czwartek, 30 kwietnia 2015

Marion, Żel peelingujący do ciała o zapachu białej czekolady z pomarańczą

Jestem fanką peelingów do ciała z Joanny i kiedy zobaczyłam ten z Marion pomyślałam, że mogą być podobne (pomyślałam tak chyba ze względu na buteleczkę, z tego co pamiętam te małe peelingi Joanny kiedyś miały identyczne opakowania). Cena była bardzo kusząca - 3,50 zł. Równie kuszący był zapach - biała czekolada i pomarańcza.




Opakowanie jest małe, zgrabne. Całkowicie przezroczyste, więc widać ile produktu znajduje się w środku. W podróży idealne, nie zajmuje dużo miejsca w kosmetyczce, zamknięcie na "klik", porządne i nie powinno się otworzyć w bagażu. Z tyłu opakowania napisy w języku polskim, skład i informacje o producencie. Otwór, przez który wypływa żel jest niewielki, więc wygodnie i bez problemu można wydobyć odpowiednią ilość produktu.


Zapach jest ładny, zdecydowanie bardziej pomarańczowy niż czekoladowy. Gdzieś "z tyłu" delikatnie można wyczuć nutkę słodkiej czekolady, ale to bardzo subtelna nutka. Zapach jest delikatny, wyczuwalny tylko w opakowaniu. Podczas kąpieli szybko się ulatnia, na skórze również nie zostaje.


Konsystencja jest średnio gęsta, jak typowy żel. Ma w sobie zatopione małe drobinki. Pieni się bardzo słabo.




Pojemność 100 ml.

Cena około 3-4 zł.


Działanie
Od producenta:
Formuła żeli peelingujących Marion oparta została na kompleksie odżywiającym skórę oraz mikrogranulkach, które usuwają zanieczyszczenia i martwe komórki naskórka. Dzięki lekkiej, żelowej konsystencji, żele delikatnie myją i oczyszczają skórę z martwych komórek, nie niszcząc warstwy hydrolipidowej naskórka. Poprawiają ukrwienie i koloryt skóry, sprawiają, że skóra staje się bardziej miękka, gładka i elastyczna. Przeznaczone do codziennej pielęgnacji każdego rodzaju skóry z wyjątkiem bardzo wrażliwej.
Zostawiają na skórze cudowny aromat, do wyboru:
- świeżo palona kawa,
- biała czekolada z pomarańczą,
- mleczko kokosowe,
- truskawka z wanilią

Skład:
Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, Polyethylene, Acrylates Crosspolymer, Glycerin, Propylene Glycol, Polyquaternium-7, Carbomer, Triethanolamine, Vitis Vinifera (Grape) Seed Powder, Prunus Armeniaca Seed Powder, Red 40 Lake, Parfum, Benzyl Alcohol (and) Methylchloroisothiazolinone (and) Methylisothiazolinone, Citric Acid, Limonene, Linalool, CI.15985.




Moja opinia...
Opakowanie bardzo podobne do opakowań małych peelingów z Joanny. Teraz chyba Joanna zmieniła je na bardziej płaskie,ale kiedyś miała właśnie takie jak Marion. To podobieństwo zasugerowało mi, że ten peeling może być tak samo fajny jak te z Joanny, które uwielbiam.
Konsystencja jest w porządku, ani za rzadka ani za gęsta. W przypadku peelingu wolę gęste, w formie pasty, no ale tutaj mamy żel peelingujący więc nie będę się czepiać.
Zapach jest lekki, dość przyjemny, zdecydowanie bardziej pomarańczowy niż czekoladowy. Nie jest to tak cudowny zapach jak w przypadku peelingów Joanny,tutaj nie ma co porównywać. Lekki zapach, delikatna chemiczna nuta jest. Nie utrzymuje się ani na skórze ani podczas kąpieli, czuć go tylko w opakowaniu.
Żel pieni się bardzo słabo. Osobiście lubię jak produkt do kąpieli pieni się mocniej, bo mam wrażenie, że myje - a nie tylko ślizga się po skórze. Co do działania peelingującego też jest bardzo słabo - drobinki są małe, średnio ostre, ale jest ich tak mało, że nie dają rady porządnie zetrzeć i usunąć martwy naskórek. Ja lubię porządne zdzieraki, mocne peelingi. Decydując się na żel peelingujący wiedziałam, że będzie delikatniej działał, ale myślałam, że zrobi cokolwiek. Ten kosmetyk nie usuwa martwego naskórka, nie wygładza skóry, po jego użyciu skóra nie jest ani gładsza, ani bardziej miękka, ani przyjemniejsza w dotyku. Wydajność też jest kiepska, po 2 użyciach nie mam już ponad połowy opakowania. Dla mnie niestety ten kosmetyk to niewypał.

Znacie? Próbowałyście? :)

poniedziałek, 27 kwietnia 2015

Miss Sporty Studio Lash 3D Volumythic - bardzo fajny tusz do rzęs

Cześć :)

Gdyby każda z nas miała wybrać jeden kosmetyk do makijażu, bez którego nie wyobraża sobie makijażu to jestem prawie pewna na 100% większość odpowiedziałaby, że tusz do rzęs. I właśnie o tuszu dzisiaj pogadamy. O całkiem fajnym tuszu! Miss Sporty Studio Lash 3D Volumythic to jeden z moich ulubieńców.





Opakowanie jest klasyczne, podłużne, w żółtym kolorze. Bardzo podobne do sławnego tuszu z Lovely. Szczoteczka jest silikonowa, nieco wygięta, z licznymi silikonowymi ząbkami.




Na opakowaniu mamy pokazaną szczoteczkę, więc teoretycznie nie trzeba odkręcać tuszu przed zakupem żeby zobaczyć czy będzie nam ona pasowała. W praktyce jednak obrazek to jedno, a rzeczywistość co innego, więc porównamy prawdziwy wygląd szczoteczki z tym schematycznym.




Jak widać szczoteczka jest lekko zakrzywiona, delikatnie wyprofilowana. Silikonowe ząbki są różnej długości,gęsto rozmieszczone. Na szczoteczce zbiera się idealna ilość tuszu, nie za dużo, nie za mało.


Zapach lekko wyczuwalny, nieco chemiczny ale bez przesady. Typowy zapach tuszu do rzęs.

Konsystencja na początku jest zbyt rzadka i tusz nie daje zadowalających efektów. Dopiero po około 1,5-2 tygodniach gęstnieje i wtedy jest naprawdę fajny.

Pojemność 8 ml.

Cena około 13 zł.

Działanie
Od producenta:
Tusz do rzęs podkręcający i wydłużający w 3 wymiarach.
Większa objętość rzęs i głębsze spojrzenie, dzięki nowej szczoteczce tuszu Volumythic.

Moja opinia...
Opakowanie mi się podoba, dzięki temu rażącemu żółtemu kolorowi rzuca się w oczy. Duży plus za to, że na opakowaniu pokazany jest wygląd szczoteczki. Daje to przynajmniej szansę, że przed zakupem w drogerii ktoś nie otworzy tuszu żeby sprawdzić szczoteczkę.
Szczoteczka bardzo mi odpowiada. Lubię silikonowe, z dużą ilością wypustek. Naprawdę fajnie i wygodnie się nią maluje. Jest lekko wyprofilowana, co sprawia że dobrze podkręca rzęsy. Tusz po około 2 tygodniach nabiera odpowiedniej konsystencji, na początku jest zdecydowanie za rzadki i ciężko uzyskać nim fajny efekt. Ale jak już zgęstnieje to potrafi dużo dobrego zrobić z rzęsami. Po pierwsze - bardzo dobrze wydłuża. Moje rzęsy są teraz całkiem niezłe (po odżywce INVEO), ale tusz dodaje im sporo długości. Pięknie podkręca rzęsy. Są uniesione, oko optycznie otwarte, wygląda na większe. Pogrubia delikatnie, jeżeli chcemy uzyskać mocne pogrubienie i większą objętość rzęs to niestety może się to skończyć odwrotną sytuacją - tusz ma tendencję do sklejania. Nie wysycha ekspresowo, więc bez problemu można rozczesać rzęsy. Tusz jest trwały i nie osypuje się, zostaje na rzęsach od rana do wieczora. Pod koniec jego przydatności, czyli po około 3-4 miesiącach zaczyna się osypywać po 6-7 godzinach, ale to i tak już czas na wymianę tuszu na nowy. Nie podrażnia oczu, nigdy mi się nie zdarzyło żeby wywołał pieczenie czy łzawienie, a mam oczy wrażliwe.


Teraz zdjęcia, na rzęsach mam 2 warstwy tuszu.






Jak Wam się podoba? :)

sobota, 25 kwietnia 2015

Ulubieńcy kwietnia 2015

Już niedługo koniec kwietnia, więc czas na podsumowania. Ulubieńców i zużyć. Jako pierwsi będą ulubieńcy. Nie ma wiele tych produktów, ale są naprawdę dobre i każdy mogę serdecznie polecić.





Zacznę od makijażu, bo tego (jak zwykle) jest najmniej.



Wibo, Smooth'n Wear matujący i wygładzający puder do twarzy - coraz bardziej lubię firmę Wibo, więc skusiłam się na ich puder. I był to dobry wybór! Puder przepięknie wygląda na twarzy, wygładza ją, sprawia że wygląda jak po photoshopie :D A tak na poważnie - świetnie wygładza, skóra wygląda bardzo naturalnie, nie widać że mamy puder (i podkład) na twarzy. Matuje na około 4-5 godzin. Ja mam kolor nr 2, z tego co pamiętam są tylko 3 odcienie tego pudru, ale wszystkie podobne do siebie. Nie daje dużo koloru, więc nie ma obaw, że przyciemni podkład. Dobry puder wygładzający za około 10 zł :)
Celia, pomadka NUDE nr 602 - podoba mi się w niej wszytko poza konsystencją. Sztyft jest tak miękki, że pomadka roztapia się i łamie. Kolor śliczny, na moich ustach wygląda na łososiowo-różowy. Nawilżająca, lekko transparentna, pięknie pachnąca, w ślicznym opakowaniu.




Maść ochronna z witaminą A - pisałam o niej tutaj (klik). Ja używam jej przede wszystkim pod oczy, na suche skórki, na otarcia,skaleczenia, przesuszone partie skóry. Sprawdza się świetnie - nawilża, natłuszcza, regeneruje i wspomaga gojenie ran.
Alterra krem pod oczy "Winogrona BIO i Biała Herbata BIO" - pisałam o nim tutaj (klik). Bardzo fajny, lekki krem na dzień. Nadaje się pod makijaż. Przyjemnie nawilża i wygładza skórę pod oczami. Nie uczula, nie podrażnia, nie powoduje pieczenia nawet u osób z wrażliwymi oczami. I jest bardzo wydajny :)




Balea Bodycreme Bezaubernde Freude - czyli krem do ciała w wersji morela i bazylia. Dla mnie on pachnie gumą balonową z dzieciństwa :) Ma lekką konsystencję, na skórze zachowuje się jak mleczko. Przyjemnie się rozprowadza, szybko wchłania i dobrze nawilża. Zapach nie utrzymuje się długo. Jest bardzo wydajny, a opakowanie ma aż 500 ml. Na wiosnę i lato kosmetyk idealny.
Isana, zmywacz do paznokci o zapachu migdałów - dobrze znany i lubiany, a u mnie gości po raz pierwszy. Bardzo go polubiłam. Szybko zmywa lakier niezależnie od tego czy to zwykły kremowy czy piaskowy. Z brokatami też dobrze sobie radzi, ale potrzebuje trochę więcej czasu. Nie przesusza płytki paznokcia. Nie pachnie pięknie, ale też nie jest najgorzej. Świetny i tani zmywacz :)


Znacie coś z moich ulubieńców? Co Wam skradło serca w kwietniu? :)

piątek, 24 kwietnia 2015

Alva, Aktywny krem oczyszczający z serii Rhassoul

To, że mam problemy z cerą nie jest tajemnicą. Raz jest lepiej, raz gorzej, ale ogólnie moja cera ma duże tendencje do trądziku. W związku z tym bardzo ucieszyłam się kiedy w przesyłce od Bio-beauty znalazłam Alva, Aktywny krem oczyszczający z serii Rhassoul przeznaczony do cery tłustej i mieszanej.




Opakowanie kremu to tubka stojąca na zakrętce zamykanej na "klik". Tubka jest średnio miękka, z łatwością można wydobyć krem, szata graficzna utrzymana w ciemno czerwonej/bordowej kolorystyce. Otwór dozujący jest niewielki. Z tyłu opakowania naklejka z informacjami w języku polskim, niestety napisy szybko się zamazują.





Zapach jest intensywny, mocno ziołowy, bardzo świeży i orzeźwiający.

Konsystencja kremu jest bardzo gęsta, treściwa. Jest to biały, naprawdę bogaty krem. Jak widać na zdjęciach podczas rozsmarowywania zostawia białą warstwę na skórze, ale szybko się wchłania.




Pojemność 75 ml.

Cena 45,10 zł - do kupienia tutaj (klik).


Działanie
Od producenta:
Aktywny krem oczyszczający Rhassoul dzięki dużej zawartości czystych, naturalnych olejków eterycznych przeciwdziała powstawaniu wyprysków i zaskórników. Wyciąg z rumianku łagodzi, olej jojoba i naturalna witamina E wygładzają a aloes i wyciąg z alg morskich nawilżają i utrzymują naturalny poziom nawilżenia skóry.
Naturalny i organiczny kosmetyk posiadający certyfikat Ecocert.

Skład:



Moja opinia...
Opakowanie jest ładne, przyjemna dla oka szata graficzna, porządne zamknięcie. Otwór dozujący niewielki, więc z łatwością wydobędziemy odpowiednią ilość kremu.
Zapach jest kwestią gustu, natomiast dla mnie ten zapach jest raczej przyjemny. To świeży, mocno ziołowy zapach, który jest wynikiem dużej ilości naturalnych składników kremu.
Konsystencja jest treściwa, bogata, krem jest naprawdę gęsty. Mimo to dość łatwo się rozprowadza i wchłania w przeciągu 5 minut.
Pierwsze co zauważyłam to szybsze gojenie się wyprysków. Krem pomaga złagodzić ropne, czerwone wypryski w stanie zapalnym. Już po dwóch dniach stosowania widziałam różnicę - wypryski były wyraźnie mniejsze, przestały boleć i ich kolor przestał być intensywnie czerwony. Krem naprawdę pomaga pozbyć się i wygoić bolące, duże pryszcze. Kolejny plus to fakt, że krem normalizuje cerę poprzez zmniejszenie przetłuszczania się. Oczywiście nadal trochę się świecę, ale w porównaniu z tym co było przed stosowaniem kremu - jest świetnie. Do tej pory mój makijaż wyglądał dobrze przez około 5 godzin, później twarz była bardzo tłusta i podkład z pudrem nie miał szans. Teraz spokojnie po 10 godzinach nie wyglądam jak wysmarowana masłem. Krem zmniejsza widoczność porów, jeżeli tak jak ja macie problem z rozszerzonymi i mocno widocznymi porami to on pomoże. Co do zaskórników to nie jestem do końca przekonana. Nie mam ich mniej, ale są bledsze, mniej widoczne, więc to dla mnie też powód do radości.
Krem mimo swojej gęstej konsystencji wchłania się praktycznie do matu, ale nie takiego całkowitego, płaskiego - skóra jest matowa z lekką nutą satynowości, a mówiąc wprost po prostu wygląda zdrowo i ładnie. Krem nadaje się pod makijaż. Nie wysusza, ale też nie nawilża wybitnie. Pod względem nawilżania i odżywiania jest przyjemny, ale nie ma szału. Szał jest natomiast jeśli chodzi o wydajność. Krem jest gęsty, więc nie potrzeba go dużo - dzięki temu wydajność jest naprawdę bardzo dobra i myślę, że spokojnie wystarczy na ponad pół roku używania. Polecam dla skór tłustych, mieszanych ze skłonnością do trądziku.





Kosmetyk otrzymałam w ramach współpracy.
Fakt otrzymania kosmetyku do testu nie miał wpływu na moją opinię.

poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Maść ochronna z witaminą A - cudo za mniej niż 4 zł!

Maść ochronna z witaminą A to bardzo dobrze znany i ceniony produkt. Kiedyś używałam go bardzo często, później jakoś o nim zapomniałam. Na szczęście od niedawna znowu gości w mojej kosmetyczce i niezmiennie zachwyca swoim działaniem.






Opakowanie nie jest najwygodniejsze. Tubka jest dość sztywna i kiedy kosmetyk zbliża się do dna ciężko go wydobyć.

Zapach maści jest właściwie niezbyt wyczuwalny, bardzo delikatny, kremowy. Ja mam maść z firmy Hasco-Lek, która pachnie cytrusami - bardzo delikatnie, ładnie.






Konsystencja jest bardzo gęsta. To bardzo mocno kremowa, gęsta, treściwa maść. Jest dość tłusta i zostawia na skórze tłustą warstwę.

Pojemność 25-30 g.

Cena od 2 do 4 zł (w zależności od firmy, pojemności, apteki).

Skład:




Działanie
Maść z witaminą A ma bardzo dużo zastosowań i właściwości.
- działanie przeciwzmarszczkowe - witamina A posiada właściwości przeciwzmarszczkowe - stymuluję odnowę komórkową i przyspiesza naturalny proces złuszczania się naskórka. Witamina A wpływa na znajdujące się w skórze włókna kolagenowe i elastynowe. Są one odpowiedzialne za elastyczność oraz jędrność skóry. Wraz z wiekiem, działaniem czynników zewnętrznych, wolnych rodników, promieniowaniem słonecznym i wieloma innymi czynnikami włókna ulegają stopniowemu niszczeniu i jest ich w skórze coraz mniej. Kosmetyki z witaminą A pomagają wzmocnić te włókna oraz wpływają pozytywnie na produkcję kolagenu. W efekcie tego drobne zmarszczki ulegają wygładzeniu.

- usunięcie przebarwień - różnego rodzaju przebarwienia, plamy pigmentacyjne zlokalizowane w obrębie naskórka ulegają spłyceniu lub całkowitemu usunięciu na skutek szybszego złuszczania się naskórka co zapewniają preparaty z zawartością retinoidów - czyli właśnie m.in. witamina A.

- leczenie trądziku - każdy kto ma problem z trądzikiem powinien spróbować maści z witaminą A. Maść działa nakładana punktowo na ropne, bolące wypryski. Łagodzi stan zapalny oraz redukuje nadmierną keratynizację i produkcję łoju, które powodują zaczopowanie ujścia gruczołu łojowego i powstawanie wyprysków. Maść wspomaga gojenie się naskórka, pryszcze znikają o wiele szybciej niż można sobie wyobrazić.

- łagodzenie i natłuszczanie skóry problematycznej - czyli bardzo suchej,wrażliwej, z problemem atopowego zapalenia skóry oraz łuszczycy. Maść silnie natłuszcza przesuszone, popękane, łuszczące się miejsca. Łagodzi oraz przyspiesza proces regeneracji naskórka. Likwiduje suche skórki, szorstkość, nadwrażliwość skóry - sprawdzi się więc na stopy, kolana, łokcie, bardzo suche dłonie.

- świetny balsam do ust - działa jak kompres na suche i spierzchnięte usta. Nawilża, natłuszcza, chroni przed czynnikami zewnętrznymi, regeneruje.

- przyspiesza gojenie się ran, skaleczeń, otarć - trzeba pamiętać tylko żeby nie nakładać maści na otwartą ranę. Wspomaga gojenie, przyspiesza regenerację. Świetny na skaleczenia, otarcia. Ja niestety jestem trochę ofiara losu i ciągle coś sobie robię - a to się skaleczę, zadrapię, zetrę skórę :/ Ostatnio podczas kataru naskórek nosa miałam zdarty do krwi - maść przyniosła ulgę i szybko zregenerowała skórę.

- krem pod oczy - maść możemy używać jako krem pod oczy. Dzięki swojemu działaniu ochronnemu, natłuszczającemu, regenerującemu oraz przeciwzmarszczkowemu będzie świetnym kremem pod oczy.




Lubicie, używacie maść z witaminą A? Znacie jeszcze jakieś zastosowania tej maści ?



sobota, 18 kwietnia 2015

Lirene, Cera Wrażliwa, odżywczy krem przeciwzmarszczkowy SPF 30

Cześć!
Dzisiaj chciałabym opowiedzieć trochę o bardzo fajnym kremie z całkiem wysokim filtrem przeciwsłonecznym i w bardzo przystępnej cenie. Mowa o Lirene, Cera Wrażliwa, odżywczy krem przeciwzmarszczkowy SPF 30.





Opakowanie- krem oryginalnie zapakowany jest w kartonik utrzymany w biało-niebiesko-zielonej kolorystyce. W środku znajduje się plastikowy słoiczek zabezpieczony sreberkiem, co daje pewność,że nikt nie otwierał kremu przed zakupem.





Zapach bardzo delikatny. Jest to zapach typowego kremu, przyjemny i subtelny.


Konsystencja - krem jest biały, średnio gęsty, ale dość lekki. Nie jest na pewno tłusty, nie bieli skóry.





Pojemność 50 ml.

Cena około 18 zł.


Działanie
Od producenta:
Odżywczy krem przeciwzmarszczkowy na dzień SPF 30. Bogata formuła kremu została oparta na unikalnych składnikach, które stanowią skuteczną kurację przeciwzmarszczkową dla skóry wrażliwej. Połączono działanie Sensiline® (wyciąg z lnu) oraz masła koi skórę i chroni przed negatywnym działaniem czynników zewnętrznych. Oleju z avocado i z pestek z jabłka odżywiają, nawilżają i wygładzają, jednocześnie zmniejszając podatność skóry na podrażnienia. Innowacyjny peptyd stymuluje syntezę kolagenu, przyśpieszając regenerację i odnowę komórek skóry. Efekty stosowania: wygładzenie zmarszczek. Ukojenie i złagodzenie podrażnień. Zmniejszenie uczucia „ściągania” i pieczenia skóry. Wzmocnienie naturalnych procesów regeneracji. Przeciwdziałanie utracie wody i przesuszeniu. Krem łagodzi podrażnienia, intensywnie odżywia i wygładza zmarszczki, przywracając skórze naturalną jędrność i elastyczność. 0% parabenów. Przebadano dermatologicznie. Potwierdzone bezpieczeństwo i skuteczność.

Skład:



Moja opinia...
Bardzo fajnie, że krem jest zabezpieczony sreberkiem - to daje pewność, że nikt go przed nami nie otwierał. Opakowanie jest plastikowe, takie trochę liche, ale to już kwestia gustu.
Krem ma przyjemny zapach. Dla mnie to delikatniejsza wersja typowych kremowych zapachów w typie kremu Dove czy Nivea. Bardzo przyjemny zapach, ale nie czuć go na skórze.
Krem jest dość gęsty, ale nie tłusty. Nie jest to bardzo bogaty, treściwy krem. Na skórze jest dość lekki, łatwo się rozprowadza, wchłania w przeciągu 10 minut i nie bieli skóry.
Krem przepięknie nawilża skórę. Odczuwalne jest naprawdę mocne nawilżenie i odżywienie. Skóra jest bardziej elastyczna, przyjemna w dotyku, miękka, jędrna, napięta (w pozytywnym tego słowa znaczeniu), po prostu czuć, że jest odpowiednio nawilżona. Krem widocznie regeneruje skórę ze skłonnością do nadwrażliwości. Mi pomógł w złagodzeniu zaczerwienień oraz przesuszonej, lekko łuszczącej się skóry. Krem chroni skórę przed czynnikami zewnętrznymi. Najbardziej odczuwałam to oczywiście zimą. Chronił przed wiatrem i mrozem, skóra nie traciła nawilżenia co o tej porze roku często się zdarza. Co do działania przeciwzmarszczkowego to na pewno takowe jest ze względu na całkiem niezłą ochronę przeciwsłoneczną (SPF 30), więc krem chroni przed fotostarzeniem. Krem nie wchłania się do matu, zostawia lekko błyszczącą się skórę. Świetnie nadaje się pod makijaż, ale trzeba odczekać chwilę dłużej żeby dokładnie się wchłonął (10-15 minut) i makijaż wygląda i utrzymuje się na nim bardzo dobrze.
Bardzo polubiłam ten krem i z pewnością będę do niego wracać :)

środa, 15 kwietnia 2015

Selfie Tag!

Cześć!
Dawno nie było żadnego tagu, więc dzisiaj to nadrobimy :) Ostatnio popularny na YouTube oraz na blogach jest 'Selfie Tag', na który Was dzisiaj zapraszam :)





1. Jaka jest twoja najlepsza cecha fizyczna?
Ciężko mi odpowiedzieć na to pytanie. Prawda jest taka, że ja raczej nic w sobie tak szczególnie nie lubię. Jeżeli już musiałabym wybrać to chyba moje włosy - podoba mi się ich kolor i to, że są falowane i dłonie - są dość szczupłe, proporcjonalne, mam długie i szczupłe palce oraz wąskie (mój chłopak mówi,że jak patyki) nadgarstki.


2. Gdybyś mogła odwiedzić jakiekolwiek miejsce na ziemi to gdzie byś pojechała i dlaczego tam?
Od kilku lat bardzo chciałabym pojechać do Indii. Indie to w moim odczuciu bardzo specyficzny kraj i kultura. Współistnienie obok siebie wielkiego bogactwa i skrajnej biedy jest (podobno, nie wiem na pewno,bo nie widziałam na własne oczy) tak kontrastujące ze sobą, że wręcz surrealistyczne. Bardzo chciałabym zobaczyć wspaniałe świątynie, obowiązkowo Tadź Mahal.


3. Co potrzebujesz żeby poczuć się lepiej gdy jesteś chora ?
Potrzebuję mojego łóżka z wieloma poduszkami i ciepłą kołdrą. Przydałby się jeszcze mój chłopak żeby przytulił i zrobił herbatę ;) oraz komputer z dostępem do Internetu.


4. Jaką jedną poradę dałabyś młodzieży i dlaczego?
Nie dajcie sobą pomiatać i nie idźcie ślepo za tłumem. Nie rozumiem takiego zachowania, z którym często się spotykam, bo mam siostrę w wieku nastoletnim. Powielanie czyjegoś zachowania, brak własnego zdania, zachowywanie się tak samo jak inni tylko po to żeby być akceptowanym. Ja rozumiem, że w młodym wieku jest silna potrzeba akceptacji ze strony rówieśników, ale naprawdę - nie rezygnujcie ze swojej oryginalności, wyjątkowości, miejcie swoje zdanie i róbcie to, co wy lubicie i co jest zgodne z waszymi przekonaniami.


5. Jak myślisz jakim zwierzęciem byłaś/mogłabyś być w swoim poprzednim wcieleniu ?
Jakimś dzikim, żyjącym na wolności, nieco niebezpiecznym, przebiegłym. Może puma? Miałam problem z tym pytaniem i zapytałam chłopaka jak myśli jakim zwierzęciem mogłam być. Odpowiedział, że sarną ...


6. Gdybyś mogła cofnąć się w czasie co byś zmieniła?
Ja jestem osobą bardzo pamiętliwą i nie umiem wybaczać, niestety. Przez to zerwałam wiele kontaktów i skreśliłam ze swojego życia wiele osób. Teraz wiem, że tak naprawdę przez jakieś głupoty i błahostki. Gdybym mogła się cofnąć w czasie na pewno nie popełniłabym tego błędu.


7. Co robisz dla rozrywki w weekendy?
To zależy od mojego nastroju i od tego jak męczący był tydzień. Spotykam się z chłopakiem,ze znajomymi, z rodziną, jeżdżę konno, biegam, chodzę na zakupy, oglądam YouTube i przeglądam blogi, czytam książki, bawię się z psem... Mnóstwo rzeczy jest do zrobienia! :)


8. Co denerwuje Cię w miejscu gdzie pracujesz?
Jeszcze nie pracuję. Studiuję. W mojej "kochanej" uczelni denerwuje mnie to, co zapewne większość tych osób, które studiują na uczelniach państwowych. Beznadziejny plan, w którym pomiędzy jednymi a drugimi zajęciami mam czasami 6 godzin wolnego. I podejście niektórych wykładowców...


9. Nie mogę żyć bez...
Mojego chłopaka, rodziny, zwierząt.


10. Jakbyś mogła mieć jedną super moc w swoim życiu to jaka by to była super moc?
Chciałabym posiadać moc uzdrawiania. Bardzo chciałabym mieć taką moc, która dawałaby mi możliwość pomoc innym ludziom. Jak nie ma zdrowia to tak naprawdę nic się nie układa, więc bardzo chciałabym móc uzdrowić tych, którzy szczególnie cierpią w chorobie. Głównie myślę o dzieciach, bo ich choroba i cierpienie wzrusza mnie najbardziej.


To już wszystkie pytania. Jeżeli macie ochotę odpowiedzcie w komentarzach na nie, a jeżeli robiłyście już ten tag na swoim bogu to poproszę link - chętnie poczytam :)

poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Kolczyki szare perły od Lambre

Co kobiety lubią najbardziej ? Ciuchy, kosmetyki i biżuterię! I właśnie o tym ostatnim dzisiaj porozmawiamy :)
Jestem ogromną fanką biżuterii i to każdej. Wyjątkowym uczuciem darzę biżuterię srebrną, najbardziej mi się podoba i najbardziej do mnie pasuje. Jednak nie mam uprzedzeń co do biżuterii sztucznej, wręcz przeciwnie - z wielką przyjemnością i ciekawością po nią sięgam. Ważne aby była wykonana solidnie, estetycznie i co najważniejsze - pasowała do mnie i mojej osobowości.

Marka Lambre ma w swoim asortymencie biżuterię. I to nie byle jaką, co widać na pierwszy rzut oka. Jest to biżuteria bardzo klasyczna, elegancka, subtelna, ale bardzo efektowna. W ramach współpracy wybrałam kolczyki, które na żywo prezentują się jeszcze lepiej niż w katalogu online.




Kolczyki przychodzą zapakowane w bardzo ładny firmowy woreczek. Bardzo miły i przyjemny dla oka szczegół, który nabiera znaczenia kiedy planujemy biżuterię dać komuś w prezencie.


Kolczyki są niewielkich rozmiarów, ale wyglądają naprawdę efektownie. W części przylegającej do ucha mamy półkole ozdobione kryształkami, które ślicznie odbijają światło, na długości dalej jest szara perełka. Kolczyki są lekkie, nie obciążają ucha, nosi się je bardzo wygodnie. Zapięcie jak przy kolczykach na wkrętki, mocno trzyma i nie ma obaw, że kolczyk się zgubi.




Wykonanie kolczyków jest na wysokim poziomie. Naprawdę staranna, solidna praca. Kolczyki są efektowne i śliczne. Estetycznie wykonane. Kryształki nie są przyklejone tylko wtłoczone w posrebrzane kółeczko, więc nie ma obaw, że odkleją się czy odpadną.
Biżuteria wygląda bardzo elegancko, idealnie sprawdzi się na wieczór, na eleganckie wyjście jak i na co dzień, dla kobiet ceniących prostotę i elegancję.


Kolczyki z szarymi perełkami oraz inną biżuterię Lambre znajdziecie tutaj (klik).








Biżuterię otrzymałam w ramach współpracy.
Fakt otrzymania biżuterii w ramach współpracy nie ma wpływu na moją opinię.

niedziela, 12 kwietnia 2015

Golden Rose, Color Expert nr 09

Lakiery Golden Rose bardzo lubię. Mam wiele lakierów tej firmy, z różnych serii. Na wielu blogach oglądałam piękne kolory lakierów z serii Color Expert. Długo się opierałam, myślałam - po co mi kolejny lakier, mam ich sporo. Przeglądałam stronę internetową sklepu Golden Rose (klik) i kiedy zobaczyłam TEN lakier wiedziałam, że musi być mój!




Buteleczka jest proporcjonalna, owalna. Nakrętka w kolorze odpowiadającym odcieniowi lakieru. Według tabeli na stronie producenta kolorów do wyboru jest aż 104, więc naprawdę ogromna ilość i każdy znajdzie coś dla siebie.

Lakier jest dość gęsty, bardzo kremowy, dobrze kryjący. Jedna warstwa naprawdę zapewnia mocne krycie, nie prześwituje płytka paznokcia. Nie ma smug, lakier rozkłada się bardzo równomiernie. Wysycha w średnim tempie, na pewno poniżej 10 minut.

Pędzelek jest średniej długości, lekko wyprofilowany, gęsty, włosie jest zbite. Bardzo łatwo i przyjemnie się nim maluje.







Kolor jest uroczy, bardzo dziewczęcy, romantyczny - oczywiście moim zdaniem. Najprościej byłoby go określić jako nude pink i to jest chyba trafne określenie. Lakier jest delikatny, subtelny, w kolorze cielistym z domieszką przybrudzonego różu. Wygląda pięknie na paznokciach. Jest bardzo kremowy, zapewnia wysoki połysk bez użycia nabłyszczającego lakieru nawierzchniowego. Już jedna warstwa świetnie kryje.





Co do trwałości - jest całkiem dobrze. Solo na paznokciach (bez bazy i lakieru nawierzchniowego) utrzymuje się około 4 dni i pod koniec tego czwartego dnia lekko ściera się na końcówkach, ale nie odpryskuje. Jestem bardzo zadowolona z tego lakieru, a jego kolor po prostu urzeka :)

Pojemność lakieru wynosi 10,2 ml , a cena 5,90 zł.

sobota, 11 kwietnia 2015

Alterra, krem pod oczy "Winogrona BIO i Biała Herbata BIO"

Skóra wokół oczu wymaga od nas szczególnej troski i to już w młodym wieku. Od 18 roku życia nasza skóra zaczyna się starzeć, ubywa włókien kolagenowych i już wtedy warto zadbać o profilaktykę przeciwzmarszczkową. Jak wiadomo, lepiej zapobiegać niż leczyć. Skóra wokół oczu starzeje się szybciej niż skóra na całej twarzy, a dzieje się tak dlatego, że pod oczami skóra jest cienka, wrażliwa, pozbawiona warstwy tłuszczowej.
Z pomocą przychodzą różnego rodzaju specyfiki. Kremów pod oczy mamy naprawdę mnóstwo do wyboru, z przeróżnych półek cenowych i jakościowych. Coraz więcej kobiet ceni sobie kosmetyki naturalne. Alterra to firma kosmetyczna produkująca kosmetyki naturalne (na możliwości marki drogeryjnej), które dostępne są w Rossmannach. Krem pod oczy "Winogrona BIO i Biała Herbata BIO" z firmy Alterra będzie tematem dzisiejszej recenzji.




Opakowanie - krem zapakowany jest w smukły biały kartonik z motywem winogron. Szata graficzna prosta, utrzymana w biało-zielonej kolorystyce. Tubka z kremem wygląda identycznie jak kartonik. Jest miękka, łatwo wydobyć kosmetyk. Aplikator wąski i długi, standardowy jak w kremach pod oczy.





Zapach jest delikatny, lekki, ziołowy. Przyjemny, ale słabo wyczuwalny. Na skórze nie utrzymuje się długo, po aplikacji szybko się ulatnia.


Konsystencja kremu jest bardzo przyjemna - krem jest biały, dość gęsty (nie ma obaw, że spłynie z ręki), ale lekki i szybko się wchłania.




Pojemność 15 ml.

Cena około 8 zł.

Działanie
Od producenta:
Do skóry suchej. Każdy rodzaj skóry wymaga indywidualnej pielęgnacji. Krem pod oczy Alterra został opracowany specjalnie dla potrzeb suchej skóry wokół oczu, na której powstają pierwsze zmarszczki. Hydrokompleks zawierający kwas hialuronowy i Pentavitin® szybko się wchłania i w połączeniu z ekstraktem z białej herbaty BIO przeciwdziała powstawaniu oznak starzenia się skóry. Cenny olej oliwkowy BIO i ekstrakt z pestek winogron BIO mają zdolność wygładzania skóry i pielęgnują ją tak, aby była piękna i gładka.

Skład:



Moja opinia...
Opakowanie jest standardowe dla kremów pod oczy, wąska tubka z cienkim aplikatorem. Ładna szata graficzna. Opakowanie jest na tyle miękkie, że bez problemu można wycisnąć odpowiednią ilość kremu.
Zapach jest ziołowy, bardzo delikatny. Nie czuć go już po chwili od aplikacji na skórę.
Konsystencja kremu jest lekka mimo jego gęstości. Krem wchłania się szybko i jest świetny pod makijaż.
Krem przyjemnie nawilża skórę pod oczami. U mnie te okolice są suche i niestety często odczuwam dyskomfort. Krem niweluje to nieprzyjemne odczucie i nawilża skórę wokół oczu, chociaż muszę przyznać, że nie jest to bardzo duże nawilżenie. Skóra jest miękka i elastyczna. Nie mam jeszcze zmarszczek w okolicach oczu, więc nie powiem czy on je wygładza i sprawia, że są mniej widoczne. Mogę jednak stwierdzić, że skóra po tym kremie jest miła w dotyku, gładka i nieźle nawilżona. Nie podrażnia oczu, nie powoduje szczypania, pieczenia, łzawienia. Ja mam oczy wrażliwe i niestety raz zdarzyło się, że krem dostał się do oka i ... nic. Nic się nie stało. Byłam przygotowana na szczypanie i ból, a nie stało się nic. Naprawdę wielki plus i świetny krem dla osób z wrażliwymi oczami! Krem jest lekki, więc nadaje się pod makijaż - nie roluje się, ładnie wygląda na nim korektor. Myślę, że to fajny krem dla osób młodych, 20-30 letnich. Przy dojrzałej skórze, która potrzebuje mocnego nawilżenia i wygładzenia może niestety okazać się odrobinę za słaby.

piątek, 10 kwietnia 2015

Pomadkoholiczka - mój plan zużyć produktów do ust !

Robiłam dzisiaj porządki w kosmetykach. Przeraziłam się. Czym? Ilością kosmetyków do ust, które posiadam. Jest ich ogromnie dużo i aż wstyd przyznawać się ile. Jedno pocieszenie dla mnie to fakt, że nie wszystkie kupiłam sama i spora ilość dostałam w prezencie od różnych osób. Nie mniej jednak kolorówki przeznaczonej do ust mam stanowczo za dużo i dlatego podjęłam wyzwanie. Sukcesywnie zużywać kosmetyki do ust i nie kupować nowych. Jeżeli jesteście ciekawe jakie kosmetyki wytypowałam na początek do zużycia - zapraszam na do dalszej części posta :)





Wybrałam siedem kosmetyków, które spełniają jeden z poniższych (lub oba) warunków:
- są już na wykończeniu
- mam je w swojej kosmetyczce długo (około rok)




Pamiętacie szał na pomadki Celii, który panował jakiś czas temu? Chyba każda z Nas spróbowała tych sławnych pomadko-błyszczyków albo pomadek z serii 'Nude'. Ja również się skusiłam i wybrałam pomadkę Celia z serii Nude w kolorze 602. Jest to bardzo delikatny, lekko łososiowy róż. Te pomadki dają śliczny, półtransparentny efekt na ustach. Niestety są bardzo miękkie i szybko się łamią (co widać na załączonym zdjęciu).

Maybelline seria Hydra Extreme nr 210 to kolor brudnego różu z domieszką śliwki. Bardzo ładny, w opakowaniu ciemny, ale na ustach o wiele delikatniejszy kolor. Wygląda bardzo naturalnie. Pomadka jest kremowa bez drobinek, naprawdę odczuwalnie nawilżająca, dobrze się utrzymuje na ustach, ma średnie krycie, nie podkreśla suchych skórek. Niestety ta seria została już wycofana ze sprzedaży (ale w drogeriach internetowych można spokojnie je dostać).





Jedna z ulubionych pomadek to Catrice, Ultimate Colour nr 130. Nazwa jest bardzo trafna. Kolor to jasny, trochę "barbie" róż, ale w ładnym chłodnym odcieniu. U osób z ciemną karnacją będzie wyglądał trupio, dla jasnych, delikatnych blondynek jest świetny. Kremowa pomadka bez żadnych drobinek, o dość dobrym kryciu, nie podkreśla suchych skórek, utrzymuje się około 2 godziny. Na sztyfcie wytłoczona nazwa firmy. Niby szczegół, ale bardzo mi się podoba :) Niestety ta pomadka również została wycofana ze sprzedaży.

Lovely, błyszczykowa pomadka do ust nr 01 jest naprawdę świetna i polecam wypróbować każdemu kto lubił Eliksiry z Wibo - są bardzo podobne. Kremowe, bardzo komfortowe w noszeniu na ustach, nawilżające, o błyszczykowym wykończeniu, bez drobinek. Pomadka ma piękny odcień brudnego, zgaszonego różu. Będzie pasowała wielu typom urody. Śliczna, po prostu :) I pięknie pachnie melonem.




Rimmel Lasting Finish nr 070 to bardzo znana pomadka. Ja dostałam ją od chłopaka już jakiś czas temu. Piękny kolor, który jest praktycznie identyczny z moim naturalnym kolorem ust. Idealny do codziennych makijaży. Wykończenie satynowe, pomadka nie wysusza ust, dość długo się utrzymuje (około 4-5 godzin), nie podkreśla suchych skórek. Ja na pewno kupię ponownie (oczywiście kiedy minie szlaban na zakupy pomadkowe) :)

Ingrid Wonder Shine Full Color nr 301 to pomadka, którą kupiłam za 6,50 zł i która ogromnie zaskoczyła mnie jakością. Jest świetna! Wygląda na ustach bardzo naturalnie(wtapia się w usta), utrzymuje się około 4 godzin, krycie ma dobre, kolor śliczny - brzoskwiniowy, bez żadnych drobinek. Jest naprawdę świetna jakościowo i z pewnością kupię kolejne pomadki z tej serii.

Essence, Stay matt lip cream nr 01 to matowy balsam do ust w kolorze zgaszonego, bardzo naturalnego różu. Jest bardzo ładna, łatwo się aplikuje, wykończenie całkowicie matowe, utrzymuje się długo (około 5 godzin), ale niestety moje usta potrafi wysuszać.


Obiecuję trzymać się wyznaczonego planu i mam nadzieję, że niedługo będę mogła pochwalić się Wam zużyciami :) A jak u Was z produktami do ust, macie ich sporo czy tylko wąskie grono sprawdzonych produktów? Czy z moich kosmetyków coś Wam się spodobało i czujecie się skuszone do zakupów? :)

środa, 8 kwietnia 2015

Born to Bio , żel pod prysznic Brzoskwinia Winna - mój hit :)

W marcu moim wielkim ulubieńcem, który umilał mi codzienne kąpiele był żel pod prysznic Brzoskwinia Winna z firmy Born to Bio, który otrzymałam do testów od sklepu Biobeauty (klik).






Opakowanie to urocza buteleczka. Szata graficzna kolorowa, z wizerunkiem drzewa brzoskwiniowego i dużych, soczystych owoców. Buteleczka swoim wyglądem przypomina jogurt, aż chciałoby się wypić :) Nie jest przezroczysta, więc nie widać ile kosmetyku znajduje się w środku - może to utrudniać kontrolowanie zużycia.


Otwór dozujący jest niewielki, nie ma obaw, że wylejemy za dużo kosmetyku. Zamknięcie "na klik", mocne, nie otwiera się samodzielnie w podróży.





Zapach jest bardzo ciekawy. Z pewnością jest to zapach brzoskwini, ale nie słodkiej do przesady. Jak nazwa wskazuje - brzoskwinia winna - jest zapachem owocowym, brzoskwiniowym z wytrawną nutą. Taki właśnie jest zapach tego żelu - owocowy, ale wytrawny, elegancki.


Konsystencja żelu jest dość rzadka. Żel jest całkowicie przezroczysty, ma bardzo lekką konsystencję.




Pojemność 300 ml.

Cena 17,59 zł do kupienia tutaj (klik).




Działanie
Od producenta:
Kremowy żel pod prysznic Brzoskwinia winna delikatnie oczyszcza ciało, o subtelnym naturalnym zapachu olejku eterycznego z brzoskwini. Zawarty w nim naturalny sok z aloesu działa kojąco i łagodząco. Produkt należy do seri firmy Born to Bio, które nie zawierają sztucznych barwników, parbenów, sylikonów, PEG, phenoxyethanolu, o neutralnym pH. Posiadają certyfikat ECOCERT.

Skład:



Moja opinia...
Pierwsze co zwraca uwagę to przepiękne opakowanie. Kiedy zobaczyłam ten żel nie mogłam się nim nacieszyć, jak małe dziecko. Buteleczka z piękną szatą graficzną jest też praktyczna w użyciu, dobrze leży w dłoni, jest zgrabna, poręczna. Otwór, przez który wydobywa się żel jest niewielkich rozmiarów - to dobrze, przynajmniej nie wylejemy zbyt dużo produktu na raz. Konsystencja jest dość rzadka, może spływać z dłoni. Żel jest przezroczysty. Pieni się średnio, ale to na pewno zasługa składu - pozbawionego popularnych, silnych detergentów SLS i SLeS.
Żel pachnie bardzo przyjemnie. Zapach, jak już wspominałam, jest owocowy, brzoskwiniowy. Nie jest zbyt słodki, duszący ani mdlący - to raczej wytrawna brzoskwinia.
Żel nie pieni się wybitnie, ale nie jest też źle. Wystarcza niewielka ilość do umycia całego ciała. Ja korzystam z myjki lub gąbki i zużywam ilość mniej więcej orzecha włoskiego. Żel wytwarza lekką, puszystą piankę. Bardzo przyjemnie, łagodnie, ale skutecznie myje ciało. Skóra jest dobrze oczyszczona, czysta, czuć odświeżenie. Jestem posiadaczką suchej skóry i duża ilość żeli bardzo ją wysusza. Tutaj tego problemu nie ma. Żel nie wysusza, nie podrażnia, nie mam uczucia ściągniętej i szczypiącej skóry, która aż prosi o nawilżenie. Nie ma podrażnienia ani uczulenia. Mogę nawet śmiało stwierdzić, że żel nie tylko myje, ale też pielęgnuje skórę. Po jego użyciu jest gładka, miękka, nie ma uczucia wysuszenia. Mogłabym nawet nie używać balsamu i czułabym się komfortowo. Żel jak najbardziej godny polecenia. Wariantów zapachowych jest mnóstwo, koniecznie zerknijcie. Zapachy kuszą, brzmią smakowicie - Tropikalne Mango, Truskawka, Jagody Leśne, Kokos i Wanilia - czy to Was nie przekonuje?;) Myślę, że za produkt Bio, z naturalnych składników (99,5%) cena niecałe 18 zł to nie jest dużo.

Więcej kosmetyków Born to Bio, w tym różne warianty żeli pod prysznic znajdziecie w sklepie Biobeauty (klik).






Kosmetyk otrzymałam do testów w ramach współpracy.
Fakt otrzymania kosmetyku do testów nie wpłynął na moją opinię.