piątek, 31 lipca 2015

Lily Lolo, naturalny prasowany cień do powiek 'Stark Naked'

Cienie do powiek bardzo lubię. Zachwycam się nad pięknymi, kolorowymi makijażami - ale tylko u innych, u siebie zdecydowanie preferuję delikatne, stonowane i naturalnie wyglądające odcienie. Taki właśnie jest naturalny prasowany cień do powiek z firmy Lily Lolo w odcieniu STARK NAKED.





Opakowanie
Cień ma płaskie, okrągłe, dwukolorowe opakowanie. Zamyka się na "klik", na pewno nie otworzy się samo w kosmetyczce. Opakowanie zawiera lusterko o średnicy ponad 4 cm, bardzo porządnie wykonane, nie zniekształca. Cień zapakowany jest w kartonowe pudełeczko również utrzymane w czarno-białej kolorystyce.






Zapach
Brak.


Konsystencja
Cień ma jedwabistą konsystencję. Jest pudrowo-kremowy, bardzo przyjemny i łatwy w aplikacji.


Pojemność
2g

Cena
42,90 zł






Działanie
Od producenta:
Aksamitnie gładkie i doskonale napigmentowane, mineralne cienie prasowane zaskoczą Cię mnogością odcieni. Ich wyjątkowa formuła została wzbogacona ekstraktem z mikołajka nadmorskiego, olejkiem z granatu, olejkiem manuka oraz nawilżającym olejkiem jojoba, dzięki czemu cienie chronią i pielęgnują delikatną skórę wokół oczu.

Stark Naked
Matowy, subtelny, beżowo-różowy, prasowany cień do powiek.

Skład:




Moja opinia...
W opakowaniach kosmetyków Lily Lolo jestem zakochana i mówiłam to już przy okazji recenzji szminki (klik). Są eleganckie, bardzo solidnie wykonane, proste, ale oryginalne. Cień zawiera lusterko wysokiej jakości, przy którym spokojnie można wykonać makijaż (jeśli nie mamy pod ręką większego lusterka, a bardzo się spieszymy). Cień jest mały, więc można go bez problemu nosić ze sobą w torebce - chociażby dla lusterka, które na pewno się przyda.
Konsystencja jest bardzo przyjemna, taka jak lubię najbardziej. Jest aksamitna, pudrowo-kremowa. Cień nie osypuje się, nie pyli, bardzo łatwo i przyjemnie nakłada się go na powiekę pędzlem oraz palcem.
Odcień jest piękny i będzie pasował wielu osobom. W moim odczuciu to beż z dość dużym dodatkiem różu. Wiem, że w opakowaniu tego nie widać, natomiast na skórze - uwierzcie mi - różowe tony są bardzo dobrze widoczne.
Nie zgodzę się z producentem co do matowego wykończenia. Ten cień na skórze lekko połyskuje. Nie jest to perła, ale bardzo delikatne matowo-satynowe wykończenie. Pigmentacja jest dobra, ale mogłaby być trochę mocniejsza. Poniżej zobaczycie zdjęcie cienia na skórze, aby uzyskać taki efekt musiałam nanosić cień dwukrotnie. Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że to może być kwestia tego, że cień po prostu ma bardzo naturalny i delikatny kolor.
Mam tłuste powieki, na których właściwie każde cienie rolują się i zbierają w załamaniach. Pytanie tylko po jakim czasie tak się stanie... Ten cień bardzo mnie zaskoczył, udało mu się wytrzymać na moich powiekach solo (bez bazy) w nienaruszonym stanie przez 7-8 godzin. To naprawdę imponujący wynik. Oczywiście to zależy również od warunków pogodowych, w upalne dni cień szybciej zaczynał zbierać się w załamaniach. Mimo wszystko bardzo często nanoszę go na powiekę bez bazy, nie przeszkadza mi zbieranie się w załamaniu, ponieważ jest to bardzo delikatny efekt i makijaż nadal wygląda estetycznie. Z bazą (czy to korektor czy typowa baza pod cienie) utrzymuje się w świetnym stanie od rana do nocy.





Bardzo trudno było uchwycić ten odcień i dobrze go przedstawić. Mam nadzieję, że coś jednak widzicie :)





Cień można kupić na stronie producenta, do wyboru jest wiele pięknych odcieni - naturalne prasowane cienie do powiek (klik).

Kosmetyk otrzymałam do testów od firmy Lily Lolo. Fakt otrzymania kosmetyku nie wpłynął na moją opinię.

poniedziałek, 27 lipca 2015

La Luxe Paris arganowy jedwab do ciała

Mam skórę suchą, która potrafi być wyjątkowo kapryśna, przesuszona i wrażliwa (na szczęście takie cuda zazwyczaj tylko zimą). Latem, na szczęście, jest trochę lepiej i nie potrzebuję już tak mocno nawilżającej i regenerującej pielęgnacji. W gorące dni sięgam po kosmetyki o lekkiej konsystencji (nie wyobrażam sobie smarować się masłem do ciała w letnie, upalne wieczory). Jakiś czas temu dostałam od mamy arganowy jedwab do ciała z firmy La Luxe Paris, który miał być idealnym kosmetykiem na lato.






Opakowanie jest ładne, utrzymane w złoto-czarnej kolorystyce. Buteleczka jest smukła, wyposażona w pompkę (przekręcając można ją zablokować). Opakowanie nie jest przezroczyste, więc nie widać ile kosmetyku znajduje się w środku. Butelka jest wykonana z bardzo twardego plastiku, więc nie można wyczuć jaki jest poziom zużycia.
Na butelce zawarte są wszystkie niezbędne informacje - działanie, skład, data ważności.








Zapach jest bardzo przyjemny. Dla mnie to mieszanina olejków z delikatną kwiatową nutą. Może nie jest to wymarzony, rześki i orzeźwiający zapach na lato, ale na pewno jest miły i nie męczy nosa.


Konsystencja jest bardzo lekka, przypomina delikatne i dość rzadkie mleczko do ciała.






Pojemność 200 ml.

Cena około 10-15 zł (nie wiem konkretnie, ponieważ ten kosmetyk kupowała moja mama).



Działanie
Od producenta:
Aksamitny balsam do ciała z olejkiem arganowym, bioHyaluron Complex i ekstraktem z czystego jedwabiu natychmiast sprawia, że skóra staje się jedwabiście gładka i miękka w dotyku. Innowacyjna formuła o unikalnej kompozycji aktywnych składników głęboko nawilża skórę, poprawia jędrność i elastyczność, przywracając jej piękno i młody wygląd. Lekka formuła błyskawicznie się wchłania i nie pozostawia tłustej warstwy.

Skład:
Aqua, Glycine Soija Oil, Glycerin, Propylene Glycol, Argania Spinosa Kernel Oil, Cocos Nucifera Oil, Urea, Octyldodecanol, Dimethicone, Isopropyl Myristate, Butrosperum Parkii Butter, Panthenol, Acrylates/ C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Triethanolamine, Sodium Hyaluronate, Dicaprylyl Carbonate, Hydrolyzed Silk, Hydrolyzed Yeast Extract, Gudrolyzed Caesalpinia Spinosa Gum, Betaine, Glucose, Polysorbate 20, PEG-20 Glyceryl Laurate, Tocopherol, Linoleic Acid, Retinyl Palmitate, Allantoin, DMDM Hydantoin, Disodium EDTA, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid, Benzoic Acid, Sorbic Acid, Parfum, Limonene, Geraniol, Linalool, Coumarin.



Moja opinia...
Szata graficzna butelki jest ładna, elegancka i bardzo mi się podoba. Pompka to bardzo fajne rozwiązanie, ułatwia i przyspiesza aplikację balsamu. Opakowanie ma jednak swoje minusy i muszę o nich wspomnieć - po pierwsze nie jest przezroczyste i nie jest miękkie, więc nie można skontrolować poziomu zużycia. Po drugie - pompka przestaje dozować produkt, kiedy w opakowaniu jest go jeszcze 1/4. Rozciąć to potwornie twarde opakowanie to wyczyn, naprawdę prawdziwy wyczyn. Nie da rady nożyczkami, ja w końcu posłużyłam się ogromnym nożem a trwało to około 15 minut...
Zapach jest ładny i wpisuje się w mój gust. Dla mnie to mieszanina olejków i kwiatowych aromatów.
Konsystencja jest bardzo leciutka i rzadka. Podczas nakładania skóra sprawia wrażenie lekko mokrej,produkt rzeczywiście wchłania się natychmiastowo.
Nawilżenie na średnim poziomie, na gorące dni wystarczy. Teraz latem, moja skóra jest mało wymagająca i ten jedwab do ciała jej wystarcza, ale wiem na 100%, że w okresie jesienno-zimowym ten produkt będzie stanowczo za słaby. Skóra po jego użyciu jest bardzo miła w dotyku, miękka i gładka, to trzeba przyznać. Dodatkowo zauważyłam, że nadaje skórze wygląd lekko mokrej i pięknie odbija światło, a taki efekt latem bardzo mi odpowiada. Nie zauważyłam wybitnego odżywienia czy poprawy elastyczności skóry. Kosmetyk niestety nie jest wydajny, skończył się bardzo szybko.
Jeśli macie normalną skórę, która nie ma skłonności do przesuszeń, to polecam, można wypróbować. Dla skóry suchej będzie za słaby. Warto się skusić w letnie dni, bo kosmetyk nadaje skórze miękkość, gładkość i lekko mokry wygląd, przez co ciało wygląda bardzo ładnie i apetycznie ;)

czwartek, 23 lipca 2015

Inecto Pure Coconut odżywka do włosów suchych i zniszczonych

Odżywka kokosowa z Inecto wzbudziła Wasze zainteresowanie, kiedy pokazałam ją w poście z zakupami. Używałam jej od tego czasu bardzo regularnie i mam już swoje zdanie na jej temat. Z przyjemnością zapraszam Was na recenzję.




Opakowanie
Duża, biała butelka z grafiką przedstawiającą kokosy. Zamknięcie nie jest zbyt mocne i miałabym obawy, że może otworzyć się w kosmetyczce w czasie podróży. Otwór dozujący jest mały, więc spokojnie można wydobyć odpowiednią ilość produktu. Opakowanie ma swoje wady. Zakrętka znajduje się na górze, kiedy odżywki ubywa jest problem z jej wydobyciem. Opakowanie nie jest przezroczyste, nie widać ile produktu znajduje się w środku. Tworzywo jest dość twarde, więc nie można też wyczuć jaki jest poziom zużycia.







Zapach
Bardzo przyjemny, słodki, kokosowy. Nie jest przesadnie sztuczny i nie drażni, nie męczy nosa. Zapach bardzo przypomina mi pudding kokosowy.


Konsystencja
Odżywka jest rzadka, ale nie przesadnie. Porównałabym ją do konsystencji mleczka do ciała lub rzadkiego balsamu. Nie spływa z dłoni podczas nakładania, ale jest bardzo lekka.





Pojemność 500 ml.


Cena w promocji 12,99 zł. Cena regularna to około 16 zł.



Działanie
Od producenta:
Odżywka Inecto Pure Coconut nadaje włosom lekkość i ułatwia rozczesywanie. Zawiera 100% olejku kokosowego, aby dokładnie zregenerować włosy suche i zniszczone. Po zastosowaniu odżywki Inecto Pure Coconut włosy pozostaną lśniące i przyjemne w dotyku.

Skład:




Moja opinia...
Buteleczka ma moim zdaniem trochę minusów. Wolałabym żeby zamknięcie było na dole, odżywka wtedy sukcesywnie spływałaby w dół i nie byłoby problemu z jej wydobyciem. Buteleczka powinna być bardziej przejrzysta lub wykonana z mniej twardego tworzywa - cokolwiek, żeby dało się sprawdzić poziom zużycia.
Zapach odżywki jest bardzo ładny i myślę, że fanki kokosowych aromatów będą zadowolone. Nie zaliczyłabym tego zapachu do sztucznych i odpychających. Wiadomo, nie jest to świeży, prawdziwy, soczysty kokos prosto z palmy. Mimo wszystko zapach bardzo ładny, słodki, kokosowy.
Konsystencja jest lekka, przypomina delikatny balsam do ciała. Ja, jako posiadaczka cienkich włosów i przetłuszczającej się skóry głowy, muszę uważać na odżywki o bogatej i treściwej konsystencji, które mogą moje delikatne włosy obciążyć.
Produkt nakładam na włosy na długości mniej więcej od ucha w dół, na około 3-5 minut. Włosy po tej odżywce są bardzo miękkie, to trzeba przyznać. Zgadzam się z producentem, że nadaje lekkość i ułatwia rozczesywanie. Odżywka lekko wygładza strukturę włosa. Włosy są gładkie, nie wyginają się, nie odstają w różne strony, nie puszą. Nawilża całkiem nieźle, włosy nie są już przesuszone. Zauważyłam, że pięknie się układają, o wiele lepiej niż po większości odżywek. Nie muszę nic z nimi robić, a one i tak wyglądają ładnie. I właśnie to jest efekt, za który tak bardzo lubię tą odżywkę. Wygładza strukturę pojedynczego włosa, nawilża, a jednocześnie jest na tyle lekka, że nawet moje cienkie włosy są puszyste i pełne objętości. Układają się wspaniale, wystarczy rozczesać je rano szczotką i to wszystko.
Serdecznie mogę polecić tą odżywkę, szczególnie tym z Was, które mają podobne włosy do moich i obawiają się ciężkich konsystencji odżywek :)

wtorek, 21 lipca 2015

Lily Lolo, Natural Lipstick 'Demure'

Spośród wszystkich kosmetyków do makijażu najbardziej lubię te przeznaczone do ust. Szminki, błyszczyki, konturówki, tinty... Wszystko uwielbiam, ale zdecydowanie na pierwszym miejscu są szminki. I to właśnie o szmince będzie dzisiejszy post.






Opakowanie
Naturalna szminka z firmy Lily Lolo zaciekawiła mnie od momentu kiedy pierwszy raz ją zobaczyłam. Zapakowana w biało-czarny kartonik, na którym znajdują się niezbędne informacje (kolor, skład, data ważności). Opakowanie jest piękne,eleganckie, przyciągające uwagę. Proste, ale oryginalne - podstawa biała, zatyczka czarna z logiem i nazwą firmy. Bardzo solidnie wykonane, trzymając je w dłoni można poczuć od razu, że to "porządna robota". Zamknięcie na "klik", również solidne, na pewno nie otworzy się niespodziewanie w torebce.






Kolor
Posiadam kolor 'Demure', który jest pięknym odcieniem w tonacji nude. Nie jest to jednak czysto beżowy odcień, który nie każdemu może pasować. Wręcz przeciwnie, 'Demure' jest niezwykle twarzowy i będzie pasował wielu osobom. W moim odczuciu jest to połączenie delikatnego beżu z brzoskwinią. Szminka jest w ciepłej tonacji, pięknie ożywia i rozświetla cerę, dodaje jej świeżości.






Pojemność 4g

Cena 48, 90 zł



Działanie
Od producenta:
Wyjątkowa, naturalna formuła kremowych szminek Lily Lolo gwarantuje głęboki kolor oraz fantastyczne nawilżenie. Każdy odcień daje piękny, naturalny połysk. Ponadto, dzięki zawartości witaminy E oraz ekstraktu z rozmarynu pomadki Lily Lolo odpowiednio odżywią Twoje usta.

Skład - warto powiększyć zdjęcie :)




Moja opinia...
Tak jak już wspominałam, opakowanie mnie urzekło. Proste, ale oryginalne. Porządnie wykonane, na pewno nie ulegnie uszkodzeniu nawet po upadku. Napisy nie zdzierają się pomimo częstego noszenia szminki w torebce.
Zapach praktycznie nie jest wyczuwalny. Bardziej wrażliwe nosy mogą wyczuć subtelny olejek rycynowy - nie jest to zapach nieprzyjemny, ja zaliczam go do neutralnych.
Kolor dla mnie jest przepiękny, taki jaki noszę na ustach najczęściej. Od wiosny szaleję za kolorem brzoskwiniowym, a pomadka idealnie wpisuje się w te klimaty. Odcień jest raczej ciepły, natomiast na tyle delikatny, że nie żółci optycznie zębów. Pigmentacja jest świetna, chociaż pomadka nie wygląda intensywnie ze względu na naturalny, stonowany odcień.
Sztyft jest miękki, ale nie na tyle żeby uległ uszkodzeniu. Nie łamie się, nie roztapia, zachowuje swoją pierwotną formę nawet w czasie wysokich temperatur. Szminka jest bardzo kremowa, dzięki temu aplikacja to sama przyjemność - gładko sunie po ustach, nie roluje się, nie zbiera w załamaniach. Nie zawiera żadnych drobinek, a na ustach zostawia lekko błyszczące wykończenie, a to za sprawą bardzo nawilżającej i kremowej formuły. Jeśli chodzi o działanie pielęgnacyjne to naprawdę muszę przyznać, że jest bardzo dobre. Nigdy nie miałam kolorowej pomadki, która tak dbałaby o usta. Produkt odczuwalnie nawilża i to uczucie trwa nawet kiedy szminki na ustach już nie mamy. Chroni usta przed wysychaniem, pierzchnięciem i pękaniem. Absolutnie nie podkreśla suchych skórek, maskuje je, a z czasem nawet likwiduje. Szminka jest nawilżająca i kremowa, nie jest to produkt długotrwały. Kolor na ustach utrzymuje się około 3 godzin, podczas picia czy jedzenia delikatnie traci na intensywności.
Odcień jest tak uniwersalny i delikatny, że będzie idealnym dopełnieniem praktycznie każdego makijażu. Ja jestem zachwycona - eleganckie opakowanie, świetne działanie pielęgnujące, piękny kolor.






Makijaż z użyciem naturalnej szminki Lily Lolo w odcieniu 'Demure'




Pomadkę można kupić na stronie producenta, do wyboru jest wiele pięknych odcieni - szminki naturalne Lily Lolo (klik).

Kosmetyk otrzymałam do testów od firmy Lily Lolo. Fakt otrzymania kosmetyku nie wpłynął na moją opinię.

poniedziałek, 20 lipca 2015

Zakupy! Garnier | Eveline | Tołpa | Wibo i inne :)

W ciągu ostatniego tygodnia zebrało się kilka nowości, które dzisiaj Wam pokażę. Właściwie to post z nowościami był całkiem niedawno, ale naprawdę szczerze - nie myślałam, że coś jeszcze kupię w tym miesiącu. Kilka kosmetyków potrzebowałam, a niektóre to typowa zachcianka. Mimo wszystko nie żałuję :) Potraktuję to jako prezent za dobrze zdaną sesję w pierwszym terminie :D






Zacznę pielęgnacyjnie, od tych najbardziej potrzebnych rzeczy.



Garnier, regenerujący krem do rąk przeznaczony do pielęgnacji bardzo suchej skóry. Zużyłam ostatni krem w tubce jaki miałam, więc potrzebowałam czegoś nowego. Mam niby ten krem do rąk z Balea, który dostałam od Szymona (post o ostatnich nowościach tutaj - klik), ale on jest w dość dużym opakowaniu z pompką, a ja chciałam coś co mogę wrzucić do torebki. Ten krem z Garniera bardzo lubi moja mama, więc ja też chętnie wypróbuję.

Eveline Slim Extreme 3D, krem wyszczuplający + ujędrniający ma mieć także działanie antycellulitowe. Ja będę go stosować głównie na ramiona i brzuch - tam zależy mi na lekkim ujędrnieniu i zmniejszeniu rozstępów. Kosmetyk może być stosowany przez osoby ze skórą wrażliwą i skłonną do alergii.





Tołpa botanic czarna róża, odżywczy balsam-miód do ust kupiłam w zastępstwie masełka z Nivea, które bardzo lubię (ale mały odpoczynek się przyda). Jestem bardzo ciekawa jak sprawdzi się ten balsam i czy pokona Niveę :) Szkoda, że termin ważności to tylko 3 miesiące od otwarcia.

Oeparol Sunnyday, pomadka ochronna do ust z filtrami UVA/UVB spf 25 to idealna pomadka na lato, a to za sprawą sensownego filtra :) Zobaczymy jak się sprawdzi. Na razie mogę powiedzieć, że bardzo ładnie pachnie i ma śliczne opakowanie :)





Eveline 8w1 Total Action, chłodząca maseczka + peeling bardzo mnie zaciekawiła swoim wszechstronnym działaniem :D Poza tym najbardziej mnie skusiło działanie chłodzące - w takie upały to przyjemność :)

Wibo, baza pod cienie bardzo mnie zainteresowała, a że była niedroga i niewielka - wzięłam. Do tej pory miałam bazę pod cienie z Kobo - naprawdę bardzo dobra, ale potrafi szybko wyschnąć i bazę z Essence, która też była całkiem niezła. Zabieram się za testowanie tej z Wibo, na pewno dam znać jak się sprawdza.





Eveline miniMAX, lakier do paznokci nr 685 to piękny odcień beżowo-różowy. Uwielbiam takie odcienie, są piękne, eleganckie i pasują do wszystkiego.

Eveline, błyszczyk do ust z serii Lovers nr 610 jest po prostu przepiękny. Na zdjęciu niestety nie widać do końca jego prawdziwego koloru. To mieszanka różu i brzoskwini, lekko koralowy odcień z maleńkimi złotymi drobinkami. Nie widać tych drobinek na ustach, dają efekt mokrych ust.





Bell, Creamy&Shiny pomadka do ust w kredce nr 7 ma przepiękny koralowy odcień i pachnie owocami. Muszę mówić coś jeszcze? :)

Avon, puder wyrównujący koloryt w perełkach wygląda bardzo interesująco zarówno w katalogu jak i na żywo. Bardzo lubię pudry w kulkach, a ten wygląda pięknie - jak kolorowe cukierki :D



Koniec i przysięgam - zero zakupów przez miesiąc. Oczywiście nie liczą się rzeczy pierwszej potrzeby :D Jak u Was z zakupami? Co ostatnio kupiłyście ciekawego ? :)

piątek, 17 lipca 2015

Ziaja Med, Kuracja Lipidowa fizjoderm krem pod oczy do skóry bardzo wrażliwej i alergicznej

Krem pod oczy to stały, obowiązkowy element mojej codziennej pielęgnacji. Pod oczami moja skóra jest sucha i wrażliwa, więc szukam kosmetyku, który przede wszystkim porządnie nawilży i nie podrażni. Bardzo lubię kremy pod oczy Ziaja z serii 'Sopot Spa' oraz 'Kozie Mleko', czyli serii dostępnych w drogeriach. Zadowolenie z tych kremów skłoniło mnie do zakupu kremu Ziaja Med, czyli linii specjalistycznej, dostępnej w aptekach i sklepach firmowych Ziaja. Mój wybór padł na fizjoderm krem pod oczy na dzień/na noc z serii 'kuracja lipidowa'.





Opakowanie to mała, biała tubka o bardzo prostej szacie graficznej. Na tubce zawarte są informacje dotyczące sposobu stosowania kosmetyku oraz rezultatów jakie ma dawać krem. Aplikator typowy dla kremów zamkniętych w tubkach, czyli mały, wąski "dzióbek" z niewielkim otworem. Opakowanie nie jest przezroczyste, ale kierując je w stronę światła można zobaczyć ile produktu jest w środku. Oryginalnie krem zapakowany jest w białe, kartonowe pudełeczko obleczone folią.






Zapach delikatny, ale wyczuwalny dla wrażliwego nosa. Określiłabym go jako taki typowy zapach kremu.


Konsystencja na pierwszy rzut oka wydaje się gęsta, krem nie spływa po wyciśnięciu na dłoń, jest treściwy. Podczas rozsmarowywania można wyczuć jego dość delikatną i lekką konsystencję.






Cena około 12,50 zł (tyle zapłaciłam w sklepie stacjonarnym Ziaja).

Pojemność standardowa, czyli 15 ml.






Działanie
Od producenta:
Bogata bio-emulsja nawilżająca na bazie fosfolipidów, tworząca multilamelarną strukturę naśladującą budowę naskórka. Idealnie kompatybilna ze skóra, bio-dostępna i skuteczna. Nie narusza ciągłości warstwy lipidowej naskórka. Uzupełnia ubytki fizjologicznych składników skóry. Intensywnie nawilża oraz zmniejsza transepidermalną utratę wody. Wyraźnie redukuje podrażnienia.
Preparat przeznaczony dla skóry bardzo wrażliwej, alergicznej, suchej, z zaburzonymi funkcjami bariery ochronnej skóry

Skład:
aqua, PPG-15 Stearyl ether, hydrogenated coco-glycerides, caprylic/capric triglyceride, glycerin, hydrogenated lecithin, C12-16 alcohols, palmitic acid, macadamia ternifolia seed oil, gossypium herbaceum (cotton) seed oil, squalane, stearyl alcohol, ceramide 3, ceramide 6 II, ceramide 1, phytosphingosine, cholesterol, sodium lauroyl lactylate, carbomer, xanthan gum, olea europea (olive) fruit oil, tocopheryl acetate, glyceryl caprylate, PEG-8 tocopherol, ascorbyl palmitate, ascorbic acid, citric acid, methylparaben, diazolidinyl urea, ethylparaben, sodium hydroxide.


Moja opinia...
Nie będę dużo pisać o opakowaniu i jego szacie graficznej - każdy widzi jak to wygląda :) Po prostu biała tubka z (prawie) wszystkimi niezbędnymi informacjami o kosmetyku. Brakuje tylko składu, który znajdował się na kartonowym opakowaniu. Mały, wąski aplikator jest typowy dla kremów pod oczy zamkniętych w tubce.
Zapach jest delikatnie wyczuwalny, nie jest drażniący, ale jednak jest. Trochę mi przeszkadza zapach w kremie pod oczy i to dedykowanym dla skóry alergicznej, wrażliwej - zapachy są najczęstszą przyczyną podrażnień.
Konsystencja z pozoru gęsta, krem sprawia wrażenie treściwego, ale podczas nakładania na skórę czuć, że jest dość lekki. Bardzo szybko się wchłania i nie pozostawia żadnej warstwy, dzięki temu nadaje się jako krem na dzień, pod makijaż.
Niestety krem nie nawilża w sposób wystarczający dla mojej skóry. Właściwie nie nawilża wcale, skóra pod oczami jest potwornie przesuszona już 20 minut po aplikacji tego kremu. Praktycznie nie ma różnicy czy krem nakładam czy nie. Przez to muszę dokładać kolejną warstwę, aplikować ponownie po to, aby uzyskać minimalny efekt - nie mówię tutaj o dobrym nawilżeniu, a raczej o pozbyciu się dyskomfortu bardzo przesuszonej, ściągniętej skóry pod oczami. Krem przeznaczony jest do skóry wrażliwej i alergicznej. Ja absolutnie się z tym nie zgadzam. Mam oczy wrażliwe i niestety ten krem potrafi je bardzo mocno podrażnić. Nie jest tak przy każdej aplikacji, ale zdecydowanie bardzo często. Krem powoduje silne pieczenie i szczypanie, łzy płyną z oczu strumieniem. Ja mam oczy wrażliwe, ale nie bardzo wrażliwe, jest mnóstwo osób o bardziej alergicznej i wrażliwej skórze i okolicach oczu - aż boję się pomyśleć jakie rezultaty dałby krem u osób z dużą wrażliwością. Nie zauważyłam żadnej poprawy skóry dookoła oczu - zero nawilżenia (a wręcz wysuszenie tych okolic), żadnego wygładzenia, odżywienia, wzmocnienia elastyczności, po prostu nic. Krem jest przeznaczony dla osób o wrażliwej skórze okolic oczu, a potrafi bardzo mocno podrażnić.
Niestety, tak jak lubię kremy z "podstawowych" serii firmy Ziaja, tak ten niestety jest dla mnie totalnym bublem.

wtorek, 14 lipca 2015

Liebster Blog Award

Cześć :)

Dzisiejszy post będzie odpoczynkiem od tematów urodowo-kosmetycznych. Dostałam nominację do Liebster Blog Award od Agnieszki - bardzo dziękuję :)





A teraz czas na najważniejsze, czyli pytania i odpowiedzi :)


1. Kosmetyk, który uważasz, że jest zbędny.
Nie podam tutaj konkretnego kosmetyku czy konkretnej kategorii kosmetyków, bo moim zadaniem każdy ma inne potrzeby i wymagania, ale również nasza skóra z biegiem czasu się zmienia i potrzebuje różnych rzeczy - więc to co teraz uważam za zbędne jutro może być bardzo przydatne :) Zbędnym kosmetykiem jest dla mnie produkt, który nie spełnia swojego zadania. Podkład, który ma tak małe krycie, że praktycznie nie ma różnicy czy nałożymy go na twarz czy nie. Tusz do rzęs, który nie podkręca, nie pogrubia, nie wydłuża - nie robi z rzęsami nic. Krem przeznaczony do skóry wrażliwej, który podrażnia (o takim "cudeńku" niedługo Wam napiszę).


2. Ulubiony kolor.
Nie mam jednego ulubionego koloru. Szczególną sympatią darzę fiolet, czerń i nasycony odcień niebieskiego - chabrowy.


3. 3 słowa opisujące Twój charakter.
Na pewno nerwowa (wiem, że to źle i pracuję nad tym), wymagająca (głównie wobec samej siebie) i zbyt wrażliwa (sytuacje, które innych ludzi zasmucą ja potrafię przeżywać dwa tygodnie i urasta to do rozmiarów tragedii, szczególnie mocno przeżywam krzywdę dzieci i zwierząt).


4. Jaki jest Twój wymarzony prezent, który chciałabyś dostać, np. na urodziny?
Obecnie nie mam żadnej takiej materialnej rzeczy, o której bym marzyła. Ja się cieszę z każdego prezentu. Jeśli chodzi o urodziny to wiem jakie chciałabym żeby były i może to potraktuję jako formę prezentu. Chciałabym żeby moje urodziny były po prostu miłe, bez pośpiechu, codziennych problemów, smutków.


5. Jakie rzeczy denerwują Cię w blogosferze?
Co mnie denerwuje w blogosferze? Chyba bardzo młode osoby, które zakładają bloga myśląc tylko i wyłącznie o współpracach. Nie mam nic przeciwko współprac, absolutnie, sama jakieś miałam i obecnie mam jedną. Często widuję jednak blogi kiepskie merytorycznie, z niedopracowanymi zdjęciami, których autorki to naprawdę młode dziewczynki, a posty na tych blogach to od góry do dołu same współprace. Jeszcze żeby to były współprace zgodne z tematyką bloga, ale to też niekoniecznie - czyli od lakierów do paznokci przez makaron aż do proszku do prania. No nie, to chyba nie na tym ma polegać.


6. Jaki kolor określiłby Twój charakter i dlaczego akurat ten?
Wiecie co, naprawdę nie wiem. Może czerwony, może granatowy? Jestem energiczną, żywiołową osobą, mam mnóstwo zainteresowań i wiecznie za mało czasu na wszystko. Mam dominujący charakter, zwłaszcza w relacji z partnerem. Jestem bardzo miła i sympatyczna, ale jak ktoś raz "wejdzie mi w drogę" to już nigdy nie będzie miło.Zawsze chętnie każdemu pomogę. Do tego ta nadwrażliwość... No nie wiem, jeżeli znacie jakiś kolor, do którego pasuje taka mieszanka cech to napiszcie w komentarzu :)


7. Jaki jest Twój ulubiony kosmetyk?
Lubię wiele kosmetyków :D Jeśli miałabym wybrać jedną kategorię to powiem, że nawilżający krem do twarzy - bez niego nie wyobrażam sobie życia z moją kapryśną skórą.


8. Ulubiona pora roku.
Zima! To dla mnie magiczna pora roku. Uwielbiam śnieg i wieczorne spacery, kiedy światło księżyca odbija się od śniegu i wszystko lśni. Poza tym święta Bożego Narodzenia, które są najwspanialszym momentem w ciągu całego roku (przynajmniej ja zawsze na nie czekam). Absolutnie nie przeszkadza mi zimno i mróz - wręcz przeciwnie, to dobry powód żeby się do kogoś przytulić :)


9. Jakie miasto w Polsce chciałabyś odwiedzić?
Kraków. Przepiękny, klimatyczny, nastrojowy.


10. Twój ulubiony zapach?
Zapach ukochanej osoby :)


11. Kanały na yt, które najchętniej oglądasz.
Bardzo lubię oglądać Maxineczkę - zawsze podziwiam jej talent i to co potrafi wyczarować na twarzy. Rademeneska, bardzo sympatyczna kobieta, ciekawie i rzeczowo opowiada (nie tylko o kosmetykach) - niestety dość rzadko nagrywa, nad czym ubolewam. Kiedyś bardzo lubiłam oglądać xbebe18, ale niestety ostatnio też rzadko nagrywa :(



Dziękuję za nominację, z przyjemnością odpowiedziałam na pytania. Ja nikogo nie nominuję, bo nie każdy lubi takie zabawy, a nie chcę nikomu robić kłopotu ;) Jeżeli macie ochotę to w komentarzach odpowiedzcie na te pytania, bardzo chętnie poczytam :)


Pozdrawiam serdecznie :*



poniedziałek, 13 lipca 2015

Flos Lek Arnica, żel arnikowy forte

Nigdy nie miałam cery naczynkowej i teoretycznie kosmetyk, który dzisiaj Wam pokażę nie jest dedykowany do mojego rodzaju cery. W praktyce wygląda to zupełnie inaczej. Ostatnio moja cera często jest zaczerwieniona i podrażniona, okolice oczu podpuchnięte. W takich momentach sięgam po Flos Lek Arnica, żel arnikowy forte, który jest moim ratunkiem.






Opakowanie to biała tubka z motywem arniki. Tubka stoi na zakrętce, więc żel sukcesywnie spływa w dół i nie ma problemu z jego wydobyciem. Zamknięcie jest zakręcane, nie zatrzaskiwane, więc samo raczej nie otworzy się w kosmetyczce. Otwór dozujący jest niewielkich rozmiarów. Tubka z żelem oryginalnie zapakowana jest w kartonowe pudełeczko obleczone folią, utrzymane w takiej samej kolorystyce - niestety ja tego kartonika już nie posiadam, mama go wyrzuciła zanim zdążyłam zareagować.






Zapach - ja nie wyczuwam żadnego zapachu. Może jak ktoś ma wrażliwy nos to wyczuje bardzo subtelną ziołową nutę zapachową (jak moja mama, która wyczuwa bardzo delikatny, minimalny zapach arniki).


Konsystencja jest żelowa, bardzo delikatna. Żel szybko się wchłania, przy nakładaniu można odczuć delikatnie chłodzące działanie, bardzo przyjemne :)





Pojemność 50 ml.

Cena około 10 zł.






Działanie
Od producenta:
Żel o wysokim stężeniu ekstraktu z arniki w połączeniu z troxerutin i ekstraktem z aceroli zapewnia wyjątkowo skuteczne działanie obkurczające, wzmacniające i uszczelniające naczynka krwionośne. Przy systematycznej aplikacji zmniejsza zasinienia skóry (średnio o 26% po pierwszym tygodniu i o 39% po 4 tygodniach stosowania). Stosowany na skórę okolic oczu redukuje zaczerwienienia oraz widoczność cieni i worków pod oczami. Zapewnia odpowiedni poziom nawilżenia (wzrost o 38% po każdej aplikacji), poprawia napiecie i elastyczność skóry (średnio o 6% po 4 tygodniach stosowania).

Skład:
Aqua, Propylene Glycol, Arnica Montana Flower Extract, Arnica Chamissonis Flower Extract, Glycerin, Malpighia Glabra Fruit Extract, Panthenol, Triethanolamine, Carbomer, Troxerutin, Imidazolidinyl Urea, Methylparaben.



Moja opinia...
Opakowanie proste i praktyczne. Żel stoi na zakrętce, więc nie trzeba się męczyć z wydobyciem go - zwłaszcza kiedy produkt zaczyna się kończyć. Opakowanie nie jest przezroczyste, więc nie widać ile kosmetyku znajduje się w środku. Tubka jest miękka i bez problemu można wyczuć poziom zużycia.
Zapachu ten kosmetyk nie posiada, więc nie będzie nikogo drażnił :) Ja jestem fanką kosmetyków bezzapachowych (ewentualnie o delikatnym zapachu) przeznaczonych do twarzy, ponieważ to właśnie zapachy podrażniają naszą cerę najczęściej.
Konsystencja jest żelowa, bardzo lekka, szybko się wchłania. Po aplikacji czuć przyjemne chłodzenie - przy podrażnionej, podpuchniętej twarzy jest to bardzo przyjemne i przynoszące ulgę uczucie.
Żel wchłania się szybko i nie pozostawia na skórze żadnej warstwy. Jest to produkt do stosowania na całą twarz i okolice oczu. Świetnie sprawdza się na podrażnioną cerę, przynosi uczucie ulgi, łagodzi podrażnienie. Jest też świetnym ratunkiem na wszelkie podpuchnięcia i obrzmienia. Ja mam często takie problemy z okolicą pod oczami - wtedy porządna dawka tego żelu i czuję się o wiele lepiej. Dobrze radzi sobie z zaczerwienioną skórą, delikatnie neutralizuje, przynosi ulgę. Zauważyłam też, że żel całkiem nieźle nawilża i sprawia, że skóra jest bardziej elastyczna. Kosmetyk sprawdza się nie tylko na twarzy i pod oczami, ale także na całe ciało. W upalne dni, po całym dniu chodzenia, biegania czy stania, kiedy nogi są opuchnięte ten żel to cudo - nakładam go na stopy (czasami nawet na łydki) i uczucie ulgi jest nie do opisania, a opuchlizna czy nawet obrzęki są zdecydowanie mniejsze.
Polecam ten żel, zwłaszcza jeśli macie problem z podpuchnięciami i obrzękami oraz podrażnieniami.

piątek, 10 lipca 2015

Nivea, 2w1 mleczko i tonik do cery normalnej i mieszanej

Do grona moich kosmetyków pielęgnacyjnych przeznaczonych do twarzy niedawno dołączyło mleczko i tonik 2w1 z firmy Nivea. Toniki lubię bardziej, mleczka mniej. Zaciekawiło mnie to połączenie, postanowiłam wypróbować na sobie. Jeżeli jesteście ciekawe co mam do powiedzenia (a właściwie do napisania) na temat tego kosmetyku, to zapraszam na recenzję.








Opakowanie to prosta buteleczka w błękitnym kolorze. Zamknięcie na "klik", mocne, nie otworzy się samoistnie w kosmetyczce. Buteleczka nie jest przezroczysta, ale bez problemu można zobaczyć ile kosmetyku znajduje się w środku (kierując butelkę w kierunku źródła światła).






Zapach jest dramatyczny. Czuć sam alkohol. Gdyby to był jeszcze delikatniejszy zapach, ale w tym kosmetyku alkohol czuć z daleka, jest wręcz odurzający.



Konsystencja jest praktycznie taka sama jak w przypadku zwykłego mleczka. Myślałam, że będzie rzadsza, bardziej przypominająca tonik.





Pojemność 200 ml.

Cena około 15-16 zł.


Działanie
Od producenta:
Mleczko i tonik wzbogacone w witaminę E i Hydra IQ:
- głęboko oczyszcza i tonizuje w jednym prostym kroku, usuwając pozostałości makijażu,
- zachowuje naturalny poziom nawilżenia skóry,
- posiada niezwykle delikatną formułę z witaminą E

Skład:



Moja opinia...
Opakowanie jest proste i ładne. Nie jest przekombinowane i to mi się podoba. Buteleczka nie jest transparentna, ale z łatwością można kontrolować poziom zużycia kosmetyku. Zakrętka z logo Nivea, porządne zamknięcie i niewielki otwór, przez który wydobywamy produkt.
Konsystencja trochę mnie zaskoczyła. Spodziewałam się rzadszej i bardziej podobnej do toniku. W rzeczywistości produkt wygląda jak typowe mleczko.
Zapach to porażka. Kosmetyk pachnie jak pijak po porządnej libacji. Ten mocny alkoholowy zapach jest wręcz odurzający i drażniący.
Kosmetyk wypróbowałam jako mleczko do demakijażu i jako tonik. Makijaż twarzy zmywa dobrze, nie mam mu nic do zarzucenia. Jeśli chodzi o oczy to jest o wiele gorzej - średnio radzi sobie z tuszem i cieniami (nie wspomnę o eyelinerze, którego zmycie wymaga sporo czasu), a poza tym bardzo podrażnia oczy, powoduje pieczenie, szczypanie i łzawienie. Dałam mu kilka szans, ale nie jestem w stanie znieść tego podrażnienia oczu, więc zrezygnowałam z używania tego kosmetyku do demakijażu. Używam go tylko jako toniku po wieczornym oczyszczaniu twarzy. Pierwsze odczucia są bardzo miłe, twarz jest ukojona i nawilżona po myciu, ale to tylko chwilowy efekt. Po 15-20 minutach wraca uczucie lekko przesuszonej i ściągniętej skóry. Nie zauważyłam żeby skóra była bardziej miękka, gładka czy chociażby odświeżona po jego użyciu - jak tu mówić o odświeżeniu przy takim alkoholu? Chyba o odkażeniu...
Podsumowując - nie jestem zadowolona z tego kosmetyku i jego używanie jest męczące ze względu na zapach. Nie poprawia stanu mojej cery, nie zauważyłam pozytywnego działania, do tego potworny "zapach" alkoholu. No i cena - za taką kwotę mogę mieć dwa toniki z Ziai, które uważam za o wiele lepsze od tego produktu Nivea. Jedyny plus to dobra wydajność (chociaż nie wiem czy to plus skoro używanie kosmetyku jest męczące).
Nie polecam, zdecydowanie nie warto próbować.

wtorek, 7 lipca 2015

Makijaż oczu w upalne dni? Cienie w kremie!

Lato na razie nas rozpieszcza piękną, upalną pogodą (chociaż na pewno są osoby, które źle znoszą takie upały i na pewno ich nie lubią). W dni, w których temperatura przekracza 30 stopni, całkowicie rezygnuję z makijażu - czuję się w nim źle, jakbym miała nie wiadomo jaką "tapetę" na twarzy, poza tym pocimy się i wszystko dosłownie spływa z twarzy - a jak tu otrzeć pot z czoła w makijażu? Są jednak takie dni kiedy musimy lub bardzo chcemy trochę poprawić nasz wygląd i wtedy wykonujemy makijaż. Jak wykonać, a właściwie czym wykonać, makijaż na upały? Dzisiaj omówimy kwestię oczu - cienie w kremie to idealny wybór. Muszą być to cienie zastygające - wtedy żadna siła ich nie ruszy, a my możemy mieć pewność, że nasz makijaż jest trwały i wygląda nienagannie przez cały dzień.







Ja posiadam dokładnie 5 cieni w kremie i tyle mi wystarczy. Są to kolory bardzo uniwersalne, dobre na każde okazje, stanowiące bazę do każdego makijażu oka. Zatem zapraszam na prezentację i krótkie omówienie każdego z nich. Jeszcze tylko zaznaczę, że trwałość i zachowanie się na oku każdego cienia omawiam po przetestowaniu go na oku solo, bez bazy :) Dla mnie taki test jest najbardziej miarodajny, bo każdy cień na dobrej bazie może wyglądać i utrzymywać się świetnie.






Maybelline Color Tattoo, 35-On and on Bronze mam najdłużej z całej gromadki kremowych cieni. Tutaj recenzja (klik), możecie też zobaczyć jak wygląda na oku. Kolor jest przepiękny, to połączenie złota, brązu i miedzi. Przepięknie podkreśla niebieski i szary kolor tęczówki, ale przy każdym innym również będzie pięknie wyglądał. Aplikacja jest bardzo łatwa - ja zazwyczaj nakładam go palcem i delikatnie rozcieram. Cień bardzo przyjemnie i łatwo się rozciera, nawet palcem można go świetnie rozetrzeć w załamaniu. Kilka razy zdarzyło mu się delikatnie zebrać w załamaniu, ale był to naprawdę subtelny defekt, a ja mam tłuste powieki i używałam go bez bazy.







Maybelline Color Tattoo, 40-Permanent Taupe to bardzo popularny cień, który przez wiele kobiet używany jest do podkreślania brwi. Wypróbowałam na swoich brwiach i zrezygnowałam z używania go w tej roli - uważam, że tak naprawdę on pasuje bardzo niewielu osobom, bo jest po prostu zbyt szary. Używam go z przyjemnością na powiekach i jestem bardzo zadowolona z jego działania. Dla mnie ten cień jest lepszy pod względem trwałości od poprzednika. Nie zdarzyło mu się jeszcze zrolować czy zebrać w załamaniu. Bardzo łatwo i przyjemnie się nakłada i rozciera.







Bebeauty, satynowy cień w musie, niestety nie wiem jaki numerek (nie ma takiej informacji na opakowaniu). Jeśli dobrze pamiętam, to jakiś czas temu w Biedronkach pojawiły się 3 warianty kolorystyczne tych cieni, więc dużego wyboru nie było :) Cień jest bardzo ładny, delikatnie satynowy, beżowy. Ma ciekawą konsystencję puszystego musu. Świetnie sprawdza się w sytuacjach kiedy nie chcę mocno podkreślać oczu, a tylko wyrównać koloryt powiek, rozświetlić spojrzenie i optycznie "otworzyć oko". Ten cień nie jest mistrzem trwałości, po około 6 godzinach zdarza mu się zebrać w załamaniu, natomiast jest to delikatny efekt i nie stanowi dla mnie dużego problemu.







Bebeauty, kremowy cień w musie nr 01 to cień, który odróżnia się od wyżej opisanych formą opakowania. Jest podłużne, podobne do opakowań błyszczyków do ust, aplikator w formie gąbeczki. Cień jest delikatny, konsystencja bardziej kremu niż musu. Odcień to bardzo delikatny, jasny róż. Cień pięknie odbija światło, lekko opalizuje na srebrny odcień. Tak jak poprzednik sprawdzi się do delikatnego podkreślenia oka i do jego rozświetlenia - w tej roli sprawdza się genialnie. Trwałość jest dobra, lekko zbiera się w załamaniu dopiero po około 8 godzinach.







Rimmel Scandaleyes, cień w kremie 002 SLATE GREY - ten cień do dla mnie mistrzostwo trwałości. Jest absolutnie genialny. Forma opakowania i aplikatora taka sama jak poprzednio omawianego cienia. Konsystencja kremowa, delikatna. Odcień grafitowej szarości, ciemny, bardzo mocno napigmentowany. Łatwo się rozciera, ale trzeba robić to szybko, bo on szybko zastyga. A jak już zastygnie to go nie ruszy nic poza płynem do demakijażu. Ten cień zachowuje się jak tatuaż. Dla sprawdzenia trwałości pocierałam cień nałożony na rękę, ale nie ruszył się z miejsca nawet o milimetr. Stanowi świetną bazę do mocniejszego makijażu oka, np. do smoky eyes.



Jestem ciekawa czy ten post się Wam spodobał :) Myślałam również o makijażu twarzy w upalne dni - jeżeli chcecie poznać kilka moich rad w tym temacie to dajcie znać w komentarzu, przygotuję taki post.