poniedziałek, 31 sierpnia 2015

Ziaja Ulga kremowy olejek myjący do twarzy i ciała

Ziaja Ulga kremowy olejek myjący znalazł się w ulubieńcach miesiąca. Bardzo polubiłam ten kosmetyk i już od pierwszego użycia czułam, że jego używanie będzie przyjemnością. Dzisiaj kilka słów więcej na jego temat.







Opakowanie
Biała, smukła buteleczka z zamknięciem na "klik". Opakowanie nie jest przezroczyste i trudno skontrolować poziom zużycia (nawet kiedy skierujemy butelkę w stronę źródła światła). Opakowanie jest twarde i nie da się wyczuć dotykiem ile produktu znajduje się w środku. Szata graficzna jest bardzo minimalistyczna, bez żadnych ozdobników. Z tyłu opakowania znajduje się etykieta z niezbędnymi informacjami (skład, działanie, sposób użycia, data ważności). Otwór dozujący jest mały, a sam produkt na tyle gęsty, że spokojnie można wydobyć niewielką ilość.



Zapach
Dla mnie bardzo przyjemny, delikatny, kremowy.


Konsystencja
Nie jest to konsystencja olejku - pomimo nazwy. Jest to produkt przypominający mleczko, konsystencja jest kremowa, delikatna. Nie jest zbyt gęsty, ale też nie jest na tyle rzadki żeby spłynął z dłoni.





Pojemność
200 ml


Cena
8-9 zł


Działanie
Od producenta:
Wskazania: dysfunkcje skóry wrażliwej, suchej i bardzo suchej, swędzącej i szorstkiej.
Kremowy olejek myjący do skóry twarzy i ciała o długotrwałej aktywności łagodzącej. Zapewnia bezpieczeństwo stosowania, działa jak kojący kompres, zawiera tylko niezbędne składniki receptury.
Preparat hypoalergiczny, bezzapachowy:
- 0% mydła,
- 0% barwników,
- 0% SLESu,
- nie ma zasadowego odczynu,
- minimalna bezpieczna ilość konserwantów,
- testowany pod kontrolą dermatologiczną.
Działanie:
- łagodzenie skóry wrażliwej,
- delikatnie natłuszcza i łagodnie myje,
- tworzy kremową i aksamitną pianę,
- zapewnia długotrwały efekt miękkiej i gładkiej skóry,
- zapobiega podrażnieniom i przesuszeniu naskórka,
- redukuje szorstkość, suchość i nadmierne łuszczenie

Skład:




Moja opinia...
Buteleczka bardzo mi się podoba. Lubię takie proste opakowania - mają swój urok. Minusem jest fakt, że bardzo trudno skontrolować poziom zużycia - buteleczka mogłaby być bardziej transparentna lub miękka.
Zapach jest bardzo subtelny i lekko wyczuwalny. Dla mnie jest przyjemny i nie przeszkadza w używaniu olejku.
Konsystencja również przypadła mi do gustu. Produkt kojarzy mi się ze śmietanką - jest średnio gęsty, delikatny, kremowy. Podczas mycia twarzy wytwarza bardzo delikatną piankę.
Kosmetyk nie zawiera SLSów, SLESów, mydła, barwników. Rzeczywiście w użyciu jest dla skóry bardzo delikatny. Myje łagodnie, ale skutecznie. Używam go tylko do oczyszczania twarzy. Kosmetyk świetnie radzi sobie z oczyszczaniem twarzy z sebum, potu, kurzu, zanieczyszczeń. Sprawdzi się też przy zmywaniu resztek makijażu (ja zawsze wykonuję wstępny demakijaż płynem micelarnym), bez problemu usunie resztki podkładu, pudru, różu...
Po myciu skóra jest czysta, miękka w dotyku i zachowuje odpowiedni poziom nawilżenia. Bardzo ważne jest dla mnie to żeby kosmetyk nie wysuszał i nie powodował uczucia ściągnięcia skóry po umyciu - ten tego nie robi, co więcej pozostawia bardzo komfortowe uczucie nawilżonej skóry. Kosmetyk sprawdzi się jeżeli macie problem z podrażnieniami. Delikatnie ukoi i złagodzi podrażnioną skórę w czasie mycia. Nie jest to jakieś spektakularne działanie, ale na pewno odczuwalne i bardzo miłe.
Olejek jest wydajny, wystarczy niewielka ilość do umycia twarzy, szyi i dekoltu. Używam go mniej więcej od miesiąca i zużyłam około 1/3.
Podsumowując, mogę serdecznie polecić ten produkt. Myślę, że sprawdzi się u osób z cerą suchą, wrażliwą i skłonną do podrażnień, ale nie tylko - ja mam cerę mieszaną, wrażliwą i jestem bardzo zadowolona.

piątek, 28 sierpnia 2015

Ulubieńcy sierpnia 2015

Dzisiaj najprzyjemniejszy post w ciągu całego miesiąca. A przynajmniej najprzyjemniejszy do pisania dla mnie, bo posty o ulubieńcach lubię pisać najbardziej. Znajdzie się coś z kolorówki i z pielęgnacji. Wybrałam tylko te kosmetyki, które naprawdę bardzo pozytywnie mnie zaskoczyły i wyjątkowo miło mi się ich używało. Sama wyselekcjonowana śmietanka :D Zapraszam na ulubieńców :)




Babydream żel do mycia ciała i włosów - mój obecny ulubieniec do codziennego mycia włosów. Bardzo delikatny kosmetyk, nie zawiera SLS, SLeS i ich pochodnych. Ma lekką, przezroczystą konsystencję, całkiem dobrze się pieni, naprawdę dobrze oczyszcza skórę głowy i włosy. Niestety moje włosy plącze, ale i tak zawsze po myciu nakładam odżywkę lub maskę, która rozwiązuje problem. Włosy umyte tym żelem są miękkie, puszyste, ładnie się układają, nie są obciążone.

Ziaja Ulga kremowy olejek myjący do twarzy i ciała - ja używam go tylko do twarzy i jestem zachwycona. Kosmetyk ma postać kremu/śmietanki. Pachnie całkiem przyjemnie, delikatnie się pieni. Jestem bardzo zadowolona, ponieważ ten kosmetyk radzi sobie ze zmywaniem makijażu. Świetnie oczyszcza twarz z potu, sebum, zanieczyszczeń, makijażu - robi to jednak na tyle delikatnie, że w ogóle nie wysusza skóry, która po jego użyciu jest gładka, miła w dotyku, a co najważniejsze - zachowuje odpowiedni poziom nawilżenia.





Garnier regenerujący krem do rąk - recenzja tutaj (klik). Bardzo gęsty, treściwy krem. Wspaniale nawilża, wspomaga regenerację suchej i popękanej skóry. Jeden z lepszych kremów jakie używałam.

Ziaja Sopot Sun krem przeciw zmarszczkom spf 30 - jego działanie sprawdziłam w dość ekstremalny sposób. Posmarowałam tylko twarz tym kremem, a całe ciało pozostawiłam bez ochrony przeciwsłonecznej. Wiem, że to niezbyt mądre, ale jakoś działanie tego kremu sprawdzić musiałam :D Efekt? Skóra spalona i czerwona wszędzie z wyjątkiem twarzy. Krem naprawdę chroni przed słońcem. Ponadto dość przyzwoicie nawilża i nadaje się również pod makijaż. Nie bieli skóry, jak to niektóre kremy z filtrem potrafią robić. Nie zapycha i nie powoduje powstawania wyprysków na mojej mieszanej cerze. Świetny krem za mniej niż 10 zł.






Wibo, Million Dollar Lips - nowy nabytek, który podbił moje serce od pierwszego użycia. Matowa pomadka, ma kremową konsystencję, dzięki której aplikacja jest bardzo przyjemna. Zastyga na ustach i jest nie do zdarcia. Wygląda przepięknie na ustach... Nie chcę o niej mówić zbyt dużo, planuję osobny post - zdecydowanie ta pomadka jest warta uwagi :)

Kobo Modeling Illuminator - dla mnie to świetny korektor pod oczy. Nie jest to najbardziej kryjący korektor na świecie, ale naprawdę ładnie kryje i pięknie stapia się ze skórą, wygląda bardzo naturalnie. Ma bardzo przyjemną, komfortową nawilżającą konsystencję. Jeśli dobrze pamiętam dostępne są tylko 2 odcienie, ale nawet bardzo blade osoby znajdą coś dla siebie - ja mam nr 101 (najjaśniejszy) i mogę szczerze powiedzieć, że to naprawdę ładny, jaśniutki odcień.

Bell Gel 4D lakier do paznokci - piękny odcień różu/fuksji (nr 03). Wspaniale wygląda na paznokciach. Lakier ma świetne krycie, już jedna warstwa wystarczy do pokrycia płytki paznokcia. Wysycha naprawdę szybko i bardzo fajnie imituje efekt żelowych paznokci. Na moich paznokciach utrzymuje się 3-4 dni, co uważam za przyzwoity wynik :)



Co w tym miesiącu Wam szczególnie przypadło do gustu? Podzielcie się swoimi ulubieńcami :)




niedziela, 23 sierpnia 2015

Olejek z drzewa herbacianego - dobroczynna moc natury

Olejek z drzewa herbacianego jest powszechnie znany. Ja również słyszałam o nim od dawna, ale nie był on obecny w mojej kosmetyczce. Sięgnęłam po niego stosunkowo niedawno, kiedy miałam bardzo duży problem z wypryskami na twarzy. Olejek bardzo mi pomógł w walce z nimi, a ja powoli odkryłam wiele innych jego zastosowań.
Ten post nie jest recenzją olejku z firmy Etja. Będę opisywała ogólnie olejek z drzewa herbacianego. Ten konkretny mam w domu, więc to on występuje na zdjęciach :)





Czym jest olejek z drzewa herbacianego?
Olejek z drzewa herbacianego pozyskuje się z liści rośliny o nazwie Melaleuca alternifolia, które rośnie w Australii i Nowej Zelandii. Jest to drzewokrzew, który początkowo rósł dziko na australijskich bagnach, lecz obecnie uprawia się go tam również na plantacjach. Bardzo szybko został uznany za roślinę o działaniu leczniczym. Nazwa drzewa nie ma nic wspólnego z herbatą. Nazwa ta pochodzi z czasów wypraw kapitana Cooka i pierwszych kolonizatorów Australii, którzy wykorzystywali liście tego drzewa do przygotowania leczniczej herbaty. Cenili je zwłaszcza za działanie zapobiegające szkorbutowi. W Europie ta lecznicza roślina została poznana w 1927 roku i bardzo szybko doceniona za dobroczynne działanie.

Naturalny olejek z drzewa herbacianego pozyskiwany jest z liści i małych gałązek drzewokrzewu, przy użyciu destylacji parowej.


Właściwości olejku z drzewa herbacianego
Olejek ma bardzo szerokie zastosowanie w medycynie, kosmetologii oraz aromaterapii. To za sprawą jego właściwości bakteriobójczych i grzybobójczych. Bardzo skutecznie leczy infekcje grzybicze, trądzik i łupież. Jest doskonale tolerowany przez skórę, dlatego często używa się go bezpośrednio na skórę, w rozcieńczeniu, jako dodatek do kosmetyków, w aromaterapii.
Olejek z drzewa herbacianego działa przede wszystkim: bakteriobójczo, grzybobójczo, dezynfekująco, antyseptycznie, przeciwzapalnie, przeciwwirusowo.






Zastosowanie olejku z drzewa herbacianego
Olejek stosuje się do pielęgnacji skóry, inhalacji, kąpieli, kominków zapachowych.
Szczególnie wskazany jest przy:
- problemach skórnych
- problemach jamy ustnej, parodontozie
- przeciw owadom
- przy infekcjach i chorobach górnych dróg oddechowych
- do prania jako środek odkażający





Moja opinia...
Olejek zazwyczaj jest sprzedawany w małych buteleczkach 10-15 ml. Kosztuje od 10 do 15 zł. Olejek z drzewa herbacianego ma bardzo silne działanie i trzeba go stosować w bardzo małych ilościach, punktowo na skórę lub silnie rozcieńczonego. W przypadku trądziku NIE WOLNO nakładać go na całą twarz.
Olejek ma bardzo specyficzną konsystencję - jest dość rzadki, praktycznie wcale nie jest tłusty. Ma postać zbliżoną do bardzo popularnych obecnie suchych olejków.
Olejek przetestowałam na sobie i innych osobach na różnych płaszczyznach działania. Dla mnie nieoceniony jest w walce trądzikiem - nakładam go punktowo na duże, bolące wypryski i po 3 dniach nie ma po nich śladu. Olejek działa antyseptycznie, przeciwwirusowo i wysusza zmiany trądzikowe na skórze. Polecam nakładać niewielką ilość olejku na patyczek kosmetyczny i dopiero w ten sposób delikatnie posmarować wyprysk lub dokładnie umyć ręce i zdezynfekować je żelem do tego przeznaczonym i dopiero takimi czystymi i odkażonymi dłońmi posmarować zmiany skórne.
Olejek świetnie sprawdza się w walce z opryszczką. Ten problem ma wiele osób, również w moim najbliższym otoczeniu. Wystarczy kropelkę olejku zmieszać z odrobiną delikatnego kremu do twarzy i nałożyć niewielką ilość na opryszczkę. Olejek herbaciany wysuszy ją, przyspieszy gojenie i zapobiegnie szybkim nawrotom.
Jeżeli cierpicie na bóle mięśni i stawów to olejek również Wam pomoże. Pomaga złagodzić bóle mięśni i stawów, działa pomocniczo przy chorobie reumatycznej. 2-3 krople należy z mieszać z odrobiną balsamu do ciała i nanieść na bolące miejsce.
Przeziębienie najczęściej dopada nas w zimne miesiące, a ten okres zbliża się już wielkimi krokami. Olejek z drzewa herbacianego świetnie działa w postaci dodatku do inhalacji. Pomaga w leczeniu infekcji dróg oddechowych,kataru, uporczywego kaszlu, chorobach gardła oraz bólu zatok. Zamiast inhalacji można dodać kilka kropli olejku do kominka zapachowego.
Moje dziąsła są bardzo wrażliwe, często odsłaniają się szyjki zębowe - kto tego doświadczył ten wie, jak bardzo jest to nieprzyjemne. Płukanka z wody i kilku kropli olejku z drzewa herbacianego uśmierza ból i łagodzi stan zapalny dziąseł.
Olejek jest polecany przy grzybicy. Ma silne działanie przeciwgrzybicze i jest bardzo przydatny w pielęgnacji stóp dotkniętych grzybicą. Do kremu do stóp można dodać 2-3 krople olejku i wmasować w skórę stóp.

Znacie olejek z drzewa herbacianego? Używacie go?

czwartek, 20 sierpnia 2015

Manhattan, Eyemazing Effect Eyeshadow nr 95R

Jeszcze niedawno cienie do powiek nie były częstym elementem mojego makijażu. Zdecydowanie bardziej lubiłam akcentować mocno usta, a jeśli chodzi o oczy to często decydowałam się tylko na tusz do rzęs. Aktualnie z wielką przyjemnością używam cieni i nie zamierzam z nich rezygnować.
Manhattan Eyemazing Effect Eyeshadow nr 95R BROWNIE BREAK to paletka 4 cieni utrzymana w neutralnej kolorystyce, znajdziemy tutaj piękne odcienie beżów i brązów.



Opakowanie
Kwadratowe, niewielkie, zajmuje mało miejsca. Czarna podstawa z przezroczystym zamknięciem na "klik". Opakowanie jest plastikowe, ale dość dobrze i starannie wykonane. Na odwrocie zamieszczono ilustrację przedstawiającą propozycję makijażu (sposób nakładania cieni). Do cieni dołączony jest dwustronny aplikator w formie gąbeczek.





Zapach
Brak


Konsystencja
Cienie są prasowane, pudrowe, ale z odrobinką kremowości. Są bardzo przyjemne w nakładaniu. Niestety pylą - na szczęście na oku podczas nakładania się nie osypują, ale podczas nabierania opakowanie jest brudne.





Pojemność
15 g (wg informacji znalezionych w Internecie)

Cena
25-26 zł

Działanie
Od producenta:
Długotrwały cień do powiek o innowacyjnej teksturze.
Do stosowania na sucho i mokro.
Nie zbiera się w marszczeniach powiek.
Testowany dermatologicznie i okulistycznie.
Paletka dostępna w 10 wariantach kolorystycznych.


Moja opinia...
Opakowanie jest małe, zgrabne i zajmuje mało miejsca - paletka wymarzona na wyjazdy. Plastikowe opakowanie jest naprawdę solidnie wykonane, nie mam obaw, że coś się z nim stanie w czasie podróży.
Bardzo fajnie, że producent umieścił na odwrocie przykład jak nakładać cienie - może się to przydać osobom początkującym.
W paletce znajdują się 4 cienie - 2 mniejsze kwadratowe i 2 większe prostokątne. Kwadraciki to przepiękna "brudna" biel - nie jest to czysta biel, lekko przełamana beżem oraz ciemny brąz, który podczas rozcierania zyskuje lekko oliwkowy odcień. Większe, prostokątne cienie to brąz wyglądający jak mleczna czekolada oraz odcień kawy z mlekiem. Wszystkie kolory są perłowe, ale w rozsądnym stopniu i naprawdę bardzo ładnie wyglądają na oku.
Cienie są bardzo przyjemne w dotyku, delikatne, jedwabiste. Ich konsystencja jest pudrowo-kremowa, przyjemnie nakłada się je na powieki. Podczas nakładania nie osypują się, ale niestety przy nabieraniu na pędzel lekko się pylą i brudzą opakowanie.
Pigmentacja jest zróżnicowana. Dwa najjaśniejsze cienie są bardzo delikatne, dwa ciemniejsze mają dobrą pigmentację. Nie są to najbardziej napigmentowane cienie na świecie, ale mi to odpowiada. Bardzo łatwo można budować intensywność i osiągnąć naprawdę świetny pigment, więc każdy powinien być zadowolony. Bardzo przyjemnie i łatwo się rozcierają i łączą ze sobą tworząc ładny, spójny makijaż. Cienie bez bazy na moich tłustych powiekach utrzymują się dobrze około 6-8 godzin (zależnie od pogody, temperatury). Nałożone na bazę (najczęściej korektor lub baza Wibo) utrzymują się ponad 12 godzin. W ciągu dnia lekko tracą na intensywności, ale naprawdę w nieznacznym stopniu.
Ja jestem bardzo zadowolona z tych cieni i przyznam szczerze, że aktualnie to jedna z moich ulubionych paletek. Używam jej przy większości makijaży. Zakochałam się w tych kolorach, które są po prostu przepiękne, idealne na co dzień. Brakuje mi tylko matowego beżowego cienia, ale z tym można łatwo sobie poradzić używając pudru.




Cienie bez bazy

wtorek, 18 sierpnia 2015

Ziaja Liście Zielonej Oliwki, oliwkowy dwufazowy płyn do demakijażu oczu i ust

Płyny dwufazowe nie są częstymi gośćmi w mojej kosmetyczce. Nie używam kosmetyków wodoodpornych i całkowicie wystarcza mi płyn micelarny do demakijażu. Oliwkowy płyn dwufazowy z serii Liście Zielonej Oliwki firmy Ziaja dostałam w prezencie i z ciekawością zabrałam się za testowanie.






Opakowanie
Niewielka zielona buteleczka z zakrętką na górze. Opakowanie jest na tyle transparentne, że bez problemu można skontrolować poziom zużycia. Otwór dozujący jest niewielkich rozmiarów - jest to niewątpliwie dużym plusem, nie ma problemu z wylaniem zbyt dużej ilości płynu na wacik. Na opakowaniu zawarte są informacje na temat działania, składu, daty ważności.






Zapach
Brak


Konsystencja
Płyn dwufazowy składa się z dwóch faz - wodnej i olejowej. Po zmieszaniu otrzymujemy płyn o wodnistej konsystencji, który zostawia na skórze lekko tłusty film.





Pojemność
120 ml

Cena
7-8 zł


Działanie
Od producenta:
Preparat pełni funkcję oczyszczającą, ale jednocześnie pielęgnuje i wzmacnia rzęsy. Usuwa wodoodporny, intensywny, nawet teatralny makijaż. Nadaje się dla osób noszących szkła kontaktowe. Bezzapachowy, nie zawiera barwników.
Faza wodna skutecznie nawilża i odświeża delikatną skórę wokół oczu.
Faza olejowa zmiękcza naskórek i zapobiega napinaniu skóry w trakcie aplikacji. Zawiera odżywki wzmacniające rzęsy - witaminę E, olej oliwkowy i rycynowy.

Skład:



Moja opinia...
Opakowanie jest proste i ładne - jak większość opakowań kosmetyków Ziaja. Podoba mi się, że bez żadnego problemu można skontrolować poziom zużycia. Otwór, przez który wylewamy produkt jest niewielki - można wydobyć odpowiednią ilość płynu bez problemu.
Płyn nie ma zapachu, to też jest duży plus. Uważam, że kosmetyki przeznaczone do tak wrażliwych miejsc jak oczy powinny być bezzapachowe (zapachy są najczęstszą przyczyną podrażnień).
Konsystencja, jak można było się spodziewać, jest wodnista i lekko tłusta.
Płyn dobrze radzi sobie ze zmyciem cieni czy kredek do oczu. W przypadku bardziej trwałych eyelinerów i maskar (ale wcale nie wodoodpornych) napotykam pewien opór i muszę poświęcić troszkę więcej czasu na demakijaż. Z pomadkami do ust i błyszczykami radzi sobie bardzo dobrze, ale nie zmyje łatwo bardzo trwałego tintu. Wątpię, że bez problemu poradziłby sobie z bardzo mocnym, wodoodpornym czy teatralnym makijażem (jak zapewnia producent). Produkt rzeczywiście jest delikatny i nie podrażnia nawet wrażliwych oczu, których jestem posiadaczką. Zostawia na skórze dookoła oczu bardzo delikatny, lekko tłusty film. Okolice oczu są nawilżone, nawet lekko natłuszczone. Nie zauważyłam wzmocnienia rzęs, o którym zapewnia producent. Przyznam szczerze, że nawet na to nie liczyłam, bo to tylko płyn do demakijażu :) Całkiem fajny produkt, który radzi sobie z codziennym makijażem. Moim zdaniem nie poradzi sobie z mocnym czy nawet tym teatralnym. Jeśli ktoś lubi płyny dwufazowe to warto spróbować. Ja nie przepadam za tłustym filmem na skórze, który ten płyn pozostawia i raczej nie kupię drugiej buteleczki.

sobota, 15 sierpnia 2015

Zakupy kosmetyczne!

Moje zakupy kosmetyczne od jakiegoś czasu składają się tylko z najpotrzebniejszych rzeczy (no może z malutkimi wyjątkami raz na jakiś czas ;) Nie kupuję zbędnych rzeczy, dzięki temu nie mam ogromnych zapasów kosmetycznych (kiedyś tak bywało), mam jasny i przejrzysty wgląd w swoje kosmetyki - wiem co mam, wszystko używam i nic się nie marnuje.
Po takim krótkim wstępie zapraszam Was na moje zakupy z ostatniego tygodnia.





Babydream, żel do mycia ciała i włosów - właśnie zużyłam dwa kosmetyki do mycia włosów i potrzebowałam czegoś nowego. Na co dzień staram się używać delikatnych produktów myjących i taki właśnie jest ten kosmetyk. Nie zawiera SLS, SLeS i jego pochodnych, skład ma krótki i całkiem niezły. Opakowanie z pompką o pojemności 500 ml kosztowało około 14 zł.

Isana, zmywacz do paznokci o migdałowym zapachu - miałam małą buteleczkę i byłam zachwycona tym zmywaczem. Tym razem kupiłam dużą wersję 250 ml w cenie około 6 zł. Bardzo lubię ten zmywacz i będę do niego często wracać.

Batiste, suchy szampon wersja 'Tropical' - pierwszy suchy szampon, na który się skusiłam. Nie będzie zastępował mi mycia włosów, co to to nie. Planuję go używać w kryzysowych sytuacjach jako pomocnika w walce z przetłuszczającymi włosami. Wspominałam Wam o tym, że moje włosy przetłuszczają się niesamowicie i teraz każda pomoc mi się przyda ;) Opakowanie o pojemności 200 ml kosztowało około 15 zł w Rossmannie.






Ziaja Ulga, kremowy olejek myjący do twarzy i ciała - właśnie kończy się mój żel do mycia twarzy z Loveny i potrzebowałam czegoś nowego. Padło na Ziaję. Kremowy olejek chciałam przetestować już od dawna. Czytałam na jego temat dużo pozytywnych opinii, jestem ciekawa jak sprawdzi się u mnie. Buteleczka o pojemności 200 ml kosztowała 9 zł.

Ziaja, Liście Manuka pasta do głębokiego oczyszczania twarzy przeciw zaskórnikom - bardzo znany kosmetyk, chyba najbardziej chwalony z całej serii z liśćmi manuka. Ja mam problem z zaskórnikami od wielu lat, walczę z nimi, ale one uparcie wracają. Pokładam duże nadzieje w tej paście :) Tubka 75 ml w cenie 8 zł.

Isana, deo roll-on wersja z aloesem - dezodorant to absolutny niezbędnik każdego dnia. Z Isany używałam tylko dezodorantu w spray'u, który bardzo przypadł mi do gustu. Teraz postanowiłam przetestować kulkę. Cena naprawdę niewielka, coś około 3 zł za 50 ml.






Delia, henna w kremie do brwi i rzęs - henny nie robiłam już chyba 2 lata. Wcześniej używałam tych w proszku, tym razem chciałam wypróbować kremową. Mam odcień grafitowy, który najlepiej do mnie pasuje. Opakowanie zawiera tubkę z kremem (15 ml), buteleczkę z 3% aktywatorem (15 ml) i szpatułkę do nakładania produktu. Producent na opakowaniu zapewnił, że henna ma wystarczyć na 15 użyć, zobaczymy jak to będzie w rzeczywistości :) Kosztowała około 7 zł.

Paloma foot SPA, cukrowy peeling do stóp - wcześniej nie używałam peelingów przeznaczonych stricte do stóp. Skusiłam się na ten i na razie nie żałuję :) Pierwsze wrażenie mam bardzo pozytywne. Opakowanie 125 ml w cenie 10 zł.

Dermacos, hipoalergiczna nawilżająca maseczka do twarzy - maska przeznaczona do skóry suchej, wrażliwej, alergicznej. Miałam już dosyć saszetkowych maseczek i wzięłam tą. W promocji kosztowała 14 zł za opakowanie o pojemności 50 ml. Zapowiada się ciekawie, zobaczymy jak się sprawdzi :)


To już wszystko. Jak widzicie trochę się uzbierało, ale naprawdę same potrzebne rzeczy :) Znacie coś z moich nowości?

środa, 12 sierpnia 2015

Evree Max Repair, Regenerujący krem do stóp

Pielęgnacja stóp jest bardzo ważna, zwłaszcza latem. O tej porze roku szczególnie zależy nam żeby były one piękne i zadbane. Lato to też trudny czas dla stóp - są odsłonięte, więc bardziej narażone na uszkodzenia, działanie czynników zewnętrznych, pocą się intensywniej niż w pozostałe pory roku. Bezapelacyjnie należy im się wyjątkowa troska. Jednym z etapów pielęgnacji skóry stóp jest krem. Znalezienie idealnego to nie taka prosta sprawa. Czy regenerujący krem do stóp Max Repair z Evree jest ideałem?





Opakowanie
Błękitna tubka stojąca na czerwonej zakrętce. Kolorowe opakowanie od razu rzuca się w oczy. Zamknięcie na "klik". Otwór dozujący jest mały, a krem na tyle gęsty, że nie wycieka z tubki. Opakowanie nie jest przezroczyste, więc nie widać jaki jest poziom zużycia. Tubka jest na tyle miękka, że można to wyczuć palcami. Na opakowaniu producent umieścił informacje o produkcie, opis działania, datę ważności i skład.






Zapach
Wyczuwam dość mocno lawendę. W tle czuć delikatne typowo kremowe nuty.


Konsystencja
Krem jest biały, gęsty, treściwy.




Pojemność
75 ml

Cena
9-10 zł


Działanie
Od producenta:
Regenerujący krem do stóp do bardzo suchej i szorstkiej skóry. Rezultat: Zaraz po zastosowaniu skóra będzie intensywnie nawilżona, bardziej elastyczna i aksamitna w dotyku. Po regularnym kilkudniowym stosowaniu pozbędziesz się uczucia spierzchniętej i szorstkiej skóry. Formuła kremu: Składniki aktywne alantoina, d-panthenol i proteiny jedwabiu błyskawicznie wygładzają, nawilżają i regenerują skórę. Dzięki zawartości wosku pszczelego i urea stopy są niezwykle miękkie, gładkie i zadbane. Zawarty w kremie naturalny lawendowy olejek eteryczny ma działanie bakteriobójcze i grzybobójcze, łagodzi podrażnienia oraz działa odświeżająco. Przebadany dermatologicznie.

Skład:




Moja opinia...
Opakowanie bardzo przypadło mi do gustu. Jest ładne, kolorowe, przyciąga wzrok. Jest również praktyczne - tubka stoi na zakrętce, więc krem sukcesywnie spływa w dół i nie ma problemu z jego wydobyciem.
Zapach jest mocno wyczuwalny, lawendowy. Ja lubię ten zapach, dla mnie jest przyjemny. Jeżeli jednak nie lubicie lawendy, to zapach tego kremu nie przypadnie Wam do gustu.
Konsystencja jest gęsta i treściwa, taka jak lubię. Zgodzę się z producentem, że formuła kremu jest bardzo wydajna, naprawdę potrzeba odrobinę do wysmarowania stóp. Krem naprawdę bardzo szybko się wchłania, nie pozostawia żadnej nieprzyjemnej warstwy na skórze, stopy są miłe w dotyku.
Działanie kremu jest dobre. Rzeczywiście dobrze nawilża i przy dłuższym, regularnym stosowaniu sprawia, że skóra stóp jest bardziej miękka i gładka. Wspomaga proces regenerowania naskórka, ale nie jest to spektakularny efekt. Daje przyjemne, lekkie uczucie odświeżenia i łagodzi uczucie ciężkich i obolałych stóp - co przyda się zwłaszcza latem, po całym dniu na nogach :) Krem jest przyjemny i poprawia kondycję stóp, jednak myślę, że przy bardzo wymagającej, szorstkiej i popękanej skórze jego działanie może okazać się niewystarczające. Jeżeli nie macie bardzo dużych problemów ze stopami, to mogę polecić.

poniedziałek, 10 sierpnia 2015

Tołpa Botanic Czarna Róża, odżywczy balsam-miód do ust

Produkty do ust uwielbiam - te do makijażu i te do pielęgnacji. Chętnie testuję różnorodne balsamy, masełka, sztyfty i wszystko co tylko jest dostępne. Z ciekawości sięgnęłam po odżywczy balsam-miód do ust z serii Botanic Czarna Róża firmy Tołpa.





Opakowanie
Kosmetyk umieszczony został w malutkim, zakręcanym słoiczku. Szata graficzna utrzymana w kolorach bieli, czerni i fioletu. Słoiczek oryginalnie zapakowany jest w kartonowe pudełeczko (nie jest obleczone folią). Opakowania kosmetyków Tołpa są bardzo ciekawe, zawsze można znaleźć na nich ciekawostki na temat różnych składników. Produkt trzeba nabierać palcem - wiem, że jest bardzo dużo osób, które nie lubią tego typu opakowań ze względów higienicznych. Otwór jest duży, można łatwo wydobyć balsam palcem (nawet przy długich paznokciach).








Zapach
To było największe zaskoczenie. Myślałam, że kosmetyki z tej samej serii będą pachniały tak samo lub przynajmniej podobnie. Nic z tego! Miałam wcześniej krem do twarzy i miał zapach słodki, otulający, ciepły z delikatną kwiatową nutą. Natomiast ten balsam pachnie niedojrzałym bananem.


Konsystencja
Trochę jak wazelina, ale bardziej rzadka. Balsam jest leciutki i wystarczy odrobinka do pokrycia ust.





Pojemność
8g

Cena
17-18 zł


Działanie
Od producenta:
Balsam - miód ma przyjemną miodową konsystencję. Odżywia i regeneruje usta. Zapobiega spierzchnięciom i uszkodzeniom. Wygładza, przywraca miękkość i nawilża. Pozostawia dobrze wypielęgnowane usta.
Botaniczne składniki: czarna róża, oliwa z oliwek, olej awokado, olej makadamia, masło kokum, masło shea.

Skład:



Moja opinia...
Opakowania kosmetyków Tołpa są bardzo ciekawe - zwłaszcza te kartonowe. Można na nich znaleźć wiele ciekawych informacji. Słoiczek z balsamem jest malutki, plastikowy, zawiera tylko naklejkę z nazwą kosmetyku i producenta. Jest bardzo skromny, może aż za skromny? Za taką cenę troszkę słabe to opakowanie.
Zapach nie przypadł mi do gustu. Myślałam, że balsam do ust będzie pachniał tak samo ładnie jak pozostałe produkty z tej serii. No cóż, niespodzianka.
Z działania balsamu jestem zadowolona. Nakładam go zawsze na noc czystymi rękoma (higiena jest szczególnie ważna w opakowaniach tego typu), czasami w ciągu dnia jeżeli czuję taką potrzebę. Mimo swojej bardzo lekkiej konsystencji balsam dobrze nawilża. Nie mam problemu z suchymi skórkami. Po nocy usta są miękkie i gładkie. Używam tego balsamu nie tylko do pielęgnacji ust, ale także paznokci :) Smaruje nim skórki, które naprawdę świetnie wyglądają, są miękkie i nawilżone. Konsystencja sprawia, że balsam jest bardzo wydajny i na pewno wystarczy mi na długo. I tu pojawia się problem, bo producent informuje, że produkt jest ważny tylko 3 miesiące od otwarcia. Nie wiem czy jestem w stanie zużyć go w tym czasie. Zwłaszcza, że nakładam go tylko będąc w domu. Jest jeszcze jeden minus tego balsamu - smak. Kosmetyk ma nieprzyjemny, gorzki posmak, który naprawdę bardzo mi przeszkadza.
Nie mogę powiedzieć, że jest to zły produkt. Jest dobry, dba o usta, robi to co ma robić. Patrząc jednak na tę cenę, prawie 20 zł, nie wiem czy wrócę do niego ponownie. Za połowę tej ceny mogę mieć balsam z Tisane czy Carmex - dla mnie te dwa produkty działają lepiej niż Tołpa - po pierwsze szybciej, po drugie intensywniej regenerują spierzchnięte i popękane usta.
A co Wy myślicie o tym balsamie? Znacie go, a może chcecie wypróbować?

sobota, 8 sierpnia 2015

Garnier, Intensywna pielęgnacja bardzo suchej skóry, Regenerujący krem do rąk

Wielokrotnie wspominałam, że skóra moich dłoni jest wymagająca. Bardzo często się przesusza, jest wtedy szorstka i popękana. Szukam kremów regenerujących, odżywczych, intensywnie nawilżających. Dzisiaj recenzja właśnie takiego produktu - Garnier, regenerujący krem do rąk z linii przeznaczonej do intensywnej pielęgnacji bardzo suchej skóry.





Opakowanie
Czerwona tubka z białymi napisami i zakrętką w tym samym kolorze. Opakowanie nie jest przezroczyste, więc nie można zobaczyć jaki jest poziom zużycia. Tubka jest dość miękka, więc można "wyczuć" ile jeszcze kremu znajduje się w środku. Na opakowaniu producent zamieścił wszelkie niezbędne informacje - opis działania, stosowania, datę ważności, skład.

Otwór dozujący jest duży, ale nie stanowi to żadnego problemu - krem jest bardzo gęsty i na pewno nie wycieknie.





Zapach
Przyjemny, kremowy, wyraźnie wyczuwalny.


Konsystencja
Krem jest bardzo gęsty, zbity, treściwy.





Pojemność
100 ml

Cena
7-8 zł





Działanie
Od producenta:
Regenerujący krem do rąk zniszczonych.
Regeneruje i odżywia zniszczoną skórę dłoni. Zawiera alantoinę, znaną ze swych właściwości regenerujących, glicerynę, która chroni ręce oraz czynnik filtrujący, który zapobiega przedwczesnemu starzeniu się skóry dłoni.

Skład:




Moja opinia...
Opakowanie jest ładne, przyciągające uwagę intensywnym czerwonym kolorem. Szkoda, że krem posiada zakrętkę, wolałabym zatyczkę na "klik". Tubka jest stosunkowo miękka, więc można dotykiem sprawdzić poziom zużycia.
Zapach jest ładny, kremowy, ale dość intensywny. Może być męczący dla osób wrażliwych na zapachy.
Konsystencja jest bardzo gęsta, bogata, treściwa. Ja bardzo takie kremy lubię, bo mam wrażenie, że porządnie dbają o moje dłonie. W przypadku tego kremu to nie tylko wrażenie, lecz rzeczywistość. Krem świetnie nawilża i regeneruje skórę w bardzo krótkim czasie. Po 2 dniach używania moja skóra zdecydowanie lepiej wygląda, nie jest już popękana i przesuszona. Mogę się zgodzić, że łagodzi i przynosi ulgę popękanej i podrażnionej skórze. Działa na nią kojąco i uspokajająco. Bardzo mnie cieszy fakt, że to pozytywne działanie kremu nie jest krótkotrwałe. Krem wyraźnie poprawia kondycję skóry na długi czas, chroni ją i wzmacnia. Skóra nie jest już tak bardzo podatna na przesuszenia i pękanie.
Jest bardzo wydajny, wystarczy odrobinka do pokrycia całych dłoni. W przypadku bardzo mocno zniszczonych świetnie sprawdza się nałożony grubszą warstwą - no po prostu rozkosz dla dłoni. Łagodzenie, bardzo mocne nawilżenie i regeneracja - wszystko czego potrzebuje sucha, popękana skóra.

piątek, 7 sierpnia 2015

Bell Creamy & Shiny, kremowa pomadka w kredce nr 07

Pomadki w kredce są bardzo popularne i większość firm kosmetycznych ma już w swojej ofercie tego typu produkty. Ja bardzo takie kredki do ust lubię i mam ich w swojej kosmetyczce kilka. Dzisiaj pokażę Wam najnowszy kredkowy zakup, czyli kremową pomadkę w kredce 'Creamy & Shiny' z firmy Bell.




Opakowanie jest plastikowe, porządnie wykonane, w kolorze odpowiadającym kolorowi pomadki. Kredka jest wykręcana, więc nie trzeba się martwić jej temperowaniem. Napisy na opakowaniu bardzo szybko się zdzierają. Ja mam kredkę od niedawna, noszę ją często w torebce i napisy są już wyraźnie naruszone. Fajnie, że producent umieścił skład na opakowaniu. Niestety ja już go nie odczytam ze swojego egzemplarza :(





Zapach jest piękny, soczyście owocowy. Na lato cudowny!


Konsystencja pomadki jest bardzo nawilżająca, kremowa, miękka.





Pojemność 4g

Cena 16-17 zł


Działanie
Od producenta:
Kosmetyk nowej generacji, nie wymagający temperowania. Formuła pomadki typu „masełko” idealnie gładko się rozprowadza, pozostawiając na nich kremową warstwę intensywnie lśniącego koloru. Specjalny mix składników nawilża, uelastycznia i zmiękcza skórę warg. Lekka, nieklejąca konsystencja nie zostawia smug i powoduje, że noszenie pomadki jest prawdziwą przyjemnością. Masełko kusi swoim cudownie owocowym zapachem, który spowoduje, że nie zechcesz się z nim rozstać. Niezwykle kobiece odcienie, których jest aż siedem, sprawią, że będziesz chciała mieć każdy z nich, aby rozpieszczać swoje usta codziennie innym kolorem!


Moja opinia...
Opakowanie jest bardzo ładne i porządnie wykonane. Dobry pomysł z opakowaniem w kolorze pomadki - jeżeli mamy więcej kolorków to można łatwo i szybko wybrać odpowiedni bez tracenia czasu na sprawdzanie kolorów. Niestety napisy szybko się zdzierają i opakowanie nie wygląda estetycznie.
Zapach jest absolutnie wspaniały! Soczysty, słodki, owocowy. Na tą porę roku świetny :)
Konsystencja jest miękka i bardzo kremowa. Przy wysokich temperaturach pomadka może się złamać, więc trzeba się z nią obchodzić wyjątkowo ostrożnie.
Kolor, który posiadam (07) jest pięknym koralowym odcieniem. Jest taki jak zapach pomadki - soczysty, letni, cukierkowy. Na ustach wygląda pięknie i z pewnością podkreśli opaleniznę.
Producent nazwał produkt masełkiem do ust nadającym kolor. Nie bez powodu! Pomadka jest bardzo nawilżająca. Dla mnie ten produkt jest połączeniem balsamu nawilżającego i kolorowej pomadki. Dba o usta, porządnie je nawilża, sprawia że są miękkie i zadbane. Pigmentacja jest całkiem niezła, żeby osiągnąć wyrazisty i mocny kolor wystarczą dwa pociągnięcia pomadką po ustach. Nie jest to pomadka długotrwała i nie utrzyma się na naszych ustach kilkanaście godzin ;) U mnie wytrzymuje 2-3 godziny bez jedzenia i picia. W kontakcie z jedzeniem czy piciem znika bardzo szybko zostawiając po sobie delikatny ślad w postaci lekko zabarwionych ust.
Pomadka niestety nie jest wydajna. Podejrzewam, że to przez jej kremową, masełkowatą konsystencję.
Ja bardzo ją polubiłam przede wszystkim za to, że naprawdę dobrze dba o usta i porządnie je nawilża jednocześnie dając piękny kolor. No i ten zapach... Dla mnie to kosmetyk idealny na lato :)



środa, 5 sierpnia 2015

Biały Jeleń, Hipoalergiczny krem do twarzy do skóry wrażliwej

Biały Jeleń hipoalergiczny krem do twarzy do skóry wrażliwej ma ekstremalnie nawilżać i łagodzić. Dorzuciłam go do zamówienia internetowego, które moja mama składała w jednej z aptek online. Kosztował nieco ponad 10 zł za pojemność 100 ml. Byłam ciekawa czy za niewielką cenę znajdę kosmetyczną perełkę w dziedzinie pielęgnacji twarzy.





Opakowanie to biała, prosta tubka stojąca na zakrętce. Opakowanie nie jest przezroczyste, ale kierując je pod źródło światła można kontrolować poziom zużycia. Otwór dozujący jest niewielki, zamknięcie na "klik". Tubka zapakowana jest oryginalnie w kartonik obleczony folią. Zarówno na kartoniku, jak i na tubce znajdują się wszelkie niezbędne informacje na temat kremu (działanie, skład, data ważności).






Zapach jest bardzo delikatny, typowy dla kremów.


Konsystencja bardzo przyjemna - krem jest gęsty, ale podczas nakładania na twarz czuć, że jest jednocześnie lekki i szybko się wchłania.





Pojemność 100 ml.


Cena 10-12 zł (w zależności gdzie kupujecie).



Działanie
Od producenta:
Hipoalergiczny nawilżająco - łagodzący krem do twarzy to produkt intensywnie pielęgnujący. Specjalnie opracowana receptura łagodzi podrażnienia oraz wpływa osłaniająco na skórę, wzmacniając jej naturalną barierę ochronną.
Starannie dobrane składniki regenerują warstwę lipidową skóry przywracając odpowiedni poziom nawilżenia. Bogata kompozycja składników odżywia i przynosi ulgę przesuszonej skórze przywracając jej wypoczęty i zdrowy wygląd. Krem likwiduje uczucie napięcia skóry, pozostawiając ja odprężoną i zrelaksowaną. Delikatna konsystencja sprawia, że produkt łatwo wnika w głąb skóry nie pozostawiając tłustej warstwy.

Skład:



Moja opinia...
Na temat opakowania właściwie nie mam już nic do dodania. Jest proste i praktyczne. Dzięki temu, że tubka stoi na zakrętce można wydobyć krem z łatwością (nawet kiedy już się kończy). Opakowanie jest miękkie i można je z łatwością rozciąć, więc jeżeli ktoś tak jak ja maniakalnie rozcina opakowania żeby nie zmarnować nawet odrobinki, to będzie zadowolony :)
Zapach jest delikatny, typowo kremowy. Jest subtelny i nie drażni nosa.
Konsystencja jest bardzo przyjemna. Z pozoru krem jest gęsty, natomiast w kontakcie ze skórą staje się lekki i szybko się wchłania. Można go stosować na dzień i na noc. Ja zdecydowanie bardziej lubię go nakładać rano, sprawdza się bardzo dobrze pod makijaż.
Jestem zadowolona z jego działania. Krem naprawdę bardzo dobrze nawilża, szybko się wchłania i nie pozostawia żadnej warstwy na skórze. Mam cerę mieszaną i myślę, że nawilżenie będzie odpowiednie dla każdej cery z wyjątkiem bardzo suchej i wymagającej. Moja skóra jest ostatnio często zaczerwieniona i podrażniona, krem trochę te objawy łagodzi i przynosi ukojenie. Po jego zastosowaniu skóra jest miękka i przyjemna w dotyku, wygląda zdrowo, jest promienna i pełna blasku. Po mocniejszym oczyszczaniu twarzy przywraca jej odpowiedni komfort, niweluje uczucie ściągnięcia i wysuszenia. Krem nie wpłynął negatywnie na moją cerę, nie zapchał, nie spowodował powstawania wyprysków ani zaskórników, nie uczulił, nie podrażnił. Naprawdę bardzo dobry krem o dobrym składzie za niewielką cenę. Myślę, że będzie odpowiedni dla wielu osób. Mam jedynie wątpliwości czy poradziłby sobie z bardzo przesuszoną skórą.
Znacie ten krem? Macie ochotę wypróbować? :)

poniedziałek, 3 sierpnia 2015

Lily Lolo podkład mineralny spf 15 w odcieniu 'China Doll'

Podkład mineralny z filtrem SPF 15 z firmy Lily Lolo znajduje się w mojej kosmetyczce od ponad miesiąca. Posiadam odcień 'China Doll'. Testowałam go namiętnie przez ten czas i dzisiaj chciałabym przedstawić moją opinię na temat tego kosmetyku.





Opakowanie
Podkład zamknięty jest w półtransparentnym, okrągłym opakowaniu z czarną zakrętką. Sitko, przez które wydobywamy produkt można zabezpieczyć przekręcając plastikową nakładkę. Dzięki temu bez obaw można zabrać podkład w podróż, na pewno nic się nie wysypie. Dodatkowo całość zapakowana jest w czarno-biały kartonik.






Zapach
Brak.


Konsystencja
Podkład ma formę sypkiego pudru, proszku. Jest bardzo drobno zmielony, gładki i jedwabisty w dotyku.





Pojemność
10 g


Cena
72,90 zł
Dostępne są również wersje mini (0,75g) w cenie 10 zł.


Działanie
Od producenta:
Podkład o bardzo jasnym odcieniu ze zbalansowanym kolorytem dla jasnej i bardzo jasnej karnacji. Posiada naturalny filtr przeciwsłoneczny SPF 15. Jeden z najchętniej kupowanych bladych odcieni podkładu.

Skład: Mica, Zinc Oxide, Titanium Dioxide, Iron Oxides, Ultramarine Blue.



Podkład nakładam pędzlem 'Super Kabuki' z firmy Lily Lolo. Dostępny jest na stronie producenta w cenie 79,90 zł.





Moja opinia...
Opakowanie jest nie tylko bardzo ładne, ale również praktyczne. Duży plus za sitko, które można zabezpieczyć. Dzięki temu nie martwię się o to, że produkt wysypie się podczas podróży w kosmetyczce. Opakowanie jest półprzezroczyste, a to umożliwia łatwe kontrolowanie poziomu zużycia.
Konsystencja podkładu jest bardzo przyjemna. Podkład ma formę sypkiego pudru, jest bardzo miękki i aksamitny w dotyku. Podczas nabierania go na pędzel może lekko pylić. Przy nakładaniu na twarz nie ma już tego efektu.
Mój odcień to 'China Doll', czyli jak zapewne się domyślacie odcień bardzo jasny, drugi w kolejności (jaśniejszy jest odcień 'Porcelain'). Podkład rzeczywiście jest bardzo jasny i doskonale dopasowuje się do mojej bardzo jasnej, bladej cery. Odcień jest beżowy z lekkimi żółtymi tonami, absolutnie nie ma tutaj nic z różowych tonów.
Podkład nakłada się bardzo łatwo i przyjemnie. Używam do tego pędzla 'Super Kabuki' z Lily Lolo. Jest to duży pędzel, z bardzo miękkim, gęstym i zbitym włosiem. Świetnie nadaje się do aplikacji podkładu mineralnego. Przykładam go do twarzy i nakładam podkład wykonując okrężne ruchy - tak jakbym starała się go wmasować w skórę.
Różnica w wyglądzie cery jest widoczna już po jednej, cienkiej warstwie. Mam trochę przebarwień, które ten podkład dobrze zakrywa. Cera ma jednolity koloryt, pory są mniej widoczne, a cała struktura cery wygładzona. Krycie można stopniować nakładając kolejne warstwy podkładu. Trochę się tego obawiałam - całkowicie niepotrzebnie. Pomimo nakładania kolejnych warstw twarz nadal wygląda dobrze, nie ma efektu maski ani 'ciasta' na twarzy. Pięknie kryje, można nim osiągnąć naprawdę duże krycie.
Na mojej mieszanej cerze podkład ma naprawdę dobrą trwałość. Zaznaczam, że niczym go nie przypudrowuję, a matowy efekt utrzymuje się do 5-6 godzin. Testuję go w miesiące letnie, więc to naprawdę świetny wynik. Podejrzewam, że jesienią i zimą będzie on jeszcze lepszy. Po tych 5-6 godzinach cera zaczyna się lekko błyszczeć, ale nadal wygląda estetycznie. Podkład utrzymuje się na mojej twarzy od rana do późnego wieczora. Dobrze współpracuje z każdym kremem, niezależnie od tego czy jest to lekki krem nawilżający, bardziej odżywczy, czy z wysokim filtrem. Mogę serdecznie polecić, ja jestem zachwycona tym podkładem i obecnie nie używam żadnego innego.
Pędzel również świetnie się sprawdza. Bardzo łatwo nakłada się nim podkład. Jest miękki i bardzo przyjemny w dotyku, co jest bardzo ważne w kontakcie ze skórą twarzy. Jest gęsty, zbity, ma naprawdę bardzo dużą ilość włosia. Czyści się bardzo łatwo i nie zgubił jeszcze ani jednego włoska.



Teraz najważniejsze, zdjęcia porównawcze. Po lewej bez podkładu, po prawej z cieniutką warstwą - polecam powiększyć zdjęcie.



Na koniec chciałabym napisać jeszcze kilka słów na temat kontaktu z firmą. Otrzymałam bardzo dużą pomoc w dobrze kosmetyku odpowiedniego do mojego typu cery i do jej koloru. Uzyskałam naprawdę bardzo dużo informacji o produktach, dzięki czemu ich wybór był bardzo łatwy i co najważniejsze, trafiony. Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona szybkim kontaktem i bardzo profesjonalnym doradztwem ze strony przedstawicieli firmy. Jeżeli chciałybyście zakupić podkład mineralny, a nie wiecie jaki odcień będzie dla Was odpowiedni - na pewno uzyskacie pomoc w jego doborze.


Podkład mineralny z filtrem spf 15 można zakupić na stronie producenta kosmetyków Lily Lolo - klik. Można tam również zakupić pędzel 'Super Kabuki', idealny do nakładania podkładu mineralnego - klik.



Produkty otrzymałam do testów od firmy Lily Lolo. Fakt ich otrzymania nie wpłynął na moją opinię.

niedziela, 2 sierpnia 2015

Projekt denko - lipiec 2015

Skończył się lipiec - pewnie to zabrzmi bardzo banalnie, ale naprawdę nie wiem kiedy ten miesiąc minął. Czas podsumować zużycia.






W tym miesiącu nie zużyłam żadnego kosmetyku do makijażu. Mam nadzieję, że w sierpniu znajdzie się kilka zużyć z kolorówki - wszystko na to wskazuje, więc bardzo się cieszę.

Przechodzimy już szybko do lipcowego denka :)




Hasco-Lek, Maść ochronna z witaminą A - pisałam o niej tutaj (klik). Świetna i uniwersalna maść. Uwielbiam ją stosować na noc jako krem pod oczy (oczywiście z przerwami), na suche i spierzchnięte usta, na otarcia i na wypryski. Jest niezastąpiona. KUPIĘ PONOWNIE

Lovena płyn micelarny - recenzja tutaj (klik). Kosmetyk produkowany przez Tołpę, który jest producentem również znanego płynu micelarnego z Biedronki. Ten płyn był całkiem niezły, nie podrażniał oczu, ale średnio radził sobie z demakijażem. Za taką cenę (4,99 zł) nie było źle i warto spróbować. Ja mam daleko do Netto (tam jest dostępna Lovena), więc wybieram Biedronkę. NIE KUPIĘ PONOWNIE

HiPP Babysanft, delikatny krem pielęgnacyjny - bardzo go polubiłam i szybko zużyłam. Gęsty, treściwy krem, który stosowałam na noc. Skóra się po nim świeciła, ale dla mnie nocą to nie problem. Przepięknie nawilża, natłuszcza, likwiduje suche skórki, odżywia, uelastycznia naskórek, sprawia że twarz jest miękka i przyjemna w dotyku. Świetnie radził sobie z łagodzeniem podrażnień, także tych powstałych po zbyt długim pobycie na słońcu. Nie zapycha skóry, a moja niestety ma do tego skłonności. Krem nie zawiera parafiny, parabenów, alergizujących substancji zapachowych, olejków eterycznych, białek pszenicy, surowców pochodzenia zwierzęcego. Wysoko w składzie zawiera olejek sojowy - już na czwartym miejscu. Świetny krem za 13 zł. KUPIĘ PONOWNIE





La Luxe Paris arganowy jedwab do ciała - recenzja tutaj (klik). Całkiem nieźle sprawdzał się w okresie letnim, kiedy skóra nie jest zbyt wymagająca. Przeciętnie nawilża, nadaje skórze miękkość i bardzo ładny, zdrowy blask. Niestety opakowanie i pompka bardzo mnie zwiodły. NIE KUPIĘ PONOWNIE

Sessio Professional, odżywka do włosów suchych - pisałam o niej tutaj (klik). Była lekka, nie obciążała nawet cienkich i delikatnych włosów. Przyjemna codzienna odżywka, przeciętnie nawilżała i ułatwiała rozczesywanie. Bardzo wydajna, duże opakowanie i sprawnie działająca pompka. MOŻE KUPIĘ (dostałam do testów)

Born to Bio, żel pod prysznic 'Brzoskwinia Winna' - recenzja tutaj (klik). Świetny żel, który bardzo dokładnie i delikatnie myje. Nie wysusza i nie podrażnia skóry, a nawet śmiało mogę powiedzieć, że ją nawilża. Skóra po kąpieli jest zadbana, miękka i nawilżona. KUPIĘ (dostałam do testów)





Kamill intensiv, krem do rąk - recenzja tutaj (klik). Bardzo lubię kremy do rąk Kamill i ten również mnie nie zawiódł. Gęsty, treściwy, bardzo wydajny. Wspaniale nawilża i regeneruje suchą, popękaną skórę dłoni. Dba także o paznokcie. Świetny krem. KUPIĘ PONOWNIE

Coloris, Laura Conti serum do stóp 'Totalna regeneracja' - recenzja tutaj (klik). Bardzo dobry kosmetyk. Świetnie nawilża i naprawdę bardzo dobrze zmiękcza nawet mocno stwardniałą skórę na stopach (szczególnie w okolicach pięt). Dba o stopy, regeneruje popękaną skórę i przyjemnie odświeża. Jedyny minus to zapach, który mi nie przypadł do gustu, ale w obliczu świetnego działania zapach nie jest taki istotny. KUPIĘ (dostałam do testów)






Marion, chusteczki odświeżające 'Green Tea' - kupione w drogerii Natura za 1,99 zł. Bardzo fajne, dobrze nasączone chusteczki o przyjemnym, orzeźwiającym zapachu. Każda sztuka była dobrze nawilżona, zamknięcie dobrze trzymało przez cały okres użytkowania. Zawsze mam pod ręką jakieś chusteczki nawilżane, te były bardzo fajne. KUPIĘ PONOWNIE

Ziaja, maska regenerująca z glinką brązową - świetna maseczka, jedna z moich ulubionych. Zużyłam już 4-5 opakowań i na pewno kupię kolejne. Skóra jest po niej świetnie nawilżona, jędrna, wygładzona i miękka. Jedna saszetka wystarcza mi na 3 użycia, maska kosztuje 1,49 zł :) KUPIĘ PONOWNIE



To już wszystkie moje lipcowe zużycia. Nie ma tego wybitnie dużo, ale zawsze lepsze coś niż nic :)
Jak Wam poszło denkowanie w lipcu? :)