niedziela, 31 stycznia 2016

Ulubieńcy stycznia 2015

Cześć dziewczyny!

Ostatnio było o kosmetykach, które okazały się niewypałem. Dzisiaj będzie o wiele przyjemniej, bo opowiem Wam o ulubieńcach. Nie będzie ich dużo, tylko same naprawdę sprawdzone kosmetyki, bez których nie wyobrażam sobie aktualnie pielęgnacji i makijażu. 




Isana Young, żel do mycia twarzy i demakijażu oczu
Żel, który bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Jest gęsty, mimo to z łatwością można go wydobyć z tubki i rozprowadzić na twarzy. Pieni się bardzo delikatnie (nie posiada SLS ani SLeS). Używam go raz dziennie (wieczorem) do oczyszczenia twarzy z resztek makijażu, sebum, zanieczyszczeń i w tej roli sprawdza się doskonale. Oczyszcza, pozostawia uczucie odświeżonej i czystej skóry, nie wysusza. Użyłam go kilka razy do demakijażu oczu i również dał sobie radę w tej kwestii, nie podrażnił i nie wywołał reakcji alergicznej. Bardzo dobry, tani żel do oczyszczania twarzy. Dostępny jest w Rossmannie za około 7-8 zł.




Pharmaceris H, skoncentrowany szampon wzmacniający do włosów osłabionych 
Szampon, który obecnie pełni bardzo ważną rolę w pielęgnacji moich słabych i wypadających włosów. Rzeczywiście jest bardzo skoncentrowany, do umycia włosów wystarczy dosłownie odrobinka (polecam używać mniejszej ilości niż zazwyczaj potrzebujecie do mycia włosów). Pieni się doskonale, zawiera SLeS (aczkolwiek nie drażni i nie wysusza skóry głowy), świetnie oczyszcza. Po 1,5 miesiąca używania tego szamponu 3 razy w tygodniu zauważyłam poprawę kondycji moich włosów - delikatnie się wzmocniły, przestały wypadać tak intensywnie jak przed stosowaniem tego kosmetyku i delikatnie zmniejszyło się tempo przetłuszczania skóry głowy. Bardzo serdecznie polecam, szampon skuteczny, bardzo wydajny, w przystępnej cenie. Dostępny w aptekach za około 27-28 zł. 




Bjobj, maseczka do twarzy z białej glinki
Kosmetyk naturalny, polecany do dogłębnego oczyszczania skóry twarzy i ciała.
Maseczka ma postać bardzo gęstego kremu/pasty. Nakładamy ją na twarz na 1-2 minuty i spłukujemy. Rzeczywiście ma właściwości oczyszczające i wpływa normalizująco na cerę problematyczną (skłonną do wyprysków, trądziku, przetłuszczającą się). Moje zmiany trądzikowe są po niej uspokojone, łagodzi bolesne wypryski, zmniejsza widoczność porów i delikatnie ogranicza wydzielanie sebum. Skóra twarzy oraz ciała jest po niej świetnie oczyszczona, miękka, gładka. Polecam serdecznie. Pasta dostępna jest w Internecie (np. tutaj) za około 30 zł.




Inglot, Q10 Lipstick nr 33
Długo zapomniana przeze mnie pomadka wróciła ostatnio do łask. I nie wyobrażam sobie makijażu bez jej użycia! Kolor nr 33 to piękny róż, niezbyt jaskrawy, ale wyrazisty. Zawiera malutkie drobineczki, które nie dają jednak efektu perły na ustach (na szczęście!), ale piękny połysk, który w połączeniu z bardzo kremową konsystencją szminki daje efekt jędrnych, pełnych, delikatnie lśniących ust. Jest nawilżająca i bardzo komfortowa w noszeniu na ustach. Utrzymuje się około 3-4 godzin w idealnym stanie, schodzi równomiernie (po prostu tracąc na intensywności). Cena około 33 zł w salonach Inglot.




Sensique, Protein In Action odżywka do paznokci
Bardzo lubię produkty do paznokci firmy Sensique. Nie zawierają formaldehydu i szkodliwych dla paznokci substancji. Odżywka przeznaczona do pękających i rozdwajających się paznokci. Moje z natury są mocne, ale zawsze używam jakiejś odżywki jako bazy pod lakier. Ta sprawdza się świetnie, ma delikatny mleczny odcień, zapobiega odbarwianiu płytki paznokci i rzeczywiście wzmacnia paznokcie! Moje od jakiegoś czasu są tak twarde, że skrócenie ich naprawdę stało się bardzo problematyczne :D To musi być zasługa tej odżywki, bo nie używam nic innego do paznokci. Polecam! Dostępna w Naturze za około 8 zł.

Piszcie co u Was się sprawdziło i co możecie mi polecić :)
P.S Dziewczyny, proszę trzymajcie kciuki za mój jutrzejszy egzamin z najważniejszego dla mnie przedmiotu :) Oby gładko poszło i na 5!  Buziaki :*

piątek, 29 stycznia 2016

3 X NIE! Kosmetyczne rozczarowania!

Cześć dziewczyny!
Ostatnio bardzo rzadko pojawiają się posty. Niestety styczeń jest dla mnie bardzo pracowity, zaliczenia i egzaminy, a przez to niestety nie mam czasu na nic. Mam nadzieję, że uda mi się zdać wszystko w pierwszych terminach i już niedługo wrócić do regularnego i przede wszystkim częstszego pisania.

Opowiem Wam dzisiaj o kilku kosmetykach, co do których miałam duże nadzieje (lub przynajmniej pozytywne nastawienie), a niestety rzeczywistość okazała się inna. 3 razy NIE!




Farmona Skin Crystal Care, żel myjący do twarzy

Żel, który skusił mnie przede wszystkim swoim pięknym turkusowym kolorem i prostym, bardzo ładnym opakowaniem. Zaopatrzony jest w pompkę, która dozuje bardzo małą ilość produktu - żeby umyć twarz muszę naciskać tą pompkę co najmniej 10 razy. Nie jest to duży minus, ale zdecydowanie irytująca kwestia.
Z działania tego żelu również nie jestem zadowolona. Posiada w swoim składzie SLeS na drugim miejscu, mimo to nie pieni się szczególnie. Za to naprawdę odczuwalnie wysusza skórę, powoduje uczucie nieprzyjemnego ściągnięcia. Po jego użyciu nie mam wrażenia czystej, odświeżonej, dobrze umytej twarzy. Producent zapewnia, że żel nie powoduje wysuszenia skóry, sprawia że skóra pozostaje świeża i doskonale nawilżona oraz gładka. No niestety z niczym się nie zgadzam....




Ziaja, zimowy krem ochronny do rąk 'Świąteczne aromaty'

Kupując ten krem byłam bardzo podekscytowana - przecież uwielbiam świąteczne aromaty! W szczególności piernik, imbir i cynamon. W opakowaniu zapach jest bardzo przyjemny i przypomina domowej roboty piernik z dużą dawką korzennych przypraw. Niestety po dłuższym czasie używania zaczyna być męczący (jest naprawdę intensywny). Dodatkowo po chwili przebywania na skórze zmienia się w ostry i lekko drażniący zapach.
Pod względem pielęgnacyjnym również jestem zawiedziona. Krem nie robi nic. Nie nastawiałam się na to, że ten krem będzie mocno skoncentrowanym preparatem dla suchej skóry. Liczyłam na przyjemne nawilżenie, ale niestety nie. On nie robi po prostu nic! Nie nawilża wcale, nie zmiękcza skóry, nie wygładza, nie chroni przed pękaniem i szorstkością. Nie, nie, nie! 




 Bania Agafii, Specjalny szampon - aktywator wzrostu włosów

To kosmetyk, który bardzo mnie intrygował i miałam co do niego duże oczekiwania. Niestety nie mogę Wam powiedzieć czy rzeczywiście wpływa na szybszy porost włosów.
Szampon zamknięty jest w bardzo wygodnej, zakręcanej saszetce. Zapach ma typowo ziołowy, wyrazisty i intensywny - dla mnie to plus, lubię takie naturalne, ziołowe aromaty.
Kosmetyk ma kremową formułę, ale nie jest bardzo gęsty. Producent zapewnia, że po jego użyciu włosy nie tylko szybciej rosną, ale też zachowują młodość, są miękkie i puszyste.
Niestety ja tego szamponu nie mogę używać. Moje cienkie i delikatne włosy są po jego użyciu bardzo obciążone, smętne, bez objętości, nie chcą się układać i wyglądają na niemyte co najmniej przez tydzień. Dlatego zdecydowanie odradzam wszystkim posiadaczkom cienkich, delikatnych i przetłuszczających się włosów.


Znacie te kosmetyki? Jakie macie o nich zdanie? Co u Was się ostatnio nie sprawdziło i możecie przestrzec mnie przed kosmetycznymi bublami? :)

P.S Zapraszam do obserwacji! Po osiągnięciu liczby 700 obserwatorów będzie rozdanie :)


sobota, 23 stycznia 2016

Bell, Shine&Chic - podkłady, cienie, lakiery...

Cześć dziewczyny!


Kosmetyki Bell bardzo lubię i używam ich od kilku lat. Mam wśród nich swoich ulubieńców, do których chętnie wracam. Z ogromną ciekawością testuję też nowości. Kiedy otrzymałam propozycję przetestowania kilku kosmetyków z nowej kolekcji Shine&Chic (dostępnej w Biedronkach) nie zastanawiałam się długo! Dzisiaj pokażę Wam podkłady, cienie i lakiery do paznokci. Zapraszam na recenzje :)





Bell, Shine&Chic, podkład do twarzy
Podkład Silky Mat to podkład, który ma zapewniać matowe wykończenie, perfekcyjne krycie, ma maskować niedoskonałości i zachowywać naturalny wygląd cery przez wiele godzin. Zawiera witaminy C i E, które mają odżywiać skórę i nadawać jej jedwabistą gładkość. Fluid zawiera silikonowe pigmenty, przez co ma doskonale się rozprowadzać i nie zostawiać smug.





Podkład ma bardzo przyjemną konsystencję - czuć, że te silikonowe pigmenty rzeczywiście są w składzie. Zgadzam się z tym, że bardzo ładnie i bezproblemowo rozprowadza się na twarzy. Nie zostawia żadnych smug, z łatwością można go odpowiednio zaaplikować. Skóra jest miękka i gładka w dotyku. Podkład z założenia ma dawać matowe wykończenie. W moim odczuciu jest to satynowo-matowy efekt. Absolutnie nie ma tutaj tzw. płaskiego matu. Podkład ładnie wygląda na twarzy, skóra ma lekki blask, wygląda zdrowo i naturalnie. Ten delikatny błysk można szybko zniwelować pudrem matującym. Krycie określiłabym jako średnie. Dobrze sobie radzi z przebarwieniami, wypryskami, niejednolitym kolorytem cery. W przypadku większych blizn potrądzikowych czy naprawdę sporych przebarwień będzie trzeba dołożyć jeszcze jedną warstwę w tym miejscu lub posłużyć się mocno kryjącym korektorem. Krycie jest w porządku, można je budować bez efektu maski :) Podkład utrzymuje się na twarzy w stanie idealnym przez około 7 godzin, na szczęście nie schodzi nierównomiernie i nie ściera się w nieestetyczny sposób.  Dostępne są 4 odcienie podkładów, moim zdaniem mogłoby być ich więcej. Ja mam odcień nr 1 (najjaśniejszy) i nr 4 (najciemniejszy). Najjaśniejszy jest jak widzicie naprawdę ładnym, jasnym odcieniem - chociaż dla mnie mógłby być jeszcze jaśniejszy. Cieszę się, że nie ma w sobie różowych tonów.
Podkłady mają 30g, na każdym opakowaniu jest skład produktu.





Bell, Shine&Chic, cienie do powiek
Cienie do powiek mają formę małych kwadracików. Niewątpliwie jest to duży plus, bardzo wygodnie i praktycznie przechowuje się je w toaletce. Na cieniach znajdziemy również skład i datę ważności.
Dostępne są 4 odcienie, ja posiadam numer 03 i 04 - odpowiednio ciemny fiolet i czerń. Cienie mają w sobie bardzo dużą ilość błyszczących drobinek. Są typowo karnawałowe, więc idealnie wpasowują się w najbliższe miesiące ;)  Nałożone na mokro wyglądają dosłownie olśniewająco! Bajka :)





Pigmentacja jest naprawdę dobra, zwłaszcza najciemniejszego cienia. Czerń jest prawdziwą czernią, głęboką i nasyconą. W połączeniu ze srebrnymi drobinkami wygląda cudownie. Fiolet ma troszkę słabszą pigmentację. Szczerze przyznam, że nie używam go zbyt często (fiolet to raczej nie mój kolor). Sam w sobie jest bardzo ładny, ciemny, również posiada dużą ilość drobinek.
Cienie potrafią się osypać, zwłaszcza liczne drobinki, więc polecam wykonywać makijaż zaczynając od oczu. W ciągu dnia nie ma już problemu z osypywaniem. Konsystencja cieni jest dość miękka, łatwo i przyjemnie się je nakłada.
Cienie na moich tłustych powiekach utrzymują się naprawdę dobrze. Bez bazy około 4-5 godzin w nienaruszonym stanie, potem zaczynają się zbierać w załamaniach. Nałożone na bazę (lub korektor) utrzymują się bez problemu od rana do wieczora. 





Bell, Shine&Chic, lakiery do paznokci
Lakiery do paznokci również utrzymane są w karnawałowym, mocno błyszczącym klimacie. Mam 3 kolorki: beż, czerwień i czerń.
Beż jest najbardziej delikatny, drobinki w tym lakierze nie rzucają się w oczy tak mocno jak przy dwóch pozostałych kolorach. Ten odcień jest uroczy, delikatny i idealny na co dzień. Czerwień jest piękna, klasyczna, elegancka. Czarny lakier jest najbardziej efektowny, ponieważ srebrne drobinki są w nim najbardziej widoczne. Paznokcie przepięknie się błyszczą i przyciągają uwagę.
Aplikacja bardzo przyjemna i bezproblemowa, lakiery nie tworzą smug - w przypadku czerni po jednej warstwie możliwe są pewne nierówności, ale dołożenie kolejnej warstwy niweluje ten problem. Dwie warstwy całkowicie wystarczą do pełnego krycia. Lakier utrzymuje się na moich paznokciach 4-5 dni, więc to naprawdę dobry wynik. Nie odpryskuje, po 4 dniach zaczyna lekko ścierać się na końcówkach. Pędzelek jest dłuższy, odpowiednio gęsty i równo przycięty. Lakiery dość szybko schną i po kilku minutach można już spokojnie wracać do wcześniej wykonywanych czynności :) Zmywanie takich brokatowych lakierów jest trochę kłopotliwe, ale dobry zmywacz szybko sobie z tym poradzi. Ja używam Isany i jestem zadowolona :)
Lakiery mają 8g, wszystkie zawierają na opakowaniu skład i datę ważności.


Kosmetyki Bell z serii Shine&Chic dostępne są w Biedronkach do końca stycznia. Ceny do 15 zł. Coś Wam się spodobało? Wypróbujecie? :)

czwartek, 14 stycznia 2016

Recenzja kosmetyków Tołpa i rozczarowująca współpraca!

Cześć dziewczyny!
Chciałabym Wam dzisiaj opowiedzieć o dwóch kosmetykach. Właściwie to tylko o jednym z nich - dlaczego tylko o jednym, dowiecie się czytając tego posta. Myślę, że będzie to ciekawa lektura.





Miesiąc temu otrzymałam od drogerii Kosmetyk Styl dwa produkty z firmy Tołpa: aksamitne mleczko do demakijażu z serii Botanic, Białe Kwiaty oraz odżywczy krem-miód regenerujący z serii Botanic, Czarna Róża.
Zacznę od kosmetyku, który przetestowałam.




Tołpa, Botanic, Białe Kwiaty, aksamitne mleczko do demakijażu

Mleczko znajduje się w poręcznej, smukłej buteleczce o pojemności 200 ml. Zamknięcie na "klik", bardzo porządne, otwór dozujący niewielkich rozmiarów. Jedyny minus to fakt, że opakowanie nie jest przezroczyste i dodatkowo dość twarde, więc ciężko określić poziom zużycia. Opakowania kosmetyków Tołpa z jednej strony są minimalistyczne, mają ładną, przejrzystą szatę graficzną, a z drugiej strony zawierają bardzo dużo informacji o składnikach i ciekawostki. Fajne rozwiązanie, dla mnie to duży plus, lubię poczytać o tym co nakładam na swoją skórę :) Oczywiście na opakowaniu znajduje się też opis działania kosmetyku, skład, data ważności. 

Zapach jest delikatny, lekko kwiatowy, przyjemny. Nie powinien nikogo drażnić, bo jest z gatunku tych neutralnych i relaksujących.
Konsystencja jest lekka, ale nie zbyt lejąca. Mleczko rzeczywiście jest aksamitne, delikatne, nie zostawia żadnej tłustej ani lepkiej warstwy na skórze.





Wiecie, że nie jestem fanką mleczek do demakijażu. Sceptycznie podchodziłam do tego kosmetyku, ale naprawdę bardzo mnie zaskoczył. Pozytywnie! Z czystym sumieniem mogę stwierdzić, że to jedyne mleczko (z dotychczas przeze mnie używanych), które absolutnie nie podrażnia moich wrażliwych oczu. Jest bardzo delikatne i nada się nawet do wyjątkowo wrażliwych oczu - nie podrażnia, nie powoduje pieczenia, szczypania, łzawienia. Pełen komfort! 
Z demakijażem radzi sobie bardzo dobrze - usuwa bez problemu makijaż twarzy oraz oczu, również ten mocniejszy złożony z cieni, wodoodpornych kredek czy eyelinera. Skóra po zastosowaniu tego produktu jest bardzo dobrze oczyszczona, miękka i przyjemna w dotyku. Nie zauważyłam żadnego przesuszenia ani żadnej nieprzyjemnej tłustej warstwy na twarzy po użyciu mleczka.





Kosmetyk ma pojemność 200 ml, ale jest bardzo wydajny. Używam go od ponad miesiąca i zużyłam około 1/3. Myślę, że spokojnie posłużyłby mi przez kolejne dwa miesiące, gdyby nie fakt, że data ważności kończy się w lutym tego roku. Podkreślę, że kosmetyk otrzymałam 5 lub 6 grudnia. 




Tołpa, Botanic, Czarna Róża, odżywczy krem-miód regenerujący na dzień

Krem z tej serii już kiedyś używałam, ale wersję na noc. Udało mi się go kupić w promocyjnej cenie 20 zł i jak na taką cenę to był całkiem dobry, aczkolwiek nie zauważyłam rewelacyjnych efektów. Tym bardziej ciekawiło mnie jak sprawdzi się wersja na dzień.

Opakowanie bardzo ładne, charakterystyczne dla Tołpy - aluminiowa tubka, szata graficzna opatrzona licznymi opisami składników i ciekawostek. Krem jest zapieczętowany, dodatkowo zapakowany w kartonik, który oryginalnie był zaklejony. 

Niestety tego kremu nie użyłam ani razu. Nawet go nie otworzyłam (nie przebijałam aluminiowego zabezpieczenia otworu). Dlaczego? Dlatego, że krem który dotarł do mnie pod koniec pierwszego tygodnia grudnia był już przeterminowany - jego data ważności to listopad 2015...





Dziewczyny... zawsze byłam i będę z Wami szczera. Już w momencie otwierania przesyłki, kiedy spojrzałam na te kosmetyki wiedziałam, że coś będzie nie w porządku. Na pierwszy rzut oka widać, że to nie są produkty "najświeższej młodości" - opakowania były naznaczone upływem czasu, trwale zabrudzone, poszarzałe (wyczyściłam je trochę do zdjęć, na tyle na ile się dało). Jedno spojrzenie na daty ważności wystarczyło.  Pod koniec pierwszego tygodnia grudnia, powiedzmy że był to 6 grudnia otrzymałam kosmetyki z datą ważności luty 2016 i listopad 2015. Listopad - był grudzień...
Od razu napisałam maila do osoby, która kontaktowała się ze mną w sprawie współpracy, opisałam sytuację i poprosiłam o wyjaśnienie. Pomyłki się zdarzają, więc warto dać szansę na jakiekolwiek wytłumaczenie. Niestety po moim mailu kontakt całkowicie się urwał, nie otrzymałam żadnej odpowiedzi od ponad miesiąca.

Nie użyłam tego kremu z oczywistych powodów, nie będę ryzykowała i nakładała na swoją twarz przeterminowanych kosmetyków.
No niestety, rozczarowania się zdarzają. Selekcjonuję propozycje współprac i nie przyjmuję wszystkich, ale jak widać mimo selekcji można się rozczarować.

Pozytywnie oceniam mleczko do demakijażu, bo naprawdę kosmetyk sam w sobie jest bardzo dobry. Kremu niestety nie mogłam użyć. Żałuję, ale współpracy z drogerią Kosmetyk Styl nie mogę ocenić pozytywnie.

Chętnie poczytam Wasze opinie o tych produktach i o zaistniałej sytuacji.

*Kosmetyki otrzymałam do testów w ramach współpracy z drogerią Kosmetyk Styl. Fakt otrzymania kosmetyków do testów nie wpłynął na moją opinię.



piątek, 8 stycznia 2016

Naturalne, ziołowe, czarne mydło - Trawy i Zioła Agafii

Cześć dziewczyny!


Kosmetyki rosyjskie są bardzo popularne, ja zainteresowałam się nimi dosyć późno - ale lepiej późno niż wcale. Na Mikołajki dostałam (od mamy) Naturalne, ziołowe, czarne mydło do pielęgnacji ciała i włosów - Trawy i Zioła Agafii. Używam tego kosmetyku od miesiąca, więc mogę już wyrazić swoją opinię na jego temat. 





Od producenta:
Mydło zostało stworzone na bazie mądrości wielu pokoleń mieszkańców Syberii (doświadczenie i tradycja). Ponad dwa lata kosmetolodzy opracowywali unikalną formułę idealną do pielęgnacji całego ciała. Wybrali oni 37 leczniczych ziół oraz środek pieniący na bazie naturalnych saponin zawartych w czerwonym i białym korzeniu myjącym.
Aby utrzymać właściwości lecznicze ziół, użyta została metoda "tłoczenia na zimno".
Wszystkie ekstrakty i olejki zawarte w produkcie są dobre dla pielęgnacji zarówno ciała jak i włosów, dzięki czemu można skorzystać z mydła jako żelu pod prysznic, szamponu. 





Mydełko znajduje się w dużym, plastikowym, zakręcanym pudełeczku. Opakowanie jest przezroczyste, więc na pierwszy rzut oka widać jaki jest poziom zużycia. Z łatwością można wydobyć odpowiednią ilość kosmetyku, nie ma z tym problemu nawet pod koniec użytkowania. Oryginalnie mydło było zabezpieczone plastikową nakładką i dołączona była ulotka (niestety po rosyjsku, więc nic nie zrozumiałam). Na opakowaniu znajduje się etykieta w języku polskim, więc bez problemu można wczytać się w informacje i obietnice producenta. Jest też skład, data ważności i wszystko co być powinno :)

Zapach jest piękny! Ziołowy, roślinny, naturalny. Dla mnie nawet trochę leśny :) Coś wspaniałego.

Konsystencja jest bardzo ciekawa. Jeżeli używałyście już czarne mydło to wiecie jak to wygląda. Gęsta, ciągnąca się papka, którą bardzo łatwo wydobyć z opakowania. Mydło w opakowaniu wygląda na czarne, ale po nabraniu odrobiny na dłoń widać inną barwę - lekko brązową, bursztynową. Kosmetyk wygląda cudownie, a to za sprawą prawdziwych liści zatopionych w mydle. Nie wiem jakie to liście, nie pytajcie, nie znam się :)





Mydło świetnie się pieni. Pewnie jest to zasługa SLS, ale również mydlnicy. Potrzeba dosłownie odrobinkę do umycia ciała czy włosów. Piana jest delikatna i bardzo łatwo się spłukuje. Mydło rewelacyjnie oczyszcza. Sprawdza się do mycia całego ciała, twarzy i włosów - jednak jeżeli macie wrażliwą skórę ciała i głowy to polecam go stosować kilka razy w tygodniu, nie codziennie. Do twarzy podobnie, ja używam go 2-3 razy w tygodniu. Skóra jest oczyszczona, miękka, gładka. Kosmetyk najlepiej sprawdza się u mnie w pielęgnacji włosów. Od kiedy go używam zauważyłam, że włosy są po nim wspaniale oczyszczone, ale też mocniejsze i nie wypadają już tak bardzo jak wcześniej. W składzie ma krwawnik pospolity, rumianek i pokrzywę (podejrzewam, że to główny sprawca poprawy kondycji moich włosów).  Olej sojowy i lniany, witamina E, wosk pszczeli nadają miękkość, gładkość, sprawiają że fryzura ładnie się układa i nie ma problemu z rozczesaniem włosów po umyciu.





Mydło nie podrażniło mojej skóry, nie wywołało reakcji alergicznej. Trzeba jednak mieć świadomość, że może tak się zdarzyć, bo w składzie jest dużo wyciągów z roślin. Nie polecam stosować go codziennie, bo może trochę wysuszać. Produkt jest bardzo wydajny, wystarczy mi na pewno na pół roku lub nawet dłużej. Pojemność 500 ml kosztuje 30-40 zł, w zależności od tego gdzie kupicie.

Jestem bardzo zadowolona z tego mydła i z ogromną przyjemnością wypróbuję inne warianty.

sobota, 2 stycznia 2016

Zakupy, nowości + info o rozdaniu!

Cześć dziewczyny!

Witam Was serdecznie w pierwszym wpisie w 2016 roku. Z całego serca życzę Wam szczęścia, powodzenia i spełnienia wszystkich marzeń w Nowym Roku.

Dzisiaj post przyjemny, taki jak bardzo lubicie (sądząc po statystykach) i ja również bardzo takie posty lubię - zakupy i nowości. 




Perfecta, Express Slim krem powiększający i unoszący biust - z tym powiększeniem to bym nie szalała i nie wiązała zbyt dużej nadziei z tego typu obietnicami. Nie mniej jednak kosmetyki do biustu Perfecta lubię. Kosmetyk ma wypełniać, ujędrniać, unosić. Zobaczymy jak się sprawdzi, na pewno dam znać. Pojemność 200 ml/ około 16 zł.




Soraya, Clinic Clean, ultraoczyszczający płyn micelarny - bardzo polubiłam delikatny micel z tej firmy i zaopatrzyłam się w dwie kolejne sztuki. Tak naprawdę to dopiero pisząc te słowa zorientowałam się, że to inna wersja niż ta, która mnie zachwyciła. Producent mógłby odróżnić od siebie opakowania, bo są identyczne. Mam nadzieję, że ta wersja płynu micelarnego również przypadnie mi do gustu. Pojemność 200 ml/ około 7 zł (promocja).




Sylveco, Oczyszczający peeling do twarzy - kosmetyk przeznaczony do skóry przetłuszczającej się i z rozszerzonymi porami. Zawiera ekstrakt ze skrzypu polnego, który normalizuje pracę gruczołów łojowych, łagodzi podrażnienia i przyspiesza regenerację. Peeling pięknie pachnie olejkiem z drzewa herbacianego. Pojemność 75 ml/ około 20 zł.




Nivea, Creme Veloutee Douceur - krem, który ma zapewniać długotrwale gładką i dobrze nawilżoną skórę. Ma aksamitną, delikatną konsystencję i pięknie pachnie klasycznym kremem Nivea. Duża pojemność 300 ml z pewnością na długo wystarczy. Ten krem pochodzi z Francji (swoją drogą nie wiem czy ta wersja jest dostępna w Polsce), nie kupowałam go osobiście, więc niestety nie wiem ile kosztował. 




Isana Young, żel do mycia twarzy i demakijażu oczu - stosunkowa nowość firmy Isana. Czytałam dużo pochlebnych opinii na temat tego kosmetyku, więc postanowiłam wypróbować. Dodatkowym powodem był fakt, że aktualny żel do twarzy nie do końca spełnia moje oczekiwania (ale o tym będzie post). Żel nie zawiera SLS ani SLeS, jest delikatny, subtelnie pachnie i na razie zapowiada się całkiem nieźle. Pojemność 150 ml/ około 8 zł.




Isana, zmywacz do paznokci - stały bywalec w mojej łazience. Uwielbiam ten zmywacz, kończę jedno opakowanie i kupuję drugie. Jest duży, wydajny, tani i bardzo skuteczny. Tym razem trafiłam na promocję, więc już lepiej być nie mogło. Pojemność 250 ml/ około 6 zł.




W ramach kontynuacji współpracy z Bio-beauty otrzymałam do testów dwa produkty firmy Bjobj (plus kilka saszetek z próbkami). Bjobj to włoska marka, która tworzy kosmetyki ekologiczne, bogate w dobroczynne, zdrowe i bezpieczne składniki. Do testów otrzymałam cytrynową pastę do zębów z białą glinką i szałwią oraz maskę (pastę) do twarzy i ciała na bazie białej glinki. Jestem ogromnie ciekawa tych kosmetyków. Pasta pojemność 75 ml/ około 21 zł, maska pojemność 150 ml/ około 30 zł.




Pharmaceris H, skoncentrowany szampon wzmacniający do włosów osłabionych - szampon, który bardzo sobie cenię, przede wszystkim kiedy mam problemy z nadmiernym wypadaniem włosów. Pielęgnuje, oczyszcza, wzmacnia włosy i zmniejsza ich tendencję do wypadania. Pojemność 250 ml/ około 28 zł.


Chętnie dowiem się czy znacie któryś z tych kosmetyków, a może coś szczególnie Was zainteresowało?

Ważna informacja: serdecznie dziękuję Wam, że jest Was coraz więcej (obserwatorów). Z tej okazji powoli przygotowuję rozdanie, które zostanie ogłoszone po przekroczeniu liczby 700 obserwatorów. Zapraszam więc do obserwacji i serdecznie dziękuję za to, że jesteście ze mną!