy produkt. Rzeczywiście mocno nawilża, regeneruje suchą i podrażnią skórę. Odczuwalnie przynosi ulgę wyjątkowo przesuszonej i ściągniętej skórze. Zimną nasza skóra jest bardziej wymagająca, mocniej się przesusza, dodatkowo źle wpływa na nią ogrzewane powietrze - jeżeli te czynniki sprawiają, że Wasza wrażliwa i sucha skóra cierpi to sięgnijcie po to serum, przyniesie ulgę (sprawdzone na mojej mega suchej skórze). Cena to około 26 zł. Na razie NIE KUPIĘ PONOWNIE, bo mam dużo balsamów w zapasach, ale kiedyś z pewnością do niego wrócę.

Bebeauty, delikatny żel-krem łagodzący do mycia twarzy - pisałam o nim tutaj (klik). Bardzo dobry żel w niewielkiej cenie. Dobrze oczyszcza, ale robi to delikatnie. Nie podrażnia, nie uczula. Radzi sobie z resztkami makijażu (wcześniej potraktowanego jakimś produktem do demakijażu). Jest wydajny, dostępny w każdej Biedronce. Na pewno KUPIĘ PONOWNIE.

Mincer Pharma, Argan Gold - Eliksir Młodości - głęboko odżywczy krem-maska na noc - o tym kosmetyku pisałam tutaj (klik).
To krem-maska o dość gęstej konsystencji, do stosowania na noc. Wspaniale nawilża, ujędrnia, odżywia skórę. Rano po przebudzeniu buzia jest odżywiona, nawilżona, jędrna, napięta, elastyczna - same pozytywny. Kupiłam ten krem w Naturze, ale ostatnio nigdzie nie mogę go dostać. Jak gdzieś go zauważę to KUPIĘ PONOWNIE.




Joanna, Rzepa, kuracja wzmacniająca - pisałam o niej tutaj (klik). U mnie ten produkt sprawdza się świetnie. Przyspiesza porost włosów, przedłuża ich świeżość, unosi u nasady (można zrezygnować ze stylizatorów), włosy są wzmocnione,mniej wypadają. To już moje 3 lub 4 opakowanie. KUPIĘ PONOWNIE.

Eveline, Argan&Vanilla, luksusowy krem-serum do rąk i paznokci - miniatura o pojemności 30 ml, która była w Joyboxie. Fajny krem, dobrze nawilżał i szybko się wchłaniał. Bardzo ładnie, ale bardzo intensywnie pachniał - nic dziwnego , w sładzie "Parfum" już na 3 miejscu. MOŻE KUPIĘ PONOWNIE.

Ziaja, pietruszkowy krem pod oczy i na powieki - krem o działaniu przeciwzmarszczkowym. Dla mnie wszystkie kremy z Ziaji działają podobnie: dobrze nawilżają, lekko wygładzają i uelastyczniają naskórek. Bardzo je lubię, są wydajne, nie podrażniają i są naprawdę taniutkie. KUPIĘ PONOWNIE.




Green Pharmacy, delikatny żel do mycia twarzy 'Zielona Herbata' - pisałam o nim tutaj (klik). Przeznaczony dla skóry tłustej i mieszanej. Dobrze myje, buzia jest naprawdę czysta po jego użyciu. Świetnie radzi sobie ze zmyciem makijażu. Matuje, pomagał też w walce z wypryskami (ograniczył ich powstawanie). Przy regularnym używaniu potrafił jednak wysuszyć skórę. Cenowo wypada rewelacyjnie: 7 zł za 270 ml żelu w opakowaniu z pompką. Tej wersji NIE KUPIĘ PONOWNIE, ale testuję teraz wersję dla skóry suchej (zobaczymy czy nie będzie wysuszać).

Balea, nawilżający szampon 'mango i aloes' - recenzja tutaj (klik). Dobry szampon: dobrze oczyszcza, nie podrażnia skóry głowy. Nie obciąża włosów, są po nim puszyste, miękkie w dotyku. Nie plącze ich, można spokojnie rozczesać. W niewielkim stopniu nawet nawilża. Na razie NIE KUPIĘ PONOWNIE, nie mam dostępu.

Balea, mleczko do włosów 'mango i aloes' - recenzja tutaj (klik). Bardzo dobry kosmetyk. Wygładza, nawilża, zapobiega puszeniu się włosów, zabezpiecza końce przed rozdwajaniem. Pięknie pachnie. Dzięki temu, że ma dużą pojemność jest bardzo wydajne. Na razie NIE KUPIĘ PONOWNIE, bo nie mam dostępu.




Luksja, Care pro Restore, mleczko pod prysznic ze składnikami balsamu do ciała - świetny kosmetyk. Ma konsystencję mleczka, śmietanki. Dobrze oczyszcza, ale robi to w wyjątkowo delikatny sposób. Nie wysusza, a nawet mogę stwierdzić, że lekko nawilża skórę. Przepięknie kremowo pachnie. KUPIĘ PONOWNIE.

Bella, płatki kosmetyczne 120 sztuk - dobre, bo: nie rozwarstwiają się (to najważniejsze), mają wzorek (paseczki), który ułatwia zebranie zanieczyszczeń lub makijażu z twarzy. Całkiem przyjemne. MOŻE KUPIĘ PONOWNIE.


To już wszystko. No muszę przyznać, że w tym miesiącu było całkiem nieźle :D Gdyby jeszcze znalazło się tu coś z tej nieszczęsnej kolorówki to byłabym z siebie szczerze zadowolona :D

poniedziałek, 26 stycznia 2015

Uwaga, bubel! Głęboko oczyszczające paski na nos z Beauty Formulas!

Myślałam, że z tą recenzją poczekam trochę dłużej. Muszę napisać ją jak najszybciej. Znaczy nie muszę,ale chcę. Chcę Was ostrzec przed bublem totalnym, całkowitym, bezapelacyjnym. Oto on!




Beauty Formulas, Głęboko oczyszczające paski na nos TEA TREE.

Opakowanie to zielony kartonik, na przedzie ilustracja z panią, która na nosie naklejony ma głęboko oczyszczający plasterek, który ma pozbawić ją zaskórników. Opakowanie jest zielone, zawiera liczne motywy roślinne - jest to zapewne nawiązanie do faktu, że plastry zawierają olejek z australijskiego drzewa herbacianego (ma działać bakteriobójczo i wspomagać proces gojenia stanów zapalnych).

Cena to 13 zł za 6 sztuk.

Plasterki pakowane są osobno w saszetki. To dobrze, zwłaszcza ze względów higienicznych, ale także ułatwia aplikację.



Każdy plasterek został fabrycznie umieszczony na niewielkim prostokątnym kawałku plastikowej folii. Pod folią znajduje się ta bardziej klejąca się strona plasterka (czyli ta, którą będziemy przyklejać do nosa).




Działanie
Od producenta:

Głęboko oczyszczające paski na nos usuwają zaskórniki, sebum i inne zanieczyszczenia zatykające pory nosa. Wraz z odklejanym paskiem usuwane są zanieczyszczenia, dzięki czemu pory są mniej widoczne, a skóra wygląda zdrowiej. Zawarty w paskach ekstrakt z oczaru wirginijskiego działa ściągająco, przeciwzapalnie i przeciwbakteryjnie, zmniejsza wydzielanie sebum w miejscu ich zastosowania. Olejek z australijskiego drzewa herbacianego wspomaga leczenie stanów zapalnych, łatwo przenika przez skórę i działa bakteriobójczo. Efekt widoczny jest zaraz po zdjęciu paska.

Skład



Moja opinia...

Zanim nakleimy plaster na nos trzeba go zwilżyć. Producent twierdzi, że do suchej skóry się nie przyklei. No ale do zwilżonej też za bardzo nie chciał. Krawędzie plasterka odstawały, przykleił się bardzo słabo. Nie usunął żadnego, powtarzam ŻADNEGO, ANI JEDNEGO wągra. Myślałam, że może za słabo zwilżyłam nos... Następnego dnia powtórzyłam zabieg. Tym razem nie zwilżyłam nosa, o nie. Ja go zlałam wodą, był mokry aż się z niego lało. Ale jest, plaster się przykleił, jest dobrze. Tym razem to rzeczywiście się przykleił. Tak,że nie chciał się odkleić. Bardzo podrażnił skórę na nosie, była zaczerwieniona - zapewne dlatego, że plaster mocno się przykleił i ciężko go było oderwać. Wągrów znowu nie ruszył. Nic, po prostu czysty plasterek, a wągry nadal na swoim starym miejscu - na nosie. Zdesperowana powtórzyłam całą czynność dwa dni później. Znowu to samo: skóra na nosie podrażniona, bardzo zaczerwieniona, nawet mogę pokusić się o stwierdzenie że zdarty naskórek... Dodatkowo zauważyłam, że pojawia mi się więcej bolesnych, dużych, ropnych wyprysków na nosie. Wągrów nie ruszył. Nic, po prostu zero! Zużyłam 3 plastry, czyli połowę opakowania i oto efekty: mega podrażniona, zaczerwieniona skóra nosa, ani jeden usunięty wągier i więcej wyprysków na nosie.
Nie polecam, a nawet gorąco odradzam. Trzymajcie się z daleka od tych plasterków!

sobota, 24 stycznia 2015

Ulubieńcy stycznia 2015

Witajcie :)

Styczeń dobiega końca, więc czas na ulubieńców. Trochę ich jest, z czego się bardzo cieszę.
Zapraszam na ulubieńców, pierwszych w tym roku :)



Znajdzie się tutaj coś z makijażu i pielęgnacji. Niektóre kosmetyki mieliście już okazję widzieć na blogu, bo wspominałam o nich chociażby w poście "Tanie i dobre" , więc nie będę za dużo o nich mówić żeby się nie powtarzać. A teraz do rzeczy :)



Zacznę od kolorówki. Są tutaj tylko trzy kosmetyki, ale za to naprawdę świetne i godne polecenia. Pierwsza rzecz to maskara 'Black Ecstasy' Giorgio Armani. Próbka masakry o pojemności 2 ml była w pudełeczku Joybox. Tusz ma zwykłą, klasyczną szczoteczkę z włosia, którą bardzo dobrze i wygodnie maluje się rzęsy. Nie osypuje się, nie kruszy w ciągu dnia - od rana do wieczora jest na swoim miejscu, czyli na rzęsach. Nawet z moimi marnymi rzęsami daje radę i efekt jest naprawdę widoczny. Jeżeli jesteście ciekawe jak wygląda na rzęsach dajcie znać w komentarzu :)

Dalej mamy Maybelline, Color Tattoo w odcieniu 40-Permanent Taupe, to cień bardzo znany i lubiany, stosowany głównie do podkreślania brwi. W tej roli sprawdza się świetnie: jest bardzo dobrze napigmentowany, matowy, kremowy (rozprowadza się jak masełko, a po chwili zastyga i trzyma się od rana do wieczora). Odcień ma piękny - średni brąz w chłodnej tonacji z dużą domieszką szarości.

Ulubiona szminka ostatnich tygodni to bezapelacyjnie Golden Rose, pomadka z woskiem pszczelim i witaminą E, moja w odcieniu 115, którą pokazywałam tutaj (klik). Jest kremowa, nawilżająca, utrzymuje się około 3 godzin, nie podkreśla suchych skórek, gama kolorystyczna jest bardzo duża. Mój kolor to pudrowy, troszkę przybrudzony odcień różu - bardzo neutralny, idealny na co dzień. Uwielbiam tą pomadkę i na pewno skuszę się na inne kolory z tej serii.




Krem do rąk z firmy Farmona, seria Sweet Secret o zapachu wanilii i indyjskich daktyli to świetny produkt. Pisałam o nim w poście z kosmetykami tanimi i dobrymi (klik). Świetnie nawilża dłonie, ekspresowo się wchłania (jeżeli nie lubicie długo czekać aż krem się wchłonie to ten jest dla Was) i pięknie, słodko pachnie.

AA, Technologia Wieku 'Ultra Nawilżanie' krem odżywczo-nawilżający na noc to moje niedawne odkrycie. Krem jest gęsty, treściwy i przez to bardzo wydajny. Naprawdę dobrze nawilża i odżywia skórę. Rano po przebudzeniu twarz jest nawilżona, miękka, jędrna, taka napięta (w pozytywnym znaczeniu), wygląda zdrowo. Bardzo fajny krem.




Jeżeli tak jak ja jesteście fankami kokosa to wypróbujcie żel pod prysznic z Original Source w wersji Coconut . Ja mam swój z pudełeczka Joybox. Pachnie bardzo przyjemnie, lekko słodkim kokosem. Ma bardzo miłą, kremową konsystencję. Nie pieni się wybitnie, ale tak w sam raz. Myje dobrze, ale delikatnie. Nie wysusza skóry. Ja jestem bardzo na tak :)

Płyn micelarny z firmy AA z serii Ultra Odżywianie również pokazywałam w poście z tanimi i dobrymi kosmetykami. To bardzo delikatny i skuteczny płyn. Zmywa makijaż twarzy i oczu bez zbędnego,nadmiernego pocierania płatkiem kosmetycznym. Nadaje się do wrażliwej skóry i do wrażliwych oczu. Nie piecze, nie powoduje podrażnień ani łzawienia. Przywraca nawilżenie skóry po demakijażu, oczyszczaniu i innych zabiegach kosmetycznych, które mogą wysuszać naszą skórę.

Babydream, szampon ułatwiający rozczesywanie włosów z ekstraktem z kiełków pszenicy - ten kosmetyk mam krótko,ale od pierwszego użycia podbił moje serce. HIT! HIT! HIT! Nie zawiera SLSów ani innych silnych detergentów, jest bardzo delikatny. Doskonale myje i oczyszcza włosy i skórę głowy, nie podrażnia, nie uczula. Co do ułatwiania rozczesywania: włosy nie plączą się podczas mycia, ale ja zawsze i tak muszę zastosować odżywkę, bo moje włosy trudno się rozczesuje. Włosy po tym szamponie są delikatne, miękkie i jedwabiste w dotyku jak włosy dziecka. Dodatkowo zyskały na objętości! Są sypkie,puszyste, pięknie się układają. No a ta objętość! Dawno takiej nie miałam :) Uwielbiam ten szampon.


Wypróbujecie coś z moich ulubieńców ? :) Dajcie znać co Wam się ostatnio sprawdziło :)

piątek, 23 stycznia 2015

Alterra, Emulsja oczyszczająca z granatem

Oczyszczanie twarzy to pierwszy, podstawowy etap jej pielęgnacji. Do tego zabiegu można używać różnych kosmetyków, każdy dobiera je według własnych upodobań. Ja muszę oczyścić twarz przy użyciu wody, dlatego zawsze wybieram jakieś żele, kremy, pianki do mycia twarzy. Nie dla mnie samo przemycie twarzy płynem micelarnym.

Ostatnio głośno zrobiło się o emulsji oczyszczającej z granatem z firmy Alterra, która dostępna jest w Rossmannie. Kosmetyk przeznaczony jest do skóry bardzo suchej. Ja mam mieszaną, ale w okresie jesienno-zimowym lubi się przesuszać, więc z zaciekawieniem sięgnęłam po ten kosmetyk.




Opakowanie to biała, miękka tubka stojąca na zakrętce. Zamknięcie na "klik", bardzo porządne, nie otwiera się samo w kosmetyczce. Tubka nie jest przezroczysta, ale patrząc pod źródło światła można dostrzec jakie jest zużycie kosmetyku. Szata graficzna opakowania prosta, ale ładna. Z tyłu informacje o produkcie (naklejka w języku polskim) i skład.

Otwór, przez który wydobywamy kosmetyk jest mały, dzięki temu nie ma problemu, że wyciśniemy za dużo produktu.




Zapach jest charakterystyczny dla całej linii kosmetyków Alterry z serii 'granat i aloes'. Jeżeli używaliście kosmetyków do włosów o tym zapachu to na pewno wiecie jaki to zapach. Owocowy - na pewno to ten granat - z dodatkiem aloesu. Zapach słodki, przyjemny, ale nie przesłodzony i na pewno nie drażniący.


Konsystencja kosmetyku na pierwszy rzut oka jest treściwa i gęsta jaś śmietanka, ale już przy myciu twarzy zmienia się - staje się lżejsza i bardziej przypomina mleczko do twarzy. Jest delikatna, nie ma mowy o natłuszczeniu twarzy.




Cena około 8-9 zł

Pojemność 125 ml




Działanie
Od producenta:
Alterra emulsja oczyszczająca do skóry bardzo suchej. Zawiera masło shea BIO i aloes BIO. Łagodne substancje pochodzenia roślinnego szczególnie delikatnie oczyszczają skórę. Kombinacja składników takich jak cenny olej z nasion granatu BIO i żel z aloesu BIO nawilża skórę już podczas oczyszczania. Testy dermatologiczne potwierdzają bardzo dobrą tolerancję emulsji oczyszczającej do twarzy Alterra przez skórę.

Skład



Moja opinia...

Emulsja ma bardzo fajne opakowanie. Proste, ale ładne. Podoba mi się to,że tubka jest mięciutka - w razie potrzeby nie będzie problemu z wydobyciem resztek kosmetyku, można nawet z łatwością przeciąć opakowanie.
Zapach jest bardzo ładny. Połączenie zapachu granatu i aloesu daje ładny aromat - słodki, ale nie mdlący, nie drażniący.
Konsystencja jest ciekawa. Na pierwszy rzut oka sprawia wrażenie dużo bardziej gęstej niż jest w rzeczywistości. Przy myciu twarzy widać już dokładnie jaka jest lekka, delikatna. Bardzo delikatnie działa. Oczyszcza skórę z zanieczyszczeń, sebum, potu, kurzu, ale robi to w sposób delikatny. Dla wielu z Was ważne jest zapewne czy poradzi sobie ze zmyciem makijażu - moim zdaniem nie, będzie do tego za słaba. Nie podrażnia, nie uczula. Nie wysusza skóry, co jest dla mnie bardzo ważne. Nie zauważyłam też żadnego wpływu na zmiany trądzikowe. Ani ich nie zmniejszył ani nie zwiększył, więc pod tym względem jest to neutralny kosmetyk. Warto wspomnieć o składzie emulsji, który jak na warunki drogeryjne i na taką cenę jest naprawdę bardzo dobry i nie ma się do czego przyczepić.
Emulsja jest niezbyt wydajna. Do umycia twarzy trzeba użyć solidną ilość, bo jest bardzo delikatna i zachowuje się jak mleczko. Szybko się więc skończy, co jest minusem.

środa, 21 stycznia 2015

Bananowa uczta dla włosów z maską Kallos

Pierwszą maską z firmy Kallos jaką wypróbowałam była bardzo sławna maseczka Latte. Moje włosy polubiły ją od pierwszego użycia. Kiedy dowiedziałam się o istnieniu maski w wersji bananowej wiedziałam, że musi być moja. Jestem fanką wszystkiego co bananowe. Wzmacniająca włosy maska z kompleksem multiwitamin o bananowym zapachu gości u mnie od końca listopada. Używam jej 1-2 razy w tygodniu i powiem krótko: uwielbiam :)




Opakowanie jest ogromne. Proste, w kolorze żółtym (nawiązującym zapewne do koloru bananów) z białą zakrętką. Opakowanie jest duże i ciężkie. Zakrętka może przysporzyć trochę problemu przy odkręcaniu pod prysznicem mokrymi dłońmi. Opakowanie ma duży otwór, bez problemu można wydobyć odpowiednią ilość maski.




Zapach jest piękny i na pewno spodoba się wszystkim fanom bananowych i słodkich aromatów. Maska pachnie intensywnie bananowo, ale są to bardzo słodkie banany. Przypomina mi trochę syrop bananowy używany w dzieciństwie, ale nazwy nie mogę sobie przypomnieć.


Konsystencja maski jest bardzo gęsta, treściwa. Kiedy nabieramy ją z opakowania nie spływa z dłoni. Jest gęsta, bardzo wydajna i nie trzeba jej dużo, aby pokryć całe włosy.




Pojemność jest ogromna, bo aż 1000 ml.

Cena to około 10-11 zł.


Działanie
Od producenta:
Bananowa maska z zawartością aktywnych składników - A, B1, B2, B3, B5, B6, C, witamina E, olej z oliwek i ekstrakt banana - błyskawicznie nawilża, odmładza i pobudza włosy. Tworzy specjalną warstwę ochronną na włosach, dzięki czemu są bardziej odporne na szkodliwe działanie gorącego powietrza oraz inne czynniki atmosferyczne. Rozjaśnia, nadaje gładkość i miękkość suchym, słabym, matowym włosom.

Skład:
Skład: Aqua, Cetearyl Alcohol, Cetrimonium Chloride, Olea Europaea Oil, Parfum, Citric Acid, Cyclopentasiloxane, Dimethiconol, Propylene Glycol, Musa Sapientium Fruit Extract, Niacinamide, Calcium Pantothenate, Sodium Acsorbyl Phosphate, Tocopheryl Acetate, Pyridoxine HCI, Maltrodextrin Sodium Starch, Octenylsuccinate Silica, Benzyl Alcohol, Methylchloroisoth Iazolinone, Methylisothiaz Olinone.


Moja opinia...

Opakowanie jest bardzo proste, takie zwyczajne. Zważywszy na dużą pojemność maski jest ciężkie i trochę niewygodne, zwłaszcza jeżeli używamy tego typu produktów pod prysznicem. Wtedy ciężko utrzymać duży, ciężki słój maski mokrymi rękoma. Na plus jest otwór o dużej średnicy - można bez problemu wydobyć odpowiednią ilość maski nawet kiedy produkt dobiega do denka :)

Zapach to coś pięknego :) Jeżeli lubicie banany to na pewno Wam się spodoba. Słodki, bardzo bananowy. Na moich włosach utrzymuje się kilka godzin od umycia włosów.

Konsystencja maski jest bardzo gęsta, treściwa, jak to na maskę przystało. Takie produkty lubię. Mimo, że mam włosy długie to używam jej niewiele, bo moje kłaczki są cienkie i delikatne. Maska z łatwością rozprowadza się na włosach, nie spływa z nich. Producent zaleca trzymać ją na włosach około 5 minut, ale oczywiście można potrzymać ją sobie nawet pół godziny pod ciepłym ręcznikiem i zrobić dłuższą kurację :)
Po tej masce moje włosy są bardzo dobrze nawilżone i wygładzone. Nie obciąża moich cienkich i delikatnych włosów, ale naprawdę uważam z ilością i nie przesadzam. Nie wzmaga przetłuszczania się włosów,ale też nie ogranicza go. Ja zazwyczaj nakładam maski na włosy od ucha w dół. Włosy wyglądają zdrowo, pięknie się błyszczą, naprawdę zyskały na połysku. Są gładkie, o wiele lepiej się układają. Nie mam problemu z rozczesaniem włosów. Maska jest niesamowicie wydajna, a przy tak ogromnej pojemności nie jestem w stanie sobie wyobrazić kiedy ją zużyję. Cena jest bardzo niska w stosunku do pojemności i działania.

Coraz bardziej lubię kosmetyki Kallos i mam ochotę poznać kolejne :)

wtorek, 20 stycznia 2015

Nowości kosmetyczne: Coloris, Maybelline, Hakuro, My Secret, Biedronka, Garnier, Beauty Formulas - DUŻO ZDJĘĆ!

Witam serdecznie!

Jest zły humor? Jest. Jest choroba? Jest. Co trzeba zrobić? Poprawić sobie samopoczucie. A jak to najlepiej zrobić? Wiadomo, że poprzez zakupy :) A teraz już na poważnie. Ostatnio uzbierało mi się kilka nowości i chciałam Wam je pokazać. Zacznę od kontynuacji współpracy z firmą Coloris Cosmetics. Mogłam wybrać sobie kilka kosmetyków do testów. Wybrałam 3, a zobaczcie same ile niespodzianek dostałam :)



Są tutaj balsamy do ust, peeling do ust, krem do rąk, zmywacz do paznokci w chusteczkach, oliwka do paznokci na bazie olejku arganowego,lakier do paznokci, tusz do rzęs i serum przyspieszające wzrost rzęs - ten produkt najbardziej mnie ciekawi :)


Dalej mam skromne nowości z kolorówki. Cienie do powiek z firmy Maybelline i pędzelek z Hakuro zamówiłam na cocolita.pl. Paletka z My Secret dostępna jest w drogeriach Natura.



Cienie Maybelline w kolorze 10 Sunbaked Neutrals to zestaw 8 cieni w neutralnych kolorach. Mamy tutaj odcienie wanilii, beżów, brązów, miedzi i oliwki. Jak widzicie na zdjęciu już je macałam :) Jeśli chodzi o wykończenia znajdziemy tutaj zarówno mat, perłę i drobinkę. Cienie są miękkie i łatwo się rozcierają. Paletka jest mała, z łatwością zmieści się w kosmetyczce i nie zajmie dużo miejsca.



Druga paletka to propozycja neutralnych cieni z My Secret o nazwie Romantic Date. Tutaj wszystkie cienie są matowe. Kolorystyka jest tak dobrana, że będzie pasowała praktycznie każdemu. Paletka zawiera cztery cienie: kremowy beż, jasny łososiowy róż, jaśniejszy i ciemniejszy brąz. Są dobrze napigmentowane, nie są suche ani tępe, jak na maty mają dość przyjemną, lekko kremową konsystencję.



Pędzelek Hakuro H77 do rozcierania cieni bardzo mi się przyda :) Makijaż oka to dla mnie nadal wyzwanie, ciągle się uczę i mam nadzieję, że ten pędzelek naukę mi uprzyjemni.



Nowości z pielęgnacji jest dosłownie sztuk trzy. Same niezbędne rzeczy, zresztą zobaczcie i oceńcie same.



Plastry oczyszczające na nos z Beauty Formulas. Mam nadzieję, że poradzą sobie z tym z czym przyjdzie im się zmierzyć :D Cena 13 zł/6 sztuk (Natura).



Żel pod prysznic Fruit Kiss wersja Exotic Passion, kupiony w Biedronce. Nie wiem ile kosztował, bo kupowała go mama (maksymalnie kilka zł - 5? za 300 ml). Pięknie pachnie, bardzo orzeźwiająco, ślicznie wygląda i już samym swoim wyglądem poprawia humor :) Dobrze myje, fajnie się pieni.



Dezodorant w kremie z Garniera bardzo mnie intrygował od chwili kiedy pojawił się w sprzedaży. W końcu go mam i ciekawość swoją zaspokoję :) Cena około 15 zł/40 ml.



To już wszystko. Proszę Was, rozgrzeszcie mnie z tylu nowości i pochwalcie się co Wam nowego ostatnio wpadło w łapki :)

poniedziałek, 19 stycznia 2015

Ulubione szminki/pomadki do ust

Cześć dziewczyny :)

Kiedy ostatni raz było na blogu o kosmetykach kolorowych do ust? Dawno, bardzo dawno temu. Mam na imię Emilia, jestem szminkoholiczką, wcale nie anominową :) Dzisiaj pokażę Wam kilka moich ostatnio ulubionych produktów do ust w przeróżnych kolorach i przystępnych cenach, mam nadzieję, że coś Wam się spodoba :)




Na ustach:


To pomadka, którą ostatnio noszę na ustach najczęściej. Ma przepiękny odcień pudrowego różu. Na żywo bardzo podobna do popularnej Airy Fairy z firmy Rimmel. Będzie pięknie podkreślała chłodne typy urody. Szminka jest kremowa, nawilżająca. Utrzymuje się na ustach około 2-3 godzin. Zapach przypomina trochę stare pomadki, ale nie jest to aż tak silny zapach żeby przeszkadzał w użytkowaniu. Cena pomadki to 9-10 zł.



Coś dla fanek brzoskwinek i pomarańczy. Na żywo odcień jest bardziej żywy. Szminka jest bardzo kremowa, z łatwością się nią maluje, miękko sunie po ustach, trzeba uważać żeby nie wyjechać sobie na policzek. Komfort noszenia na ustach jest bardzo wysoki. Szminka jest nawilżająca, kremowa. Utrzymuje się krótko, około 1-2 godzin. Cena 5,90 w drogeriach internetowych :)



Bardzo znana pomadka z asortymentu Maybelline. Kolor bardzo delikatny, dziewczęcy, uroczy. Nie jest to mocno kryjąca pomadka, daje trochę transparentne wykończenie. Jest lekko satynowa,ale nie błyszcząca. Utrzymuje się około 3 godzin. Na ustach wygląda naturalnie i delikatnie. Jest kremowa, bardzo komfortowa w noszeniu na ustach. Cena to około 26-28 zł.





Na ustach:


Kolejna szminka z firmy MUA to kolor pomiędzy różem a czerwienią. Śliczny i bardzo twarzowy odcień w ciepłej tonacji. Konsystencja, trwałość, cena i dostępność taka sama jak przy poprzedniej szmince z tej firmy.



Matowa pomadka w formie błyszczyka z firmy Essence. Czy ona taka matowa to ja nie wiem... Ale na pewno śliczna! Kolor intensywny. Łatwo się nakłada przy pomocy wygodnego aplikatora jak w przypadku błyszczyków. Utrzymuje się około 1-2 godzin (bez picia i jedzenia), nie wysusza ust. Cena to około 10 zł.



Jeśli chcesz mieć naprawdę trwały makijaż ust wybierz Lip Tint z Bell. Trzyma się naprawdę cały dzień, od rana do późnego wieczora. Pigment 'wżera' się w usta, barwi je i nic nie jest w stanie go stamtąd zedrzeć. Dostępnych jest dużo pięknych kolorów - mój w opakowaniu wyglądał jak czysty fiolet, a na ustach jak dojrzała jagoda :) Cena: 10 zł.




Na ustach:


Jedna z moich ulubionych pomadek. Po pierwsze - kolor. Piękny! Zgaszony,przybrudzony ciemny róż. Pomadka sama w sobie jest nawilżająca, bardzo kremowa, dość miękka - trzeba uważać żeby się nie złamała. Dobre krycie, dobra trwałość (około 3 godzin). Nawilża, nie podkreśla suchych skórek. Uwielbiam :) Cena: 10-12 zł.



Szminki, które są bardzo dobrze znane. Matowe pomadki o świetnym stopniu krycia. Chociaż matowe, to w konsystencji bardziej aksamitne, właśnie welwetowe - jak sama nazwa wskazuje. Trwałość jest świetna, na moich ustach trzymają się 6-7 godzin (z jedzeniem, piciem i dużą ilością gadania). Niestety mogą trochę wysuszać usta i podkreślać suche skórki (jeżeli takowe posiadamy). Cena około 11 zł.


Coś Wam wpadło w oko? :) Koniecznie podzielcie się ze mną swoimi szminkowymi ulubieńcami :)